Reklama

Reklama

Rolad Garros - Radwańska: To był mój najlepszy mecz w tym turnieju

Agnieszka Radwańska (nr 4.) pokonując serbską tenisistkę Anę Ivanović (14.) 6:2, 6:4, po raz pierwszy awansowała do ćwierćfinału wielkoszlemowego Roland Garros na kortach ziemnych w Paryżu. Zdaniem krakowianki był to jej najlepszy mecz w tegorocznej edycji.

- Bez dwóch zdań był to mój najlepszy mecz w tym turnieju. W poprzednich nie osiągnęłam w swojej grze nawet pięćdziesięciu procent tego, co dziś. Oczywiście we wcześniejszych rundach były przeciwniczki trochę inne, więc i ja byłam trochę inaczej nastawiona, ale tym razem wiedziałam, że muszę zagrać naprawdę bardzo dobrze, żeby ją pokonać - powiedziała Radwańska.

- Cieszę się, że skutecznie zagrałam w końcówce, bo gdybym przegrała tego seta, mecz byłby na pewno przerwany i dokończony jutro. Granie jednego seta drugiego dnia, wiadomo, mogłoby się różnie skończyć. Dlatego starałam się zdążyć dzisiaj przed zmierzchem i udało się - dodała.

Reklama

Najbardziej zacięty był pierwszy gem przy serwisie Ivanović, która prowadziła już 40-0, ale przegrała go po serii przewag i równowag. Trwał 13 minut. Potem Polka prowadziła już 4:1 i 5:2, zanim po raz drugi przełamała podanie rywalki. W drugim secie decydujący był "break" w ostatnim gemie.

- Każdy gem przegrany z prowadzenia 40-0 zawsze boli, a to był przecież dopiero początek. Na pewno był to ważny moment meczu, bo takie coś długo się pamięta. No i w tym gemie było przecież dużo bardzo dobrych piłek, na dodatek zrobiło się 2:0, a nie 1:1, a to robi różnicę. Nie wiem czy faktycznie ona zaczyna się bać, jak słyszy moje nazwisko, ale faktycznie wygrałam z nią ostatnie kilka spotkań. Poprzednio grałam z nią w lutym Dubaju i to był jeden z najlepszych naszych meczów, a grała w nim o klasę lepiej niż tutaj. Myślę, że gdyby dziś zagrała tak, jak w poprzednich rundach w Paryżu, to wynik mógłby być taki sam, ale w drugą stronę. Ona ostatnio wyraźnie wraca do wielkiej formy - powiedziała Radwańska, która poprawiła bilans pojedynków z Serbką na 7-3, w tym wygrała siódmy raz z rzędu.

Równie korzystny jest bilans spotkań Radwańskiej z kolejną przeciwniczką, Włoszką Sarą Errani, obecnie piątą w rankingu WTA Tour. Polka wygrała sześć z siedmiu pojedynków, przy czym była lepsza w ostatnich pięciu.

- Wygląda to dobrze, ale tak naprawdę na korcie nie ma to już większego znaczenia, niestety. Tym bardziej że na tym obiekcie gra dość dobrze i poprzednio była przecież w finale. Widziałam dzisiaj fragmenty jej meczu, bo po niej wchodziłam na kort. Mimo trzech rozegranych setów jest mocna, więc łatwo nie będzie. Poza tym to już ćwierćfinał, więc gra się trochę bardziej na luzie, bo jakieś minimum już się wykonało. Teraz już tylko do przodu - zauważyła Radwańska.

Poprzednio spotkała się z Errani w październiku w turnieju masters - WTA Championships, w ostatnim meczu grupowym, decydującym o awansie do półfinału. Walczyły wówczas przez trzy i pół godziny na twardym korcie, a skończyły rywalizację przed drugą w nocy. Krakowianka wygrała wówczas 6:7 (8-10), 7:5, 6:4.

- Nawierzchnia w Stambule była bardzo lepka i nie dało się tam kończyć piłek, więc poszłyśmy na rekord i to późno w nocy. Tutaj będzie podobnie tylko w tym sensie, że nie będzie zwycięskich zagrań po pierwszej czy drugiej piłce. Wiele może zależeć też od nawierzchni, bo tu kort kortowi nierówny. Będzie to jeden z dwóch stadionów, a chyba wolałabym grać na tym im. Suzanne Lenglen, który jak na razie jest w tym roku dla mnie szczęśliwy, więc po co cokolwiek zmieniać - powiedziała Radwańska.

W niedzielę osiągnęła swój 66. ćwierćfinał w karierze, w 146. turniejowym starcie. Z dotychczasowych 34 wygrała, (jeden dzięki walkowerowi), a 31 razy ponosiła porażki. W Wielkim Szlemie doszła do 1/8 finału po raz ósmy w 28 występach (piąty w ostatnich ośmiu). Tylko raz udało się jej przejść dalej - w lipcu ubiegłego roku, gdy dotarła do finału na trawiastych kortach w Wimbledonie.

Z Paryża Tomasz Dobiecki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama