Reklama

Reklama

Wiktorowski: To największy wynik w polskim tenisie

Agnieszka Radwańska, po wygranej z Niemka Angelique Kerber 6:3, 6:4 wystąpi w finale wielkoszlemowego turnieju na trawie w Wimbledonie (pula nagród 16,1 mln funtów). Trener krakowianki Tomasz Wiktorowski ocenia ten wynik jako największy w polskim tenisie.

- Nie potrafię ocenić skali tego sukcesu w odniesieniu do innych dyscyplin. Na pewno w środowisku tenisowym finał Wimbledonu, to chyba największy wynik w historii. Ale fan każdej dyscypliny, co innego widzi i ceni. Pewnie dla kibica piłki nożnej ważniejsze będą medale MŚ, a siatkówki - medal na igrzyskach. Myślę, że sportowców jednoczą tak naprawdę igrzyska. Gdyby Agnieszka była w olimpijskim finale, to powiedziałbym bez wahania, że to jedno z największych wydarzeń w polskim sporcie. Jednak jesteśmy na Wimbledonie, a to docenią przede wszystkim miłośnicy tenisa - powiedział po meczu trener krakowianki Tomasz Wiktorowski.
Awans do finału Radwańska wywalczyła w ciągu godziny i dziewięciu minut, prezentując bardzo mądrą i konsekwentną grę. Wytrzymała bombardowanie rywalki w pierwszych gemach, po czym zaczęła przejmować inicjatywę i nadawać ton wymianom.

Reklama

- Kluczowa była mocna psychika. Kerber grała na początku bardzo dobrze, rozpędziła się, zaczęła od 3:1, a to mogło podłamać, mocno podciąć skrzydła. Tym bardziej, że grała długie, głębokie piłki na sam koniec kortu. Agnieszka się jednak odnalazła i umiała przeciwstawić, a potem zagrała jeszcze lepiej od Andżeliki. To odłamanie się z 3:1 na 3:3 w pierwszym secie było pierwszym kluczowym momentem w tym meczu. Drugim było utrzymanie przewagi na 4:2 w drugim secie, gdy Kerber znów przycisnęła. Wtedy udało się coś, co nie udało się w drugim secie ćwierćfinału z Kirilenko, czyli potwierdzenie "breaka" Agnieszka umiała dziś zamknąć mecz w dwóch setach - uważa Wiktorowski.
- Ten mecz sportowo stał na bardzo wysokim poziomie, wyższym niż ćwierćfinał z Kirilenko, gdzie na wyższym poziomie były emocje. Kirilenko grała bardzo zmotywowana, a Agnieszka czuła ogromną presję, że musi wygrać. W dzisiejszym półfinale było więcej opanowania, szczególnie ze strony Agnieszki- dodał.
W sobotę rywalką Radwańskiej będzie Serena Williams, była liderka rankingu WTA Tour i czterokrotna triumfatorka Wimbledonu (2002-02 i 2009-10). Polka przegrała dwa poprzednie mecze z Amerykanką - w 2008 roku, na ziemnej nawierzchni w Berlinie Polka przegrała 3:6, 1:6, a następnie w ćwierćfinale Wimbledonu 4:6, 0:6.

- Gdyby w finale była Azarenka, dałoby się powiedzieć więcej o tym, jak ten mecz można zagrać. Ponieważ jest Serena, trzeba się skupić na sobie. Agnieszka musi się skoncentrować na swojej grze, bo Serena w finałach gra świetnie, choć zdarzają jej się słabsze mecze. W US Open rok temu była murowaną faworytką, ale przestała serwować, załamała się mentalnie i przegrała z Samanthą Stosur, która zdobyła potem pierwszy tytuł wielkoszlemowy - uważa Wiktorowski.
- Tutaj Serena grała świetnie z Wiktorią od samego początku. Nie widziałem załamania. Siedzieliśmy za ludźmi z teamu Sereny, widzieliśmy, że ciągle miała z nimi kontakt wzrokowy, świetnie się motywowała. Zagrała bardzo dobrze ten półfinał. Miała jeden słabszy moment w turnieju z Chinką Jie Zheng, gdy rywalka była dwie piłki od wygrania spotkania w trzeciej rundzie. Ale umiała tamten mecz zakończyć, tak jak Agnieszka mecz z Kirilenko - dodał.
Kerber, po porażce z Radwańską stwierdziła, że krakowianka musi, grając z Sereną, wymuszać u niej błędy i ciągle ją wybijać z rytmu, to ją pokona.
- Agnieszka, tak jak Australijczyk Bernard Tomic, ma przeszkadzający styl gry. Mam nadzieję, że teraz też tak będzie, choć Serena potrafi wziąć sprawy w swoje ręce. Zdaję sobie sprawę, że będą w tym meczu momenty, gdy tylko ona będzie decydować, jak będzie wyglądał pojedynek. Ale mam nadzieję, że Agnieszka jej się przeciwstawi. Kluczem będzie return, przetrwanie pierwszej piłki po jej serwisie i doprowadzenie do dłuższej wymiany. Choć oczywiście Sereny czasami nie da się dobrze returnować, szczególnie gdy serwuje 195 km/godz. - podkreślił Wiktorowski.
Z Londynu Tomasz Dobiecki

Reklama

Reklama

Reklama