Reklama

Reklama

Wimbledon 2015. Wiktorowski: To jeden z najlepszych wyników Agnieszki

Agnieszka Radwańska pokonała we wtorek Amerykankę Madison Keys 7:6 (7-3), 3:6, 6:3 i awansowała do półfinału wielkoszlemowego turnieju na trawiastych kortach w Wimbledonie. Trener krakowianki uważa, że kluczem do sukcesu była cierpliwość i dobry serwis.

- Nie myślę, żeby to był jeden z najlepszych meczów Agnieszki, natomiast na pewno jeden z najlepszych wyników, to na pewno. Nieraz grała mecze, w których pokazywała swój nieprzeciętny talent i umiejętności. Natomiast dzisiaj musiała pokazać przede wszystkim ogromną koncentrację i wole zwycięstwa - podsumował mecz Tomasz Wiktorowski.

Reklama

Keys jest zawodniczką, która oprócz potężnego serwisu, swoją grę opiera na ryzykownych uderzeniach po liniach, w które wkłada maksimum siły. To powoduje dużą liczbę niewymuszonych błędów (miała 40) oraz wygrywających uderzeń (48).

- Agnieszka była tak naprawdę skazana na to, co zrobi Keys. Musiała się skupić na tym, jak zareagować odpowiednio do tych jej piłek. Drugim kluczem była prędkość jej serwisu. To się w miarę udało, aczkolwiek trochę ta prędkość spadła po pierwszym secie, stąd przegrany drugi set. Natomiast w jej gemach wszystko zależało od wprowadzenia piłki do gry. Wiadomo było, że Keys na początku nie popełni błędów, chociaż w pierwszych dwóch gemach obie się nawzajem przełamały - powiedział po meczu trener krakowianki.

- Przed meczem było wiadome, że jeśli już gdzieś Keys mogłaby się potknąć, to zdecydowanie pod koniec setów, a nie na początku. Tak się stało - tie-breka poszedł gładko i potem w trzecim secie jedna, jedyna szansa, by ją przełamać, no i się udało. Zresztą świetne było reagowanie na te bomby rywalki i oddawanie ich slajsem, czy w odpowiednim momencie skrót wybijający ją z rytmu - dodał.

Radwańska zepsuła we wtorek raptem siedem piłek, a wygrywających uderzeń odnotowała 12. Wykorzystała dwie z ośmiu szans na przełamanie serwisy rywalki (Amerykanka 2 z 6).

- Było dzisiaj wiele gemów fantastycznie wyserwowanych do zera, bo nie można powiedzieć, że to Agnieszka je przegrała. Aga mogła tylko czekać na każdą, nawet najmniejsza szansę, ale dwa razy było przecież 30-0, po czym Keys broniła się asami czy wygrywającymi serwisami. Ale udało się wyczekać i wychwycić słabszy moment, jak w trzecim secie, jeden jedyny, który dał tak naprawdę zwycięstwo. Czekaliśmy na te chwilę, wiedzieliśmy, że musi nastąpić i Agnieszka zrobiła wtedy coś ekstra i zrobiła to w swój finezyjny sposób - uważa Wiktorowski.

- Wiadomo, że Agnieszka nie ma takich gabarytów, żeby rozstrzygnąć mecz siłowo, czy też samym serwisem. Do tego brakuje jej tak naprawdę co najmniej dziesięć centymetrów wzrostu - dodał.

W czwartek rywalką Radwańskiej będzie Hiszpanka Garbine Muguruza (nr 20.), która po raz pierwszy wystąpi w wielkoszlemowym półfinale. Polka ma z nią bilans meczów 2-2, a wszystkie rozgrywały na twardych kortach (w tym roku poniosła dwie porażki).

- Muguruza gra trochę wolniej, a do tego jest bardziej regularna. Mimo wszystko u Keys jest dysproporcja między forhendem, a bekhendem. Chwilami Aga dostawała takie bomby, że nie była w stanie piłek kierować na jej słabsza stronę bekhendową. Z Muguruzą tak nie będzie, ona jest bardziej równa jednak. Tu będzie trzeba grać tam, gdzie Muguruzy nie ma, od czasu do czasu "przeciwnogę", bo wysokim dziewczynom trzeba starać się grać za plecy - powiedział Wiktorowski. 

Z Londynu Tomasz Dobiecki

Dowiedz się więcej na temat: Tomasza Wiktorowski | Agnieszka Radwańska | Wimbledon

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje