Reklama

Reklama

Radwańska: Warunki były tragiczne, ale mecz dobry

Agnieszka Radwańska jest najwyżej notowaną tenisistką, jakiej udało się awansować do trzeciej rundy wielkoszlemowego turnieju na kortach ziemnych im. Rolanda Garrosa. W środę rozstawiona z numerem trzecim krakowianka pokonała, grając w deszczu, Czeszkę Karolinę Pliszkovą 6:3, 6:4.

- Nie da się ukryć, ze warunki były dziś tragiczne. Cały mecz praktycznie grałyśmy w deszczu. Kort był dość wolny, a piłki mokre i ciężkie. Ale jak na te warunki, w sumie mecz był całkiem dobry. Od początku do samego końca właściwie cały czas grałyśmy dobrze i równo. Nie było żadnych huśtawek - powiedziała po meczu Radwańska.

Reklama

- Niestety, ta pogoda wciąż się nie zmienia, a przy takim deszczu i chłodzie nie mogę cały czas wyleczyć lekkiego przeziębienia. Poza tym wszystko jest w porządku, a opaska na udzie jest nadal tylko profilaktycznie - dodała.

W pierwszej rundzie paryskiej imprezy odpadła jej triumfatorka sprzed trzech lat Chinka Na Li, wiceliderka rankingu WTA Tour. W środę, w drugiej, dołączyła do niej aktualna numer jeden na świecie - Amerykanka Serena Williams. W tej sytuacji Polka jest najwyżej notowaną zawodniczką w trzeciej rundzie.

- Są tacy, którzy już widzą mnie w finale? A to ciekawe, choć w sumie powinnam się do tego przyzwyczaić. Wygrałam tu dopiero dwa mecze, więc przede mną jeszcze daleka droga, a prawdziwe schody dopiero się zaczną. Trzeba pamiętać, że to korty ziemne, więc dla mnie najtrudniejsza nawierzchnia. Tym bardziej bym się ucieszyła ze zwycięstwa w Roland Garros - stwierdziła wyraźnie rozbawiona krakowianka.

- Faktycznie w tegorocznym turnieju było już sporo niespodzianek, więc trudno było ich nie zauważyć, szczególnie dzisiaj porażek sióstr Williams. Tym bardziej że w szatni mamy całą ścianę telewizorów z transmisjami z każdego kortu. Ale wychodząc na kort staram się nie myśleć czy ja będę następna, albo czy na przykład, że limit niespodzianek został wyczerpany. Trzeba grać swoje i nie patrzeć zbyt daleko w drabinkę - dodała.

Przed tegorocznym Roland Garros wymieniono całkowicie nawierzchnię i jej podłoże na wszystkich kortach położonych na obrzeżach Lasku Bulońskiego.

- Muszę przyznać, że nowa nawierzchnia jest wolniejsza niż dotychczasowa. Zawsze przyjeżdżało się do Paryża oczekując najszybszego "clayu", a tu okazuje się, że po wymianie jest jednak wolniejsza. Kiedyś choćby kort numer 1 był zawsze najszybszy tutaj, a dzisiaj się przekonałam, że już tak nie jest. Na pewno wpływ na to ma też pogoda, bo tu od kilku dni ciągle pada, ale nie tylko. Jest teraz podłoże jest przesypane grubszą warstwą mączki. To spowalnia grę. Mam nadzieję, że do piątku się rozpogodzi i wyjdzie słońce. Dla mnie to byłoby dużo lepiej- uważa Radwańska.

Krótko przed nią trzecią rundę singla osiągnął Jerzy Janowicz (nr 22.) po wygranej z Finem Jarkko Nieminenem 7:6 (7-4), 7:6 (7-4), 6:4. Teraz łodzianina czeka, również w piątek, pojedynek z Francuzem Jo-Wilfriedem Tsongą (13.)

Środa była prawdziwie polskim dniem w Roland Garros, bowiem oprócz Radwańskiej i Janowicza wystąpili wszyscy polscy uczestnicy gry podwójnej i mieszanej. Jednak swoje mecze deblowe wygrali tylko Łukasz Kubot razem ze Szwedem Robertem Lindstedtem (nr 8.) oraz Katarzyna Piter z Gruzinką Oksaną Kałasznikową. Wieczorem w mikście udało się to Klaudii Jans-Ignacik i Brytyjczykowi polskiego pochodzenia Dominicowi Inglotowi, którzy wyeliminowali Alicję Rosolską i Szweda Johana Brunstroema.

Porażki doznali natomiast Mariusz Fyrstenberg i Marcin Matkowski (8.), Tomasz Bednarek z Czechem Lukasem Rosolem, a także Jans-Ignacik w parze z Ukrainką Maryną Zanewską.

Z Paryża Tomasz Dobiecki

Dowiedz się więcej na temat: Agnieszka Radwańska | tenis | Karolina Pliszkova | roland garros

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje