Reklama

Reklama

Radwańska po odpadnięciu z Wimbledonu: Decydowały dwie piłki

Agnieszka Radwańska (nr 3.) odpadła w 1/8 finału Wimbledonu, po porażce ze Słowaczką Dominiką Cibulkovą (19.) 3:6, 7:5, 7:9. Po trzygodzinnej walce krakowianka ma świadomość niewykorzystanego meczbola, szczególnie, że - jej zdaniem - decydowały o wszystkim zaledwie dwie piłki.

- Nasze mecze zawsze są równe, zacięte i długie, i to na każdej nawierzchni, na jakiej tylko gramy. Dziś po raz drugi dopiero spotkałyśmy się na trawie. To był wielki mecz, grałyśmy lepiej i lepiej, każdy set był lepszy niż poprzedni. Oczywiście, miałam swoją szansę przy meczbolu, ale się nie udało. Raz się taki mecz wygrywa jednym punktem, raz przegrywa. Myślę, że dziś wszystko było dobre poza końcowym wynikiem, ale cóż, tak bywa. Owszem po tych trzech godzinach jest złość, frustracja, żal, ale co mogę zrobić? Czas goi ran, we wszystkim tak jest, w sporcie również - powiedziała po porażce Radwańska.

Reklama

W końcówce Słowaczka miała wyraźne problemy z kondycją i starała się przedłużać przerwy miedzy wymianami, co nie umknęło sędzi na stołku, która trzy razy karała ją za przekroczenie regulaminowego czasu 20 sekund na wprowadzenie piłki do gry.

- Starałam się ją wyrzucać jak najbardziej z kortu, z jej strefy komfortu, no i czasem mi się to nawet udawało, ale to nie jest takie hop-siup, bo czasem się gra tak, jak przeciwniczka na to pozwala. Wiadomo, że najlepiej jest, żeby wybiegała każdą piłkę, bo tutaj jest ciężko wrócić, bo na trawie łatwiej jest skończyć piłkę, niż na każdej innej nawierzchni. Tak się starałam robić, ale ona dzisiaj grała naprawdę bardzo dobrze. Trochę brakowało jej sił po dłuższych wymianach, stąd potrzebowała więcej czasu na złapanie oddechu. Myślę, że faktycznie przekraczała limit czasu w niektórych przerwach - uważa Radwańska.  

Trwający równe trzy godziny pojedynek jest jak dotychczas najdłuższym kobiecym meczem w tegorocznej edycji Wimbledonu. Decydujący set rozgrywały przez 84 minuty.

- Być może dobrym pomysłem, szczególnie na trawie, byłoby wprowadzenie tie-breaka w trzecim secie, jak to jest na innych turniejach. Szczególnie u mężczyzn uniknęło by się długich maratonów. Tutaj, dzisiaj, nikt nie wie, jak by się to skończyło, nawet, gdyby to był tie-break, nawet dzisiaj, ale na pewno mecz byłby krótszy. Wiadomo, że taki mecz odczuwa się później w kolejnych meczach, więc jeśli ktoś kilka takich zaliczy, to może być później problem - powiedziała krakowianka.

Obie tenisistki walczyły o każdy punkt, większość z nich zdobywały po długich i wyczerpujących wymianach. Obie starały się nawzajem zepchnąć do głębokiej defensywy, za linię główną kortu. Cały czas grały na maksymalnym poziomie ryzyka, nieustannie celowały w linie. Często też sprawdzały decyzje sędziów za pomocą systemu "HawkEye".

- Tutaj nie ma reguły. Czasem gram cały mecz i nie biorę żadnego challenge’u. To zależy od sędziów liniowych, od tego, co się dzieje na korcie.  A jeśli jest mnóstwo piłek przy linii, jak dzisiaj, no to faktycznie bierze się częściej. W sumie trudno jest mówić o takim meczu. Gdyby było 1:6, 1:6, to byłoby łatwiej, bo wtedy prawdopodobnie wszystko by szło źle. A tak, po prostu o zwycięstwie zadecydowały dwie piłki - podkreśliła Radwańska.

W trakcie Wimbledonu organizatorzy ogłosili, że tym razem zamierzają przeprowadzić więcej kontroli antydopingowych niż zwykle. Polka, zapytana o to, czy zauważyła różnice, odpowiedziała z uśmiechem: - Aktualnie właśnie moja pani od dopingu jest tu gdzieś na sali i czeka na mnie. O tam siedzi. Ale tak naprawdę, w tym turnieju nie odnotowałam jakiejś większej różnicy.

Od kilku dni w miejscowych mediach przewija się ciągle informacja o planowanym przez Cibulkovą ślubie, który ma się odbyć w najbliższą sobotę w Bratysławie. Krakowianka na pytanie czy wybrałaby się na tę ceremonię, gdyby została zaproszona, stwierdziła ze śmiechem: - Tak, czemu nie, daleko nie jest.

Po odpadnięciu w czwartej rundzie Wimbledonu Radwańska wróci do kraju i - po krótkim odpoczynku - rozpocznie przygotowania do występu na sierpniowych igrzyskach w Rio. Nie wie jednak jeszcze jak dokładnie będą wyglądały jej plany startowe przed walką o olimpijskie medale w singlu i mikście, w parze z Łukaszem Kubotem lub Marcinem Matkowskim (decyzje podejmie na miejscu). 

- Na pewno myślałam, że trochę dłużej tutaj pogram, ale się nie udało, niestety. Obecnie trudno jest mi do końca powiedzieć, jak będzie wyglądać mój terminarz przed igrzyskami olimpijskimi. Nie chcę za dużo grać przed Rio, a nie będzie już teraz okazji zagrać w tak dużym turnieju, jak ten. To jest trudna decyzja, dlatego zobaczymy, co z tego wyjdzie. Na razie muszę to dokładnie przemyśleć i dokonać najlepszego wyboru - powiedziała krakowianka.

Był to ich 13. pojedynek w karierze, a Cibulkova poprawiła bilans tej rywalizacji na 6-7, przy czym w tym sezonie na 3-1, a na trawie na 2-0.

- Jak zwykle w naszych meczach była ciężka walka o każdą piłkę, bo Aga nie daje nigdy prezentów i nie dawała ich dzisiaj. Im dłużej trwał, to byłam coraz bardziej zmęczona i w pewnym momencie właściwie nie mogłam się ruszać, jak dobiegłam do siatki przy jednej z wymian. To chyba był najtrudniejszy mecz w mojej karierze, choć grałyśmy ze sobą wiele razy i dobrze się znamy. Nasze stosunki są bardzo dobre, choć może nie jesteśmy najlepszymi przyjaciółkami, ale na pewno też nie wrogami. Między nami jest naprawdę w porządku - powiedziała Słowaczka po tym, jak powtórzyła swój najlepszy wynik w Wimbledonie z 2011 roku.

- Dopiero drugi raz zagram tu w ćwierćfinale i to jutro, co nie będzie łatwe po dzisiejszym maratonie. Ale mam nadzieję, że mój sztab zadba o to, żebym jutro mogła wyjść na kort w formie i żebym znów zagrała tak, jak potrafię najlepiej. Dlatego zaraz wracam do domu i czeka mnie intensywna regeneracja i odpoczynek przed kolejnym występem - dodała Cibulkova.

We wtorek Słowaczka spotka się z Rosjanką Jelena Wiesniną, która po południu wyeliminowała rodaczkę Jekaterinę Makarową  5:7, 6:1, 9-7. One grały zaledwie o 12 minut krócej niż trwał mecz Radwańskiej.

Kolejna runda, czyli spotkania półfinałowe kobiet, zaplanowane są na czwartkowe popołudnie, a w sobotę Słowaczkę czeka ślub w Bratysławie. - Na razie nie wybiegam myślami do soboty, bo jestem na Wimbledonie i przede mną jest ćwierćfinał Wielkiego Szlema. Na tym się teraz skupiam. Wiem, że trochę karkołomnie wybrałam termin ślubu, ale on był jedynym możliwym w tym roku, bo bardzo chciałam wziąć ślub w lecie. Nigdy nie szło mi najlepiej na trawie, a tu w tym roku wygrałam turniej WTA w Eastbourne, a teraz jestem tutaj w ćwierćfinale. Tego wszystkiego nie mogłam przewidzieć kilka miesięcy temu. Jeśli będę musiała przełożyć ślub o tydzień z powodu życiowego wyniku w Wimbledonie, to najwyżej przełożę o tydzień, no jest to możliwe. Dla mnie to byłoby podwójnie szczęśliwe rozwiązanie. A najbardziej ucieszyłaby się z tego moja przyjaciółka Marion Bartoli, bo ją zaprosiłam, a się ostatnio okazało, że ma tu komentować sobotni finał. Jej przesuniecie mojego ślubu o tydzień też by nie przeszkadzało - powiedziała Cibulkova.

Kwestia sobotniej ceremonii w Bratysławie stała się tematem przewodnim konferencji prasowej ze Słowaczką. Dziennikarze odpuścili dopiero, gdy tenisistka przyznała, że jest nim trochę zmęczona.

- Musicie mnie zrozumieć, że to dla mnie wielkie wydarzenie i radość, na które czekam od dawna, a teraz dochodzi trochę element niepewności. W ubiegłym tygodniu miałam taki sen, że się obudziłam w środku nocy i zaczęłam zastanawiać czy to już jest sobota, ta sobota. I wtedy się obudziłam przestraszona i uspokoiłam się, jak sobie zdałam sprawę, że dziś gram po prostu mecz w Wimbledonie - zamknęła temat Słowaczka.

Zwyciężczyni meczu Cibulkova-Wiesnina w czwartkowym półfinale trafić może na triumfatorkę londyńskiej imprezy sprzed roku Amerykankę Serenę Williams (nr 1.) lub inna Rosjankę Anastazję Pawliuczenkową (21.).

Williams, aktualna liderka rankingu WTA Tour, w poniedziałek pokonała zaskakująco łatwo byłą drugą tenisistkę świata - Rosjankę Swietłanę Kuzniecową (13.) 7:5, 6:0. Natomiast Pawliuczenkowa wygrała w czwartej rundzie w Amerykanką Coco Vandewenghe (27.) 6:3, 6:3.

Jako pierwsza w ósmym dniu turnieju awans do ćwierćfinału wywalczyła Niemka polskiego pochodzenia Angelique Kerber (4.), po zwycięstwie nad Japonką Misaki Doi 6:3, 6:1. Ten wynik pozwolił zawodniczce trenującej na co dzień na kortach wybudowanych przez dziadka Janusza Rzeźnika w Puszczykowie pod Poznaniem, awansować w poniedziałek na drugie miejsce w rankingu WTA Tour, niezależnie od dalszych wyników uzyskanych w Londynie.

Kerber skorzystała na tym, że punktów za ubiegłoroczne wyniki w The Championships nie obroniły: finalistka poprzedniej edycji i wiceliderka klasyfikacji Hiszpanka Garbine Muguruza (odpadła w drugiej rundzie) oraz półfinalistka - Radwańska. We wtorek Niemka spotka się z Rumunką Simoną Halep (5.), która po południu okazała się lepsza od Amerykanki Madison Keys (9.). 6:7 (5-7), 6:4, 6:3.

W ostatniej parze ćwierćfinałowej zagrają Amerykanka Venus Williams (8.) i Jarosława Szwedowa z Kazachstanu, która wyeliminowała Czeszkę Lucie Safarovą (28.) 6:2, 6:4.

Natomiast Williams, była liderka rankingu WTA i pięciokrotna zwyciężczyni Wimbledonu (2000-01, 2005, 2007-08), pokonała w czwartej rundzie Hiszpankę Carlę Suarez-Navarro (12.) 7:6 (7-3), 6:4.     

Z Londynu Tomasz Dobiecki

Wyniki poniedziałkowych meczów 1/8 finału:

mężczyźni:
Jo-Wilfried Tsonga (Francja, 12) - Richard Gasquet (Francja, 7) 4:2 i krecz Gasqueta
Milos Raonic (Kanada, 6) - David Goffin (Belgia, 11) 4:6, 3:6, 6:4, 6:4, 6:4
Sam Querrey (USA, 28) - Nicolas Mahut (Francja) 6:4, 7:6 (7-5), 6:4
Roger Federer (Szwajcaria, 3) - Steve Johnson (USA) 6:2, 6:3, 7:5
Marin Cilic (Chorwacja, 9) - Kei Nishikori (Japonia, 5) 6:1, 5:1 i krecz Nishikoriego
Lucas Pouille (Francja, 32) - Bernard Tomic (Australia, 19) 6:4, 4:6, 3:6, 6:4, 10:8
kobiety:
Dominika Cibulkova (Słowacja, 19) - Agnieszka Radwańska (Polska, 3) 6:3, 5:7, 9:7
Jelena Wiesnina (Rosja) - Jekaterina Makarowa (Rosja) 5:7, 6:1, 9:7
Venus Williams (USA, 8) - Carla Suarez Navarro (Hiszpania, 12) 7:6 (7-3), 6:4
Serena Williams (USA, 1) - Swietłana Kuzniecowa (Rosja, 13) 7:5, 6:0
Simona Halep (Rumania, 5) - Madison Keys (USA, 9) 6:7 (5-7), 6:4, 6:3
Jarosława Szwedowa (Kazachstan) - Lucie Safarova (Czechy, 28) 6:2, 6:4
Anastazja Pawluczenkowa (Rosja, 21) - CoCo Vandeweghe (USA, 27) 6:3, 6:3
Angelique Kerber (Niemcy, 4) - Misaki Doi (Japonia) 6:3, 6:1

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje