Reklama

Reklama

41-letni Marek Kolbowicz nie zamierza kończyć kariery

Wioślarski mistrz olimpijski z Pekinu Marek Kolbowicz (AZS Szczecin), choć w czerwcu skończył 41 lat, nie zamierza przerwać kariery sportowej. Powoli zaczyna myśleć o nowym sezonie i startach w swojej ulubionej konkurencji - czwórce podwójnej.

Kolbowicz po zajęciu szóstej lokaty w igrzyskach w Londynie nie składał jednoznacznych deklaracji dotyczących sportowej przyszłości. Nie wykluczył jednak, że pójdzie w ślady Adama Korola, który krótko po finałowym biegu oficjalnie ogłosił zakończenie kariery.

Reklama

- Z tą naszą karierą bym nie przesadzał, bo prawdziwe to robią Agnieszka Radwańska czy Robert Kubica. Ja bym to nazwał przygodą sportową - przyznał z uśmiechem Kolbowicz, który wraca do treningu i chce nadal rywalizować na torach wioślarskich.

- Powoli zaczynam wchodzić w trening. Pod koniec listopada chcę pojechać razem z grupą zawodników na zgrupowanie do Szklarskiej Poręby, m.in. żeby pojeździć na nartach. Czy nadal będę wiosłował, zależy tylko i wyłącznie od trenera i od mojego poziomu sportowego. Gdyby ta decyzja należała do szefów wyszkolenia, to... dawno już by mnie nie było - dodał z przekąsem.

Czterokrotny mistrz świata zdaje sobie jednak sprawę, że młodsi zawodnicy coraz bardziej naciskają, a trenerzy muszą budować perspektywiczne osady, które powalczą o sukcesy w kolejnych igrzyskach.

- Dlatego chcę dalej uprawiać sport, ale też nie po trupach, nic na siłę, Ucieszę się, jeśli dane mi będzie popływać z młodszymi, którym jednocześnie mogę przekazać swoją wiedzę. To będzie takie dwa w jednym. Jeśli natomiast szkoleniowiec powie, że stawia wyłącznie na młodzież, ja to rozumiem. Bo on też musi mieć na uwadze, że zbliżają się igrzyska w Rio - powiedział.

Jak podkreślił, choć od olimpijskiego startu w Londynie minęły już ponad trzy miesiące, cały czas stara się utrzymywać dobrą kondycję.

- Po igrzyskach wyjechałem z rodziną i znajomymi do Włoch, ale to był też czynny wypoczynek: pływanie, deska, rower. Jestem pracownikiem Wydziału Kultury Fizycznej i Promocji Zdrowia Uniwersytetu Szczecińskiego, a to zobowiązuje do utrzymywania formy. Serducho swoją ilość krwi musi przepompować - zaznaczył.

W momencie zakończenia kariery przez Korola osada "dominatorów" praktycznie przeszła do historii. Czwórka podwójna w składzie z nim, Kolbowiczem, Michałem Jelińskim i Konradem Wasielewskim zdobyła złoty medal olimpijski w Pekinie (2008) oraz cztery mistrzostwa świata.

Kolbowicz stara się wytłumaczyć pewien fenomen tej grupy wioślarzy, z której, jak zaznacza, żaden nie był wybitnym zawodnikiem.

- W czwórce można góry przenosić będąc zawodnikiem średnim. Bo my tak naprawdę nie byliśmy wybitnymi wioślarzami indywidualnie. Nie zawsze wygrywaliśmy na jedynkach w kraju. Ważne, żeby mieć smykałkę do tego, co się robi. Mam nadzieję, że ta dziura po nas nie będzie trwała długo. Podobno niektórzy młodsi zawodnicy mówili, że zajmujemy im miejsce. I że jak tylko wskoczą do osady, będą tak samo pływać. Będę im kibicował... Są w tej grupie naprawdę fajni chłopcy, dobrze wiosłujący, ale trzeba to jeszcze zebrać do kupy i powiedzieć im co dobre, a co złe - podsumował Kolbowicz.

Dowiedz się więcej na temat: Marek Kolbowicz | wioślarstwo

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje