Reklama

Reklama

Adam: Miałem oczy jak ziemniaki

Adam Małysz zadowolony, choć zmęczony, schodził ze skoczni w Whistler Olympic Park po kwalifikacjach do sobotniego konkursu olimpijskiego. "Orzeł z Wisły" przyznał, że miał kłopoty ze snem i "oczy miał jak ziemniaki".

- Troszkę kręciło - pokręcił głową - raz było z przodu, raz z tyłu. W sobotę ma podobno mocno wiać. Mam nadzieję, że prognozy się nie sprawdzą, bo wtedy może być różnie.W czwartek byłem bardziej zadowolony, bo wygrałem dwie serie treningowe. Teraz było też przyzwoicie, zwłaszcza ten drugi skok, ale warunki nie były na tyle równe, by było można to oceniać. Gdy na małych skoczniach wszyscy lądują w jedną dziurę, to wiatr odgrywa bardzo dużą rolę. Musimy czekać do soboty. Będziemy walczyć - zapewnił.

Reklama

Przy pierwszym oddanym w piątek skoku Małysz trochę się zachwiał po lądowaniu. - Było nierówno i wykantowane od nart. Noga mi tam wpadła i mi ją trochę podbiło. Musiałem się prawie podpierać, by się nie przewrócić. W kwalifikacjach było już wszystko ok, choć też czułem nierówności - ocenił.

Trochę deprymujący dla zawodnika KS Wisła Ustronianka jest fakt, że sędziowie nie pozwolili mu skakać z tych samych belek, co m.in. Gregorowi Schlierenzauerowi, czy Simonowi Ammannowi.

- Na pewno będzie mocna walka. Skakaliśmy z różnych belek i nie można tego porównać. Chciałoby się wiedzieć, gdzie się człowiek znajduje w porównaniu do innych, ale to zawsze trudno ocenić. W pierwszej serii Gregor i Simon mieli dosyć dobre warunki i odlecieli od razu bardzo daleko - powiedział.

Teraz najważniejsze dla niego będzie przede wszystkim, by się wyspać. - Po południu jeszcze jakiś trening i chciałbym się w końcu wyspać. Muszę po prostu później pójść do łóżka - w czwartek spałem już parę minut po 21.00 i o piątej rano nie mogłem już wyleżeć i oczy miałem jak ziemniaki. Zamierzam więc trochę się pomęczyć wieczorem, by dospać w sobotę do szóstej. Jestem ranny ptaszek, ale to daje trochę w kość, gdy człowiek tak rano wstaje - uważa.

Przez trzy dni Małysz oddał osiem skoków.- Ufam trenerowi Hannu Lepistoe i tak jak on powie, tak będzie. Znając go pójdziemy pewnie w sobotę wszystkie próby - powiedział.

Czterokrotny mistrz świata przyznał, że trema jest. - Na pewno trochę większa niż zwykle. To impreza rozgrywana co cztery lata, więc każdy się więcej stresuje. Mam taki plus, że jestem bardziej doświadczony. To moja czwarta olimpiada, więc ta trema nie będzie taka, jaka była na pierwszej. Zawsze jednak towarzyszy ona zawodnikom.

Konkurs olimpijski na normalnej skoczni zaplanowano na sobotę na godz. 18.45 czasu polskiego. Wystąpi w nim czterech Polaków - oprócz Małysza - Stefan Hula, Krzysztof Miętus i Kamil Stoch.

Marta Pietrewicz, Whistler

Dowiedz się więcej na temat: whistler | Adam Małysz | Adam Małysz - Vancouver 2010

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje