Reklama

Reklama

Adrian Mierzejewski - o krok do wielkości

Przykład Adriana Mierzejewskiego za którego Trabzonspor płaci 5,25 milionów euro pokazuje, że ofensywni pomocnicy są w cenie - nawet z drużyny, która jest na 70. miejscu w rankingu FIFA. To pierwszy krok, aby ten piłkarz osiągnął wymiar europejski. Kolejnym mogą być finały EURO 2012.

Nie dziwię się, że Józef Wojciechowski zdecydował się na transfer. Nawet jeśli wcześniej zastrzegał, że nie sprzeda Adriana Mierzejewskiego. Mógł nie sprzedawać za 2,5, czy 3 miliony euro. Kręcił nosem przy 4 milionach, jednak 5,25 miliona euro to najwyższa transakcja z polskiej ligi. Naprawdę gigantyczna, biorąc po uwagę poziom naszego futbolu. Pokazuje, że dobry ofensywny pomocnik, to towar poszukiwany na rynku europejskim.

Gwiazdy kreują wielkie turnieje

Selekcjoner Franciszek Smuda podkreśla: "Romawiałem z wiceprezesem Piechniczkiem i przypomniał, że gwiazdy kreują wielkie turnieje". Antoni Piechniczek wie, co mówi. Z jego ekipy Grzegorza Latę oraz Władysława Żmudę wykreowały mistrzostwa świata w 1974 roku, Zbigniewa Bońka Argentyna w 1978. Jednak już Józefa Młynarczyka, Pawła Janasa, Stefana Majewskiego, Waldemara Matysika, Andrzeja Buncola, Janusza Kupcewicza, czy Włodzimierza Smolarka Mundial w Hiszpanii w 1982.

Reklama

Z czasem wybrańcy Piechniczka trafili do znaczących klubów Zachodu. Młynarczyk z FC Porto sięgnął po Puchar Europy, Buncol z Leverkusen po Puchar UEFA, Matysik grał we Francji i w Niemczech, Janas - jako obrońca Auxerre - był wybierany najlepszym obcokrajowcem ligi francuskiej, Majewskiego ceniono w Kaiserslautern, Kupcewicz trafił do St. Etienne - na pozycję, którą swego czasu w tym klubie zajmował Michel Platini, a Smolarek najpierw szarżował w barwach Eintrachtu Frankfurt, a później Feyenoordu Rotterdam...

Polski piłkarz u wrót wielkiej kariery

24-letni Mierzejewski jest u progu wielkiej kariery. Finały EURO 2012 to impreza, która może zbudować go w wymiarze europejskim. Choć już teraz zdecydował się na zagraniczny klub. Trener Trabzonsporu, Senol Guenes przyjechał ocenić Mierzejewskiego na tle reprezentacji Francji i zobaczył dojrzałego pomocnika, który - obok Wojciecha Szczęsnego - był najlepszy w swoim zespole.

Gdyby Guenes chciał kupić pomocnika reprezentacji Francji, to na dzień dobry usłyszałby sumę kilkunastu milionów euro. Za Polaka chciał dać najpierw 3, a później 4 miliony euro. Jak przyszło do ostatecznych negocjacji, to suma przekroczyła 5 milionów. Nie ma co ukrywać - to zasługa Wojciechowskiego. Mówiąc, że Mierzejewski nie jest na sprzedaż, podbił jego cenę. A piłkarz, choć bardzo zdolny, miał dotychczas krajowy wymiar. Polonia w sezonie 2010/2011 nie grała na międzynarodowej arenie, w lidze zajęła 7. miejsce, a w Pucharze Polski odpadła w ćwierćfinale.

Mierzejewskiego promował Smuda. Widział w nim potencjał także w międzynarodowym wymiarze. Pomocnik "Czarnych Koszul" ma predyspozycje, aby dyrygować kadrą, ale - na poziomie reprezentacji - przekonał do siebie dopiero po roku. Mecz z Argentyną był 11., a z Francją 12. w drużynie narodowej. Smuda "holował" jednak tego zawodnika z wielkim przekonaniem.

"Orły Franza" dopiero napiszą własną historię

Pamiętam z jaką euforią Jerzy Engel wypowiadał się po awansie do finałów Mundialu w 2002 roku. Mówił o Pucharze Świata po który jechaliśmy do Azji, a także o doskonałej promocji piłkarzy, jaką będą mieli w finałach MŚ. Jego wybrańcy już byli w znaczących klubach europejskich, ale mieli trafić - zdaniem selekcjonera - do jeszcze lepszych. Tak się nie stało. Szczyt swoich zawodowych możliwości osiągnęli w eliminacjach w 2000 i 2001 roku - Tomasz Wałdoch, Tomasz Hajto, Tomasz Kłos, Marek Koźmiński, Piotr Świerczewski, Radosław Kałużny, czy Emanuel Olisadebe. Ba, Engel Tomasza Iwana oraz Andrzeja Juskowiaka nie zabrał do Korei.

Pokolenie, które promuje się w kadrze Smudy przed finałami EURO 2012 jest młodsze. Na czele tej grupy ludzi stoi trójka z Borussii Dortmund - Łukasz Piszczek, Kuba Błaszczykowski, Robert Lewandowski, a także bramkarz Arsenalu Londyn, Wojciech Szczęsny. Należy zaliczyć do niej dwójkę z 1. FC Koeln, Adama Matuszczyka i Sławomira Peszkę. Śmiało wkroczył do tego grona Mierzejewski. Ciekaw jestem ich losów po finałach ME. W górę czy w dół w wymiarze klubowym oraz reprezentacyjnym? Na pewno to kwestia mentalności. Kadrze Engela - poza wiekiem - zabrakło determinacji, aby osiągnąć więcej...

Czytaj inne teksty Romana i dyskutuj z nim na blogu - Kliknij!

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje