Reklama

Reklama

Radwańska: Nigdy mi jeszcze nie poszło tak szybko

Agnieszka Radwańska jeszcze nigdy tak łatwo nie przeszła pierwszego tygodnia w Wielkim Szlemie. W piątek 25-letnia tenisistka z Krakowa, po wygranej z Portugalką Michelle Larcher de Brito 6:2, 6:0, awansowała do 1/8 finału w wielkoszlemowym turnieju na trawiastych kortach w Wimbledonie. Kolejny mecz zagra dopiero w poniedziałek.

Również w dwóch pierwszych rundach Polka, rozstawiona w imprezie z numerem czwartym, nie straciła seta.

Reklama

- Nie pamiętam, żeby kiedykolwiek w Wielkim Szlemie tak szybko mi poszło na otwarcie. Tu wygrałam już trzy mecze, po godzinie każdy tak naprawdę, tylko się mogę cieszyć z tego. Ja nie miałam żadnego wpływu na to, że teraz mam dwa dni na odpoczynek. Przecież wiadomo, że w Wimbledonie pierwsza niedziela jest wolna, więc tak wyszło. No nie będę przecież za to przepraszać - powiedziała Radwańska.

- Nic nowego nie wymyślę na te dwa dni. Wiadomo, że będzie jeden trening dziennie, mniej więcej godzinny, bo tu nie ma możliwości na więcej treningów na trawie. No i odpoczynek, bo co innego można robić, dopóki się gra w Wielkim Szlemie. Jutro trochę więcej rozrywki będzie, bo będą grali swoje mecze w trzeciej rundzie Jurek Janowicz i Łukasz Kubot - dodała.

Tylko na samym początku było trochę nerwowo, gdy krakowianka przegrała nieoczekiwanie swój serwis w trzecim gemie. Jednak później od stanu 1:2 w pierwszym secie nie oddała już jej ani jednego gema, a wykorzystała pierwszego meczbola po 57 minutach dość jednostronnego widowiska. W ten sposób zrewanżowała się de Brito za porażkę w trzech setach w Miami w marcu 2008 roku.

- W sumie Michelle gra dość dobrze na trawie, zresztą ograła wcześniej dwie silne rywalki. Jednak ona gra cały czas to samo, więc nie trudno jej grę rozczytać. Ja jestem jednak trochę inną zawodniczką niż Swietłana Kuzniecowa czy Jarmila Gajdosova, a ona nic nie potrafiła zmienić. Gra właściwie na jeden rytm tylko i próbuje zrobić to samo, niezależnie z kim gra, więc to był jej główny problem dzisiaj - powiedziała Radwańska po zwycięstwie nad 102. obecnie zawodniczką w rankingu WTA Tour.

Ten pojedynek został wyznaczony jako trzeci na korcie numer 2, po dokończeniu pięciosetowego meczu Jerzego Janowicza z Australijczykiem Lleytonem Hewittem, przerwanego dzień wcześniej przy stanie 4:4 w drugiej partii.


- Właściwie dzisiaj udało mi się obejrzeć prawie cały ten mecz, poza jednym momentem, czyli od 6-4 dla Jurka w tie-breaku trzeciego seta. Kiedy zobaczyłam ten wynik od razu poszłam po torbę, przebrałam się, założyłam buty do gry, po czym patrzę na monitor, a tu set w drugą stronę, a ja stoję zgrzana i przygotowana do wyjścia na kort. No i niestety musiałam wrócić do szatni. To były jedyne piłki meczu Jerzyka, których nie widziałam - powiedziała Radwańska.

- Oczywiście, kiedy ze stanu 2:0 przegrywa się dwa kolejne sety i zaczyna się piąty, to już szanse są dokładnie 50 na 50 procent, no i wszystko się wtedy może zdarzyć. Ale chyba przez cały czas nie straciłam wiary, ze Jurek ten mecz wygra, choć przez chwilę był może tylko mały moment zwątpienia. Na pewno powinno się to troszkę wcześniej skończyć, ale zdarza się, najważniejsze, ze jest do przodu i kolejna runda - dodała.

W poniedziałek, na drodze krakowianki stanie Rosjanka Jekaterina Makarowa (nr 22.), która tylko w pierwszej rundzie straciła dotychczas seta.

- To też zawodniczka, która ze wszystkich nawierzchni najlepiej spisuje się właśnie na trawie. No i znów lewa ręka (w 2. rundzie Polka grała z leworęczną rywalką - przyp. red.), więc pewnego rodzaju niedogodność. Chyba ostatnio przegrałam z nią na US Open, więc myślę, ze czas się jej zrewanżować i tyle - uważa Radwańska.

Była to jedyna porażka Polki ze starsza o rok Makarową, po trzech zwycięstwach nad nią i to bez straty seta. Wszystkie dotychczasowe ich spotkania miały miejsce na twardej nawierzchni.

Z Londynu Tomasz Dobiecki

Dowiedz się więcej na temat: Agnieszka Radwańska | tenis | Wimbledon

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje