Reklama

Reklama

Wimbledon - cisza przed burzą, choć niemal w oku cyklonu

Na kortach trawiastych w Wimbledonie panuje w niedzielę spokój, tenisiści trenują, świeci słońce. Można odnieść wrażenie, że panuje sielanka, gdyby nie to, że na każdym kroku wraca temat czwartkowego referendum i wystąpienia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej.

- Nie zastanawiam się nad tym, co się stało, myślę, że to jest problem samych Brytyjczyków i krajów Unii Europejskiej, a wszyscy pewnie teraz intensywnie zastanawiają się jak wybrnąć z tej trudnej sytuacji. Fakt, że w telewizji ciągle wszyscy o tym mówią, wszyscy piszą na ten temat w gazetach czy internecie, ale ja skupiam się na tym, żeby się jak najlepiej przygotować i znów wygrać Wimbledon. To jest dla mnie obecnie najważniejsze - powiedział Serb Novak Djoković.

Lider rankingu ATP World Tour i ubiegłoroczny triumfator londyńskiej imprezy ma szanse odnieść piąte z rzędu wielkoszlemowe zwycięstwo. Po triumfie w ubiegłorocznym Wimbledonie był również najlepszy kolejno w US Open, Australian Open i przed miesiącem w Roland Garros.

Reklama

- Wiadomo, że bardzo chciałbym zdobyć Wielkiego Szlema, bo mało komu się to przecież udało, ale jeśli to mi się nie uda, to przecież się nie zabiję. Jestem skoncentrowany, dobrze przygotowany i liczę, ze wszystko potoczy się po mojej myśli. Czy tak będzie? Zobaczymy za dwa tygodnie w niedzielę - powiedział tenisista z Belgradu.

Przed Djokoviciem klasycznego Wielkiego Szlema zdobyli tylko dwaj tenisiści. Jako pierwszy dokonał tego Amerykanin Don Budge w 1938 roku, a po nim dwukrotnie Australijczyk Rod Laver w 1962 i 1969 r. Ta sztuka nie udała się na przykład rekordziście Szwajcarowi Rogerowi Federerowi, który w trwającej wciąż karierze 17-krotnie wygrywał w czterech najważniejszych turniejach w kalendarzu.

W tegorocznej edycji Federer wystąpi na londyńskiej trawie po raz 18. w swoim 18. sezonie w zawodowej karierze. Na kortach The All England Lawn Tennis and Croquet Club nie miał sobie równych siedmiokrotnie, w latach 2003-07, 2009 i 2012. Trzykrotnie ponosił porażki w finałach - 2008 i 2014-15.

- Czy naprawdę ktoś z was sądził, że mógłbym zrezygnować ze startu w Wimbledonie? Nie wiem, skąd się wzięły takie plotki, ale jak widzicie, są absurdalne. Jestem tu i zamierzam walczyć o swój ósmy tytuł w Wimbledonie. Owszem, jestem po kontuzji i dopiero wracam do touru po krótkiej przerwie, ale jestem dobrze przygotowany i wierzę w swoją szczęśliwą gwiazdę, która mi tu zawsze świeci - powiedział Szwajcar.

Tenisista z Bazylei, trzeci w rankingu ATP World Tour, znalazł się w górnej połówce drabinki, co oznacza, że w półfinale może trafić na Djokovicia. Swój start w Londynie rozpocznie w poniedziałek wieczorem od meczu z Argentyńczykiem Guido Pellą. Tego samego dnia, ale o godzinie 13.00, rywalizację w The Championships 2016 rozpocznie również na korcie centralnym broniący tytułu Serb, a jego rywalem będzie Brytyjczyk James Ward.

W pierwszym dniu tegorocznego Wimbledonu zmagania toczyć się będą w górnej połówce drabinki mężczyzn. Za to wśród par pierwsze wyjdą do gry zawodniczki z dolnej części drabinki, co oznacza, że Agnieszka Radwańska wyjdzie na kort dopiero we wtorek. Rozstawiona z numerem trzecim krakowianka spotka się wtedy z Ukrainką Kateryną Kozłową, sklasyfikowaną na 97. miejscu w rankingu WTA Tour.

- Nigdy ze sobą nie grałyśmy. Szczerze mówiąc, nie do końca wiem, na co ją stać, ale razem z trenerami mamy jeszcze czas, żeby się zorientować. Wiadomo, że w każdym turnieju, szczególnie w Wielkim Szlemie, pierwsza runda jest trudna, szczególnie dla wysoko rozstawionych zawodniczek. Na nas ciąży presja, bo nie wypada przecież tak wcześnie przegrać, ale takie zawodniczki wychodzą na kort bez żadnych obciążeń, bo nie ma nic do stracenia. Jednak to jest mój ulubiony turniej, moja trawa, więc jestem dobrej myśli - powiedziała Interii Radwańska.

Krakowianka właśnie na kortach przy Church Road osiągnęła swój pierwszy i jedyny, jak dotychczas finał w Wielkim Szlemie - w 2012 roku. Poza tym dwukrotne dochodziła tu do półfinału (2013 i 2015).

- Oczywiście, chciałabym tu znowu być w finale, ale to nie będzie łatwe, szczególnie, że w swojej połówce drabinki mam Serenę Williams. To jedyne, co wiem o dalszych fazach drabinki, a jak zawsze koncentruję się tylko na najbliższym meczu. Będę się zastanawiała nad meczem z Sereną dopiero, jak awansuję do półfinału. Ona ma do niego równie długą drogę, co ja, więc nie ma co spekulować i gdybać, co będzie za dwa tygodnie - powiedziała Interii trzecia tenisistka świata.

W poniedziałek występ w Wimbledonie rozpoczną dwie pozostałe Polki w turnieju głównym - Magda Linette i Paula Kania, która przebiła się do niego z eliminacji. Jako pierwsza, o godzinie 11.30, na kort nr 3. wyjdzie Linette, która spotka się z  Australijką Samanthą Stosur, rozstawioną z numerem 14. Będzie to pierwszy pojedynek 93. w rankingu WTA Tour Polki z 16. na świecie tenisistką z antypodów.

Natomiast na korcie numer 11., w drugim meczu dnia, 211. w klasyfikacji Kania zagra przeciwko Amerykance Samancie Crawford - 105. One również nie miały jeszcze okazji ze sobą rywalizować.

- Na pewno nie jestem faworytką, ale z drugiej strony, choć jest między nami spory dystans w rankingu, to na tym pułapie wszystko się może zdarzyć. Jestem optymistką, a jak będzie, zobaczymy jutro. Jedyne, czego żałuję, to tego, że znów nie wylosowałam kogoś ze światowej czołówki, bo wtedy miałabym okazję znów zagrać na korcie centralnym. Nigdy nie zapomnę tamtego debiutu w Wimbledonie i w ogóle w Wielkim Szlemie. Wciąż mam w głowie miłe wspomnienia z turnieju sprzed dwóch  lat - powiedziała Interii Kania.

Tenisistka z Sosnowca wystąpiła w Wimbledonie w 2014 roku i wtedy w pierwszej rundzie wylosowała Chinkę Na Li, ówczesną wiceliderkę rankingu WTA Tour. Przegrała w dwóch setach, ale ujęła londyńską widownię walecznością i dobrą grą.

W tegorocznej edycji Kania może trafić również na numer dwa na świecie - jest nią w tej chwili Hiszpanka Garbine Muguruza, która przed miesiącem triumfowała w Roland Garros. Polka musi jednak wcześniej wygrać dwa mecze na londyńskiej trawie: z Crawford, a następnie z Czeszka Lucie Safarovą (nr 28.) lub Amerykanką Bethanie Mattek-Sands.

Z Londynu Tomasz Dobiecki

Dowiedz się więcej na temat: Wimbledon | Agnieszka Radwańska | Novak Djoković

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje