Reklama

Reklama

Radwańska: Zrobię wszystko, by utrzymać ten poziom

Z kilkugodzinnym opóźnieniem dotarła do Krakowa w środowe popołudnie tenisistka Agnieszka Radwańska, powracająca triumfalnie z USA, gdzie wygrała turniej w Miami, już dziewiąty w swojej karierze. W rodzinnym mieście przywitał ją tłum dziennikarzy i kibiców.

- Bardzo się cieszę, że udało mi się zrewanżować Marii Szarapowej za kilka porażek i wygrać z nią po raz drugi, szczególnie że stało się to w finale znaczącego turnieju. Moje wcześniejsze zwycięstwo miało miejsce kilka lat temu - mówiła na lotnisku w Balicach 23-letnia krakowianka.

Reklama

Na Florydzie Isia wygrała nadspodziewanie łatwo. - Na pewno było to dla mnie zaskoczeniem, bo przecież grałam z dziewczynami z czołówki. Grało mi się tam jednak bardzo dobrze. Od pierwszego meczu, kiedy wyszłam na kort naprawdę czułam, że prezentuje swój tenis. Na korcie mogłam zaprezentować wszystko, co chciałam, to chyba najlepsze uczucie - stwierdziła.

Polka po dobrych występach w tym roku awansowała na czwarte miejsce w rankingu WTA. - Muszę robić wszystko tak samo, by utrzymać ten poziom, na którym obecnie jestem. Niby do pierwszej "trójki" brakuje mi tylko jedno miejsce, ale różnica punktowa jest, więc przydałoby się jeszcze dobrze pograć, szczególnie w Madrycie, gdzie będzie duży turniej - powiedziała Radwańska.

Na lotnisku potwierdziła zmiany, które nastąpiły w sztabie szkoleniowym. Z siostrami nie będzie już trenować Chorwat Borna Bikić.

Bikić od stycznia był trenerem młodszej z sióstr - Urszuli, ale pomagał też Agnieszce. - Był na okresie próbnym, którego nie zdał. Już nie trenuje z nami - oświadczyła tenisistka.

Radwańska przyznała, że w przyszłości do jej sztabu może dołączyć nowa osoba. W tym momencie pracują z nią ojciec Robert, który czekał na córkę na lotnisku, Tomasz Wiktorowski oraz Wacław Mirek - odpowiedzialny za przygotowanie fizyczne.

Do Krakowa Agnieszka dotarła z problemami. - We Frankfurcie zabrakło nam dosłownie 15-20 minut, aby zdążyć na samolot do Krakowa. Ten, którym leciałam ze Stanów Zjednoczonych, kołował na niemieckim lotnisku, potem na wszystkich bramkach natknęłam się na kolejki - wyjaśniła.

Mimo wszystko na Balicach witały ją tłumy dziennikarzy i sporo postronnych osób. - Wiadomo, że jestem po wielogodzinnej podróży i chciałabym wreszcie usiąść w domu na własnej kanapie, zwłaszcza że w tym roku spędziłam w nim tylko około sześciu dni, bo dość dużo grałam, ale jeśli widzę taki tłum na lotnisku, to znaczy, że coś dobrze robię i ludzie się tym interesują - stwierdziła Agnieszka. Zapytana czy jest gotowa na isiomanię odpowiedziała ze śmiechem: - Dlaczego nie.

Polka miała w Stanach Zjednoczonych jeszcze wystąpić w trwającym właśnie turnieju w Charlestonie, ale wycofała się z powodu bólu pleców. - Trochę bolą, w ostatnich tygodniach grałam sporo w tenisa, pięć tygodni z rzędu, to nie jest mało, dlatego odpuściłam tę ostatnią imprezę - powiedziała czwarta zawodniczka rankingu WTA.

W kraju Radwańska spędzi święta wielkanocne. Następny turniej, w który zagra, czyli Stuttgart, rozpoczyna się 23 kwietnia. - Jak dla mnie to bardzo długa przerwa - mówiła krakowianka.

Dowiedz się więcej na temat: tenisistka | radwanska | Agnieszka Radwańska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje