Reklama

Reklama

Adam zdradza tajemnicę sukcesu Szwajcara

Skoczkowie narciarscy śmieją się raczej z kwestionowania przez Austriaków wiązań Simona Ammanna. Nie biorą tego poważnie, ale im dalsze próby oddaje Szwajcar, tym częściej zastanawiają się, czy one faktycznie mu nie pomagają.

"Dostaliśmy materiał opracowany przez Austriaków. Oni w zeszłym roku próbowali testować podobne zapięcia i mówili, że różnica jest wielka" - skomentował Małysz.

Reklama

Na czym ona polega? "Narty w powietrzu układają się bardziej płasko i wiatr pod nie wieje, co daje straszny opór powietrza. Jeśli lecimy stylem V i wykręcamy narty, to powietrze przechodzi bokiem, a w przypadku tych wiązań opór staje się większy" - tłumaczył Małysz.

Austriacy, którzy w Whistler rozpętali prawdziwą burzę, w zeszłym roku także testowali ten sam sprzęt. "Bali się jednak i tych zapięć w końcu nie wzięli. Na mamuciej skoczni byłoby to ekstremalne. Ten opór byłby tak duży, że nogi mogłyby tego nie wytrzymać" - dodał Małysz.

"Orzeł z Wisły" nie chce jednak krytykować Ammanna za takie posunięcie. "Zrobił po prostu krok do przodu. Nawet jeśli te wiązania nic nie pomagają, to psychicznie niektórych rywali wykończył. Niektórzy cały czas o tym mówią i zastanawiają się, czemu akurat jemu na taki sprzęt pozwolono, a innym nie. Tak też nie jest do końca" - ocenił.

Małysz uważa, że problem polega na Austriakach. "Gdyby oni taką nowinkę wyciągnęli, to nic by nie było. Dlatego jednak, że ktoś inny na to wpadł, to oni zrobili z tego tyle szumu" - powiedział.

A jak do tego podchodzą sami skoczkowie? "Śmiejemy się z tego. Przecież teraz wszyscy tylko pokazują wiązania Simona. Wszystkie stacje telewizyjne. Ammann też się z tego śmieje, bo przecież doskonale wie, że nikt nie jest w stanie mu niczego zrobić" - dodał.

Konkurs na dużej skoczni olimpijskiej w Whistler zaplanowano na godz. 20.30 czasu polskiego. Wystąpi w nim czterech Polaków. Oprócz Małysza - Stefan Hula, Kamil Stoch i Krzysztof Miętus.

Z Whistler Marta Pietrewicz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama