Reklama

Reklama

Wiktorowski do Radwańskiej: Nie ma chwały bez cierpienia

Nie ma chwały bez cierpienia. To właśnie tymi słowami motywował Agnieszkę Radwańską trener Tomasz Wiktorowski podczas trudnych momentów w WTA Finals. Pomogło. Krakowianka odniosła największy sukces w karierze, wygrywając mistrzostwa WTA. Kilka dni po zawodach w Singapurze przyjechała do Polski i chętnie opowiadała o przeżyciach z ostatnich dni.

O pierwszych uczuciach po zwycięstwie nad Kvitovą

Nie da się tego opisać słowami. Na pewno nie spodziewałam się, że mecz skończy się po zagraniu przez nią w siatkę. Przez pierwsze parę chwil nie wierzyłam w to, co się stało. Taki sukces na pewno dodaje motywacji. To wynik na miarę wygranej w Wielkim Szlemie, niektórzy twierdzą, że nawet trudniej wygrać Masters, bo cały czas gra się z zawodniczkami z czołówki. W Wielkim Szlemie można w pierwszych rundach trafić na dużo słabsze przeciwniczki. W Finals nie ma o tym mowy.

Reklama

O najtrudniejszym momencie w turnieju WTA Finals

Zdecydowanie był to tie-break z Simoną Halep. Gdybym go nie wygrała, to mogłabym pakować walizki. A okoliczności były wyjątkowe, bo przegrywałam już 1-5. Odrobić tak dużą stratę z zawodniczką tej klasy to naprawdę coś wielkiego.

O ciągłym zmaganiu z bólem

Im bliżej końca sezonu tym więcej cierpienia. Kilka miesięcy ciągłych startów miałam w nogach, widać to było po opatrunkach na braku i udzie. Nic jednak za darmo nikt nikomu nie da. Ból to nieodłączny element gry w tenis. W czasie gry pomaga tylko zaciskanie zębów, bo tabletki, choć biorę ich bardzo dużo już nie działają. Wtedy koncentruję się tylko na następnej piłce. Nie ma żadnych myśli, żeby zejść z kortu. Przez ostatnie dni miałam trzy sesje zabiegów dziennie. To duża zasługa mojego fizjoterapeuty, że jestem w jednym kawałku.

O Martinie Navratilovej

Choć nie było tego widać w moich wynikach, jej zaangażowanie na pewno mi pomogło. Bardzo dobrze wspominam współpracę, mimo tego że po kilku miesiącach musiałyśmy się rozstać. Po wygranym finale z Kvitovą Martina jako jedna z pierwszych złożyła mi gratulacje.

O chwilach zwątpienia

W kwietniu nie wierzyłabym, że zdołam taki sukces osiągnąć. Nie miałam dobrych wyników przez pierwsze pół roku. Od "trawy" zaczęło iść lepiej. W Azji grałam już swój najlepszy tenis. Przez cały rok tenisowo nie odbiegałam od najwyższej formy. Nie byłam w stanie przełożyć treningu nad mecz. Pomocą dla mnie byli trenerzy Tomasz Wiktorowski i Dawid Celt. To jest sport, tutaj nie da się cały czas grać na najwyższym poziomie. Przychodzą kryzysy. Czasem trwają chwile, czasem dłużej. Pierwsze miesiące miałam naprawdę ciężkie, cały czas byłam zmęczona.

O turniejach w Azji

Siedem tygodni grania non stop. W tym czasie miałam może ze dwa dni wolnego. Po turnieju w Singapurze wszystko od razu ze mnie zeszło. Od razu przytrafiła się jakaś infekcja. Złożyło się na to klimatyzacja, zmęczenie i zmiana strefy czasowej. Wczoraj niemalże nie mogła mówić. To zwykłe przemęczenie i przeciążenie. To powinno niedługo przejść.

O pieniądzach zarobionych na korcie

Oficjalnie podaje się zarobki. Wychodząc na kort nie myśli się o kasie, tylko walczy się o tytuł i miano bycia najlepszą. Nie muszą się martwić o sprawy finansowe. Wiem, że jak będę wygrywać to pieniądze też będą się zgadzać.

O swoim ojcu

To nie tylko mój ojciec, ale też były trener. Jeśli chodzi o moją karierę zawodową to nie mam z nim nic wspólnego. Ojciec lubi dużo mówić, nie zawsze są to przyjemne słowa.

O porównaniu finału Wimbledonu z finałem Masters

Podobne uczucia. W Wimbledonie przegrałam w finale. Emocje nerwy, dwa mecze finałowe, bardzo podobne emocje. Przypominał mi się finał z Wimbledonu. Na kort wyszłam strasznie stremowana, miałam straszny ścisk w gardle. W Masters gra się z zawodniczkami z czołówki, nie ma łatwych meczów, nawet przy wysokim prowadzeniu nie można mieć pewności, że się wygra.

O planach na najbliższe dni

Najbliższe trzy tygodnie spędzę bez rakiety i siłowni. W grudniu gram w lidze w New Delhi. Święta spędzę jak co roku z rodziną i przyjaciółmi. Zaczynam sezon troszkę później, wylatuję z Polski dopiero na początku przyszłego roku. To jest zabawa połączona z tenisem. Krótkie sety ze śmiesznymi przepisami. To bardziej pokazówki. Traktuję to jako formę przygotowań do nowego sezonu,

O następnym sezonie

Priorytet to Wielki Szlem jak zawsze. Kalendarz startowy będzie bardzo podobny. Skończyłam sezon w pierwszej dziesiątce. Na pewno wystartuję w igrzyskach olimpijskich w singlu i grze mieszanej. Z kim zagram? Były już pierwsze rozmowy. Zażartowałam nawet, że wystąpię z tym, który się pierwszy zgłosi. Ale mówiąc serio wszystko dopiero przed nami. Pod koniec roku podejmę też decyzję, odnośnie startu w Fed Cup.

Notował Krzysztof Oliwa

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje