Reklama

Reklama

Aleksander Wierietielny, czyli twórca potęgi Justyny Kowalczyk

Aleksander Wierietielny, główny twórca sukcesów Justyny Kowalczyk, ma za sobą skomplikowane losy osobiste i sportowe. Jest osobą raczej upartą o stanowczym charakterze, a przy tym nie zabiega o popularność i rozgłos medialny.

"Denerwują mnie wypowiedzi, które krytykują moje zachowanie, że nie przychodzę na ceremonię dekoracji. Czy tym się mierzy fachowość trenera? Czy ja będę lepszy od tego, że się na niej zjawię? Dekoracja jest dla zawodnika, oficjeli, kibiców, a nie dla mnie" - powiedział Wierietielny.

"Cieszę się z tego, że Justyna będzie popularna i rozpoznawalna, ale ja nie muszę. Chcę mieć spokój i tak jak to jest dzisiaj, pozostawać bez siwych włosów. Ja swoją robotę zrobiłem i jestem z niej bardzo zadowolony. Nie jestem politykiem, nie muszą mnie ludzie rozpoznawać. Nie będę wgapiał się do kamery, nie muszę być popularny. Jestem fachowcem w tym co robię i mnie to w pełni satysfakcjonuje, nie muszę przeć na szkło" - dodał.

Reklama

Kowalczyk w igrzyskach w Vancouver sięgnęła po trzy medale: srebrny w sprincie, brązowy w biegu łączonym i w sobotę złoty na 30 km. Wcześniej triumfowała w prestiżowym cyklu Tour de Ski i jest liderką Pucharu Świata. Kryształową Kulę zdobyła także w zeszłym sezonie, a w mistrzostwach świata w Libercu odebrała dwa złote i jeden brązowy krążek.

Wierietielny pochodzi z białoruskiej rodziny, zamieszkałej w Hrubieszowie, a urodził się 31 lipca 1947 roku w Finlandii, w Parkkala-Ud położonym 60 km od Helsinek. Potem jego rodzina przeniosła się do Kazachstanu, do miejscowości Gałkino. Później w malowniczym Szczucińsku, położonym w tzw. kazachskiej Szwajcarii, młody Aleksander trenował biegi narciarskie, a podczas służby wojskowej zainteresował się biathlonem.

Dobrze mu szło, bo znalazł się nawet w kadrze biathlonowej Kazachstanu. Jednak ze względów zdrowotnych musiał przerwać karierę sportową w wieku 22 lat. Skończył studia na Akademii Wychowania Fizycznego w Ałma Acie i napisał pracę doktorską na temat biathlonu. Był pracownikiem naukowym tej uczelni.

W 1979 roku poznał Polkę, Barbarę, z którą rok później się ożenił i ma córkę.

"Poznaliśmy się dokładnie 4 grudnia roku, w dniu moich imienin, w polskiej ambasadzie w Moskwie. Do stolicy Rosji przyjechałam na studia doktoranckie jako magister pedagogiki poznańskiej filii AWF w Gorzowie Wielkopolskim. Od początku troskliwie się mną zaopiekował i był moim przewodnikiem po Moskwie. Szybko +zaiskrzyło+ między nami, doskonale się rozumieliśmy. Był rycerski i szarmancki, często zapraszał mnie na szampana i kawior. Na uczelni był prymusem i tym także mi imponował. 19 marca 1981 roku wzięliśmy w Moskwie ślub. Pamiętam, że przy ul. Gribojedowa 9, w urzędzie stanu cywilnego dla obcokrajowców. Był piękny, wczesnowiosenny dzień. Koniecznie muszę w tym miejscu dodać, że wcześniej Aleksander przyjechał do Gorzowa i klęcząc przed moją mamą prosił o rękę córki" - powiedziała PAP jego żona, Barbara Piątkowska.

Od 1983 r. Wierietielny na stałe mieszka w Polsce, a od 1991 r. ma polskie obywatelstwo. W latach 80. pracował w poznańskiej filii AWF w Gorzowie. W 1984 r. został trenerem biathlonistów w klubie Górnik Wałbrzych.

"Wiedział, że po ukończeniu studiów ja nie zostanę w Związku Radzieckim. Postanowił, że wrócimy razem do Polski, chociaż z różnych względów nie było to proste. Ja przyjechałam do Gorzowa w czerwcu 1983 roku, natomiast Aleksander kilka miesięcy później - w listopadzie. Męża ciągnęło jednak do sportów zimowych i trafił na zgrupowanie biathlonistów do Świeradowa Zdroju. Tam spotkał zawodników wałbrzyskiego Górnika i ... tak się zaczęło. Początkowo mieszkał w hotelu. Nie bardzo uśmiechało mi się opuszczać Gorzów na stałe, ale w końcu chciałam, byśmy byli razem. Olek znalazł mieszkanie w śródmieściu Wałbrzycha, w którym zakotwiczyliśmy do dziś" - wspomniała żona trenera.

W latach 1987-1998 był pierwszym trenerem polskiej kadry biathlonu. To jego kadrowicz Tomasz Sikora został mistrzem świata w biegu na 20 km we włoskiej Anterselvie w 1995 r. Dwa lata później polska sztafeta, w składzie: Wiesław Ziemianin, Jan Ziemianin, Wojciech Kozub i Tomasz Sikora, zdobyła brązowy medal MŚ w Osrblie. Konflikt z ówczesnym prezesem Polskiego Związku Biathlonu spowodował zwolnienie Wierietielenego z funkcji trenera kadry.

"Wtedy zaczęły się dłuższe rozstania z domem. Aleksander nigdy nie był tym, który odpuszcza sobie część obowiązków - podkreśliła żona. - Zawsze był zawodowym perfekcjonistą. Ceniłam tę jego cechę, ale czasami mnie ona denerwowała. Zgrupowania, wyjazdy na obozy - i tak w kółko. Jestem jednak dumna z jego sukcesów. Niedawno obiecał, że wyłączy komórkę na cztery dni, ale wytrwał w tym postanowieniu tylko jeden. No i co można z tym zrobić? Ważne jest, że praca zawodowa wypełnia mi wiele czasu. Marzę o tym, byśmy kiedyś wyjechali gdzieś razem, chociaż na krótko, by mąż oderwał się od pracy, która jest jego żywiołem. Może kiedyś to się uda?" - westchnęła.

Od 2000 roku pracuje jako główny trener kadry A Polskiego Związku Narciarskiego w biegach. Pod jego kierunkiem Justyna Kowalczyk odniosła i odnosi największe sukcesy. Poczynając od mistrzostwa świata juniorek w sprincie (2003) i dwukrotne mistrzostwo świata w kategorii młodzieżowej (do 23 lat) w 2006 r. (10 km techniką klasyczną i 15 km - bieg łączony); poprzez brązowy medal igrzysk olimpijskich 2006 r. w Turynie (30 km, techniką dowolną); aż po największe, obecne triumfy: dwukrotne mistrzostwo świata w Libercu w 2009 roku oraz trzy medale olimpijskie w Vancouver, w tym złoty w biegu na 30 km. Pracując z Wierietielnym Kowalczyk triumfowała w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata w sezonie 2008/2009 i wygrała tegoroczny cykl zawodów Tour de Ski.

Piątkowska przyznała, że często znajomi zadają jej pytanie, jak patrzy na problem długiej rozłąki, czy nie odczuwa zazdrości, że jej mąż prawie nie rozstaje się z Justyną Kowalczyk.

"Nic z tych rzeczy! - powiedziała z uśmiechem. - Jak mnie pytają, odpowiadam: dajcie mi spokój, Aleksander robi swoje, a ja swoje. Mąż dba o rodzinę i troszczy się o nas, chociaż jesteśmy razem rzadko. Czuję, jak bardzo mu na mnie i córce zależy. Nauczyłam się jednak, że często muszę liczyć tylko na siebie, np. gdy zepsuje się samochód, a mąż jest w tym czasie daleko".

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama