Reklama

Reklama

WTA Finals. Radwańska: Błędy dużo mnie kosztowały

Agnieszka Radwańska przyznała, że w meczu turnieju WTA Finals w Singapurze z rosyjską tenisistką Swietłaną Kuzniecową miała swoje szanse, ale ich nie wykorzystała. - Błędy dużo mnie kosztowały - zaznaczyła Polka po porażce w pierwszym grupowym spotkaniu.

- Miałam swoje okazje zarówno w pierwszym, jak i w trzecim secie. Grając z taką rywalką jak Swietłana, trzeba je wykorzystywać, bo inaczej nie ma się szans na wygraną. Parę razy brakło mi szczęścia. Popełniłam też kilka błędów, które dużo mnie kosztowały - podkreśliła na konferencji prasowej rozstawiona z "dwójką" i broniąca tytułu Radwańska, która przegrała z Rosjanką (8.) 5:7, 6:1, 5:7 na otwarcie zmagań w Grupie Białej.

Poniedziałkowy pojedynek był 17. spotkaniem tych tenisistek. Trwało dwie godziny i 49 minut. Bilans jest znacznie korzystniejszy dla Rosjanki, która triumfowała 13 razy.

Reklama

- Znamy się już bardzo dobrze, a nasze mecze zazwyczaj są długie i trudne. Każdy pojedynek to jednak nowa historia, więc rezultaty wcześniejszych nie mają znaczenia - zaznaczyła Polka.

Kuzniecowa do samego końca walczyła o udział w WTA Finals. Zapewniła go sobie dopiero w sobotę, triumfując w imprezie w Moskwie. Krakowianka z kolei miniony tydzień spędziła na spokojnych przygotowaniach i treningach w Singapurze. Polka w sytuacji bardzo podobnej do tej, w jakiej znalazła się Rosjanka, była w poprzednim sezonem.

- Nie jest to łatwe, ale raczej nie odgrywało to dużej roli u Kuzniecowej, bo spisywała się dziś bardzo dobrze - zwróciła uwagę Radwańska.

27-letnia krakowianka w poprzednim sezonie awansowała do półfinału, choć w fazie grupowej wygrała tylko jeden z trzech meczów. Po poniedziałkowej porażce przekonywała, że wszystko jeszcze się może zdarzyć.

Rosjanka przyznała, że wyrzuciła z głowy przed poniedziałkowym meczem nagromadzone w ostatnich dniach zmęczenie związane z intensywnymi startami i podróżami.

- Nie chciałam o tym myśleć. Przyjechałyśmy wszystkie tutaj, by walczyć - zaznaczyła.

Jak dodała, mecze z Radwańską są dla niej przeważnie dużym wyzwaniem. W ich poprzednim meczu - jesiennym ćwierćfinale w Wuhan, tak jak w poniedziałek, obroniła piłkę meczową i później wygrała.

- Gdy z nią gram, to daję z siebie wszystko. To naprawdę bardzo wymagająca przeciwniczka. Jest trzecią rakietą świata. Nasze pojedynki zawsze są bardzo zacięte, ale ktoś musi wygrać i tak się składa, że większość razy udawało się to mi - podsumowała.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje