Reklama

Reklama

Adrian Zieliński nie zgodził się na badanie wykrywaczem kłamstw

Adrian Zieliński, który podczas igrzysk olimpijskich w Rio de Janeiro został przyłapany na dopingu, nie zgodził się na badanie wykrywaczem kłamstw. Do tego przekłada ślub.

To była jedna z największych kompromitacji polskiego sportu podczas igrzysk olimpijskich w Rio de Janeiro. Nasi kandydaci do medali w podnoszeniu ciężarów - bracia Tomasz i Adrian Zielińscy, stosowali nandrolon i natychmiast zostali wyrzuceni z reprezentacji Polski. Do kraju wracali w niesławie i na własny koszt.

Mimo że badanie próbek potwierdziło jednoznacznie, że obaj zawodnicy stosowali niedozwolone środki, bracia nie przyznawali się do winy. Jednocześnie nie potrafili wytłumaczyć, skąd w ich organizmie znalazł się nandrolon.

Reklama

Tuż po wybuchu afery z braćmi Zielińskimi, Andrzej Kostyra, komentator Polsatu Sport i dziennikarz "Super Expressu", zaproponował byłemu mistrzowi olimpijskiemu badanie wykrywaczem kłamstw.

Zieliński, który od początku zapewniał, że jest niewinny, natychmiast na to przystał. Najwyraźniej zmienił jednak zdanie, bo ostatecznie nie poddał się tej specyficznej próbie.

Jak podaje Kostyra, zawodnik ma kolejne zmartwienia na głowie. Przed wylotem do Rio de Janeiro miał zaplanowany ślub, ale sprawa jest na tę chwilę nieaktualna. Zieliński przełożył uroczystość.

Kilka dni temu bracia Zielińscy dostali potężny cios. Obaj zostali wyrzuceni z wojska, a tym samym stracili najważniejsze źródło dochodu, jakim była stała praca i regularna pensja. Dodatkowo, wojsko zdecydowało się zlikwidować sekcję podnoszenia ciężarów, z obawy o "nieczystość środowiska podnoszenia ciężarów".

Dowiedz się więcej na temat: Adrian Zieliński | adrian zieliński doping

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje