Reklama

Reklama

Trener Radwańskiej: Gra rywalki to nie był tenis "bum bum"

Agnieszka Radwańska pokonała Camilę Giorgi 6:2, 6:3 w 1/8 finału wielkoszlemowego turnieju na trawie w Wimbledonie (pula nagród 16,1 mln funtów). Jej trener Tomasz Wiktorowski dobrze oceniał tenis Włoszki, który nie ograniczał się do pojedynczych strzałów.

"Obawiałem się dzisiaj jednej tylko rzeczy, że gdy będzie dłużej padał taki drobny deszcz, to kort zrobi się szybszy i Agnieszka będzie miała problemy z returnem. Włoszka dobrze serwowała, a przy pierwszym podaniu pojawiły się prędkości rzędu 109, a raz nawet 114 mil na godzinę. Gdyby regularnie tak posyłała piłkę, plus zroszona trawa, to mogło być naprawdę groźnie" - powiedział trener krakowianki.

Giorgi serwuje płaską i mocną piłką, a jej drugie podanie jest niewiele wolniejsze od pierwszego. Z głębi kortu również wkłada całą siłę w uderzenia, ale często brakuje jej precyzji.

Reklama

"W sumie było groźnie, właściwie przez cały czas. Włoszka grała ryzykownie, jednak nie zamykała oczu przy ważnych piłkach, choć wkładała całe swoje siły. W tenisie nie można zbyt dużo myśleć. W takich meczach jak ten ważne są najprostsze odruchy i wyuczone reakcje, bo nie ma czasu na nadmierne analizowanie sytuacji. Kiedy dostaje się piłkę z prędkością 170 kilometrów na godzinę, to zostaje tylko intuicja i refleks, czyli szybka reakcja, a nie myślenie" - podkreślił Wiktorowski.

Jego zdaniem Agnieszka lepiej i szybciej przetwarzała dane w czasie gry i w większości wybierała te lepsze opcje. Natomiast Giorgi wytrzymywała te wymiany.

"Zawodniczki grające na jeden strzał, są w stanie zagrać góra dwie czy trzy celne piłki. Natomiast ta dziewczyna potrafiła zagrać osiem, dziewięć dobrych piłek z rzędu, z lewej i prawej, z niskiej i wysokiej piłki, więc to nie był tenis "bum bum" w jej wykonaniu. Patrząc na wynik ktoś mógłby powiedzieć, że łatwe zwycięstwo. Jednak to był mecz cały czas na włosku, jedna chwila załamania i dekoncentracji mogła sporo kosztować" - ocenił.

W drugim secie Radwańska wyszła na 5:2 i wtedy przegrała swój serwis. Od razu jednak przełamała podanie rywalki, wykorzystując drugiego meczbola.

"Bardzo się cieszę, że Agnieszka nie pozwoliła rywalce wtedy zdobyć drugiego gema z rzędu, bo przy stanie 5:4 ciężko by jej było utrzymać swoje podanie. Zresztą dobry serwis w kilku trudnych momentach wyprowadził Agnieszkę na prostą, przecież dwa czy trzy razy zaczynała od 0-30 czy 15-30. Do tego świetnie się poruszała, szczególnie jak na tę mokrą nawierzchnię, bo przecież dość często dostawała piłki na przemian lewa, prawa. Giorgi nie dawała jej zbyt wiele czasu na cokolwiek, więc Agnieszka była cały czas na granicy timingu, a to, że zdążała do piłek, to zasługa jej talentu i możliwości" - uważa Wiktorowski.

Kolejną rywalką Radwańskiej, w jej trzecim londyńskim ćwierćfinale (wcześniej 2008-09) i szóstym w Wielkim Szlemie (w Australian Open osiągnęła tę fazę w latach 2009, 2011-12), będzie Rosjanka Maria Kirilenko (nr 17.).

"Trudno ocenić wszystkie ćwierćfinały Agnieszki, nie da się powiedzieć też czy tu będzie trudniej, czy łatwiej. Na pewno po raz pierwszy w tej fazie gra będąc trzecią w rankingu, a to na pewno daje innym dziewczynom do myślenia. Wszyscy obserwując jej mecze w turniejach na pewno znają jej słabsze strony, ale ważnym czynnikiem jest strona emocjonalna" - podkreślił Wiktorowski.

"Inne zawodniczki pewnie nie widziały dzisiejszego meczu Agnieszki. Jednak zwróciły uwagę na dotychczasową drogę Giorgi, która przeszła tu eliminacje, a później ograła Pennettę i Pietrową. Jeśli więc zobaczą wynik 6:2, 6:3, to na pewno pomyślą o tym, że Radwańska jest mocna i gdzieś to będzie oddziaływać na ich psychikę. To jest dla nas ważne, ale nie zapominajmy, że każdy dzień jest inny i jutro będzie trzeba znów robić swoje" - zaznaczył.

Dowiedz się więcej na temat: Agnieszka Radwańska | Wimbledon

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje