Reklama

Reklama

1 liga: Wyboista droga faworyta

Porażka piłkarzy KGHM Zagłębia Lubin z Wisłą w Płocku 0:1 i zwycięstwo Widzewa w meczu na szczycie z Podbeskidziem Bielsko-Biała 1:0 to najważniejsze wydarzenia 11. kolejki I ligi. Łodzianie przejęli fotel lidera.

"Miedziowi" nie potrafili strzelić gola przez 90 minut, a w ostatniej sami stracili bramkę, a wraz z nią prowadzenie w tabeli. - Nie grało się nam dzisiaj łatwo - przyznał trener lubinian Dariusz Fornalak cytowany przez oficjalną stronę klubu. - Niestety, w końcówce spotkania pojedynek ułożył się po myśli gospodarzy. Przegraliśmy, co pokazuje, że do awansu czeka nas jeszcze daleka droga. Okazuje się, że będzie to również droga wyboista. Nie możemy jednak załamywać rąk. Przed nami jest jeszcze wiele spotkań, wiele punktów do zdobycia. Cel wciąż jest ten sam - awans do ekstraklasy! Czy Ilijan Micanski przechodzi kryzys? Akurat dzisiaj nie strzelił bramki, podobnie jak jego koledzy, ale żeby zaraz mówić o kryzysie w jego przypadku?!

Reklama

Trener Wisły Płock Mirosław Jabłoński ocenił, że był to najcięższy mecz jaki jego zespół rozegrał na własnym boisku, ale: - Zagłębie grało w moim odczuciu dosyć pasywnie. Goście czekali na nasze błędy, a po przejęciu piłki wychodzili z groźnymi akcjami. Trzeba było cały czas uważać, żeby nie popełnić żadnego błędu w defensywie. Końcówka spotkania była bardziej odważna w wykonaniu zawodników z Lubina. Zaczęli dominować, co sprawiło, że dla nas stworzyły się w tym czasie okazje do gry z kontry. Po jednej z nich Majkowski wywalczył rzut wolny, który udało nam się zamienić na gola. Szczęście uśmiechnęło się do nas, bo grały w tym spotkaniu dwa wyrównane zespoły. Uważam, że to było utrzymane w dobrym tempie i ciekawe spotkanie. Cieszę się, że tym razem to my potrafiliśmy wygrać, bo w poprzednim meczu w Kielcach wcale nie byliśmy gorsi, a mimo to nie zdobyliśmy nawet punktu.

Mecz Podbeskidzia z widzewiakami toczył się przy fatalnej pogodzie. Ulewny deszcz i woda sięgająca miejscami kostek nie zachęcała do walki, a mimo to piłkarze stworzyli widowisko godne zespołów z czuba tabeli. Bezcenne punkty pojechały do Łodzi dzięki golowi Marcina Robaka. Trener Widzewa Waldemar Fornalik przekonywał, że jego drużyna wygrała zasłużenie.

- Zapracowaliśmy na to zwycięstwo, widać było że moja drużyna od początku chce wygrać to spotkanie - wypowiedź szkoleniowca cytuje strona internetowa Podbeskidzia. - Wcześniej przed zdobyciem bramki mieliśmy dwie dogodne sytuacje, nie wykorzystaliśmy ich. W tych warunkach każdy minimalny błąd w przyjęciu piłki mógł prowadzić do straty bramki. Wiedzieliśmy że Podbeskidzie w drugiej połowie zaatakuje bo u siebie jest drużyną niezwykle groźną. Gratuluje mojej drużynie postawy w tym spotkaniu, oraz ciężko wywalczonych trzech punktów.

Marcin Brosz, który po raz 45. prowadził Podbeskidzie na zapleczu ekstraklasy, nie mógł odżałować straconych punktów. - Dzisiaj nastąpiło pożegnanie z naszym "starym" stadionem, kibice w barwach klubowych, doping - to wszystko było bardzo dobre. Mecz również był bardzo dobry, ale szkoda tego najważniejszego, że punkty jadą do Łodzi a nie zostają w naszym mieście.

Górale wrócą na stadion miejski dopiero wiosną. Przez sześć najbliższych tygodni będzie na nim trwał montaż podgrzewanej murawy, a swoje spotkania Podbeskidzie będzie rozgrywać w Czechowicach-Dziedzicach.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL