Reklama

Reklama

Wimbledon. Agnieszka Radwańska: Nie czułam się dzisiaj pewnie

Rozstawiona z numerem 32. Agnieszka Radwańska tłumaczyła w rozmowie z polskimi mediami po zwycięstwie nad rumuńską kwalifikantką Eleną-Gabrielą Ruse, że nie czuła się na korcie pewnie i miała trudności z grą przy silnym wietrze. "Ważne, że jest wygrana" - skwitowała.

Rozstawiona z numerem 32. Agnieszka Radwańska tłumaczyła w rozmowie z polskimi mediami po zwycięstwie nad rumuńską kwalifikantką Eleną-Gabrielą Ruse, że nie czuła się na korcie pewnie i miała trudności z grą przy silnym wietrze. "Ważne, że jest wygrana" - skwitowała.

Pomimo pewnego początku i zwycięstwa w pierwszym secie w zaledwie 38 minut, Radwańska potrzebowała łącznie niemal trzech godzin, aby odprawić sklasyfikowaną na 195. miejscu światowego rankingu Ruse 6:3 4:6 7:5, broniąc w trzecim secie aż sześć piłek meczowych.

"Oczywiście, lepiej byłoby zagrać krótszy mecz, w dwóch setach, niż spędzić po raz kolejny trzy godziny na korcie, ale ważne, że wygrany" - tłumaczyła w rozmowie z dziennikarzami Radwańska.

Jak tłumaczyła, rywalka wyszła na kort zdenerwowana, co pozwoliło na szybkie objęcie prowadzenia 5:0, ale "potem się wyluzowała, nie miała nic do stracenia i jakoś poszło".

Reklama

Polka w szczególności uskarżała się na silny wiatr nad kortem, wskazując, że Ruse "lepiej sobie z nim radziła, bardzo dobrze returnowała (...) i ciężko mi było nawet utrzymać serwis".

29-letnia zawodniczka przyznała również, że nie grała wystarczająco agresywnie, stwarzając przestrzeń do dominacji rywalki. "Nie czułam się tak pewnie. Były momenty, kiedy zaryzykowałam, ale było tego za mało. (...) Na pewno to trzeba będzie zmienić w kolejnym meczu" - powiedziała.

"Takie mecze na pewno są ciężkie dla obu stron, ale przede wszystkim trzeba mieć odrobinę szczęścia, którego ja ogólnie nie miałam podczas meczu: przy  netach, challenge'ach szczęścia brakowało, chociaż przy piłkach meczowych szczęście było przy mnie" - oceniła.

Radwańska zaznaczyła, że zwycięstwo, pomimo trudności na korcie, może jej dodać pewności siebie w kolejnych rundach. "Wiadomo, nie ma reguły, czasem to pomaga, a czasem nie ma to znaczenia. Wszystko okaże się pojutrze" - zastrzegła.

Krakowianka odniosła się również do rekonwalescencji po dwumiesięcznej przerwie spowodowanej kontuzją pleców, podkreślając, że gra w turnieju w Eastbourne pozwoliła jej uzyskać rytm meczowy - pomimo tego, że, jak przyznała, w pierwszych meczach grała jeszcze na lekach przeciwbólowych.

"Grając w Eastbourne nie czułam, żebym nie grała dwa i pół miesiąca, jakoś to tak szybko przeszło. Może pięć lat temu bym na to inaczej spojrzała, inaczej bym to odczuła; w tym roku zupełnie tak nie było. To było dla mnie duże zaskoczenie, że mogę grać od razu kilka dobrych meczów w Eastbourne i to był najlepszy trening, jaki mogłam mieć przed Wimbledonem" - analizowała.

W środę Polka zagra z Czeszką Lucie Safarovą, z którą ostatni raz zmierzyła się siedem lat temu. Łącznie obie zawodniczki grały ze sobą pięć razy, a Polka wyszła zwycięsko z tych pojedynków tylko raz.

"Wszystko wyjdzie na korcie, ale jednak potrzebna będzie agresywna gra, bo Lucie to zawodniczka, która gra bardzo mocną, ostrą piłkę z obu stron. Posiada bardzo dobry serwis. Będę skupiać się na pierwszej piłce, żeby nie być od razu w obronie" - zapowiadała Radwańska, wskazując na leworęczność Safarovej jako dodatkowe wyzwanie na nawierzchni trawiastej.

"Na pewno to będzie ciężki mecz. Oczywiście, lewa ręka na trawie jest mocnym utrudnieniem i daje przewagę, tym bardziej, że Lucie akurat potrafi bardzo dobrze serwować i to wykorzystuje. Nastawiam się na długi, dobry mecz, a jak będzie, to zobaczymy" - powiedziała.

Radwańska startuje w Wimbledonie po raz trzynasty. Jej najlepszym wynikiem w tej imprezie jest finał w 2012 roku. W 2013 i 2015 roku przegrywała w półfinale.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL