Reklama

Reklama

Radwański: Możemy mieć w tym roku pięć liderek rankingu

Zwycięstwo Agnieszki Radwańskiej w turnieju na kortach ziemnych im. Rolanda Garrosa (z pulą nagród 18,718 euro) może dać jej prowadzenie w rankingu WTA Tour. Jej ojciec Robert Radwański uważa, że na fotelu liderki może zasiąść w tym roku kilka tenisistek.

Czy wie pan, że triumf Agnieszki w Paryżu i porażki Białorusinki Wiktorii Azarenki oraz Rosjanki Marii Szarapowej przed 1/4 finału mogą sprawić, że po raz pierwszy w historii Polka obejmie prowadzenie w rankingu WTA Tour?

Robert Radwański: Faktycznie możemy sobie zawsze pogdybać i wtedy jasno widać, że dziewczyna z czołówki, która wygra w Paryżu czy Wimbledonie może zostać nowym numerem jeden na świecie. To wynika z małych różnic w czołówce i nieco wadliwego systemu liczenia punktów. Ale w sumie to może być interesujący rok, w którym możemy mieć nawet i pięć różnych liderek rankingu. Na pewno nie pogniewałbym się, gdyby jedną z nich została Agnieszka.

Reklama

Triumf w Wielkim Szlemie to 2000 punktów, czyli spora zdobycz...

- Tak, ale przy tak wyrównanej stawce trudno sobie wyobrazić, żeby jedna dziewczyna mogła wygrać dwa kolejne z turnieje wielkoszlemowe, przez co odskoczyłaby mocno rywalkom. Uważam, że w Wielkim Szlemie powinno być jeszcze więcej punktów do zdobycia. Ostatnie lata pokazały, że można być liderką, nie odnosząc zwycięstwa w Wielkim Szlemie, a to nie jest dobre. Moim zdaniem przydałaby się większa różnica punktową między czterema największymi turniejami w roku i tymi najniższej rangi. Wtedy do utrzymywania się w czołówce nie wystarczyłoby ciułanie punktów w tych ostatnich.

Tegoroczny Roland Garros praktycznie wyłoni uczestników igrzysk olimpijskich w Londynie. Agnieszka jest już pewna startu, a...

- ...a Urszula zrobiła w tym tygodniu duży krok, żeby dołączyć do siostry.

Ćwierćfinał osiągnięty w Brukseli pozwoli jej awansować w okolice 75. miejsca rankingu WTA Tour, ale to chyba wciąż jeszcze nie daje gwarancji olimpijskiej kwalifikacji?

- Na pewno trzeba jeszcze zdobyć trochę punktów w Paryżu, gdzie przejście dwóch, trzech rund daje pokaźny awans w rankingu. Wierzę, że to jest realne i że za dwa tygodnie będziemy mieli powody do radości. Gdybyśmy w Londynie mieli dwie dziewczyny w singlu, byłoby to naprawdę coś wielkiego. Myślę, że jest to realne, bo przecież w Brukseli Ula świetnie zagrała przeciwko Marion Bartoli. Pokonanie numeru osiem na świecie to świetny wynik, więc szkoda trochę porażki z Sofią Arvidson. Myślę, że tenisowo Ula nie odstaje prawie niczym od Agnieszki i potrafi grać na równie wysokim poziomie. Żeby ją dogonić musi jeszcze popracować nad psychiką. Musi ją wzmocnić, co pozwoli jej wygrywać więcej meczów z wyżej notowanymi rywalkami i da większą pewność siebie.

A jak wyglądają przed Paryżem kwestie zdrowotne u Agnieszki?

- Ze zdrowiem Isi nie jest źle, może nawet w sumie dobrze, ale na pewno nie do końca tak, jakbyśmy sobie tego wszyscy życzyli. Tradycyjnie już na ziemi dokuczają jej plecy, ale w tym przypadku możemy tylko do tego przywyknąć, bo to się pewnie nie zmieni. Ma taką a nie inną budowę i jej ciało nie radzi sobie z dodatkowymi przeciążeniami, jakie niesie za sobą gra na mączce.

Podobno Paryż czeka w tym roku prawdziwy najazd Radwańskich?

- Tak, ale to nie znaczy, że mamy zamiar okupować miasto. Tak się złożyło, że wnuczki chcą w tym roku gościć na Roland Garros swojego dziadka, żeby mógł zobaczyć wielki tenis i jeden z najważniejszych turniejów na żywo. Dlatego zabieram tam tatę i będziemy w Paryżu przez kilka pierwszych dni. Mocno wierzę, że córki pokażą też dziadkowi świetny tenis w swoim wykonaniu. W trakcie pierwszego tygodnia wracam do Krakowa, ale jeśli Agnieszka czy Ula dojdą na przykład do półfinału, wtedy znów polecę do Paryża, w końcu to blisko.


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL