Reklama

Reklama

Piotr Robert Radwański: Agnieszka niezbyt dobrze gra jak deszcz pada

- Strata 10 gemów z rzędu jest sprawą kuriozalną, ale rzeczywiście Agnieszka niezbyt dobrze gra jak deszcz pada, piłki są namoczone i ciężkie - powiedział Piotr Robert Radwański, ojciec naszej najlepszej tenisistki, który przez wiele lat był też jej trenerem. Polka odpadła w 1/8 finału wielkoszlemowego Rolanda Garrosa.

Radwańska, numer dwa na świecie, przegrała z Cwetaną Pironkową 6:2, 3:6, 3:6 w meczu, który przez opady deszczu był rozciągnięty na trzy dni. Po niedzieli, kiedy go rozpoczęto, Polka prowadziła 6:2, 3:0. We wtorek, kiedy kończono go na raty nasza zawodniczka przegrała 10 gemów z rzędu, by ostatecznie ulec 102. drugiej w rankingu WTA Bułgarce.

Interia: Co się stało we wtorek z Agnieszką?

Piotr Robert Radwański: - Strata 10 gemów z rzędu jest sprawą kuriozalną, ale rzeczywiście Agnieszka niezbyt dobrze gra jak deszcz pada, piłki są namoczone i ciężkie. Ja sobie przypominam turniej w Paryżu, gdy sytuacja była identyczna. Agnieszka grając singla i debla, bo to było na początku jej kariery, doznała kontuzji od ciężkich, namoczonych piłek i potem miała nawet operację. To było ładnych kilka lat temu, grano na siłę w deszczu, piłki były aż czarne, że nie było ich widać nawet w telewizji i Agnieszka doznała kontuzji. Teraz na szczęście nic jej się nie stało, ale ręka zaczęła ją boleć i widać było, że ona nie lubi i boi się grać na takim korcie.

Reklama

Na konferencji prasowej Agnieszka, że mając prawą rękę po operacji nie jest w stanie grać w takich warunkach.

- Jest to prawda, bo te wydarzenia sprzed paru lat skończyły się dla niej właśnie operacją. Widać było, że ma bardziej stracha, żeby nic się jej nie stało, bardziej wstrzymywała rękę, a jak się wstrzymuje rękę i gra na pół kortu, to się od razu przegrywa i tyle.

Simona Halep, która też odpadła we wtorek w 1/8 finału, powiedziała, że w takich warunkach nie powinno się wychodzić na kort.

- Mało kto wie, że kort sam w sobie może nie jest tak bardzo śliski w odróżnieniu od linii, które są inaczej zbudowane. One są tak śliskie, że gra się jak na szkle. Oczywiście jest to bardzo niebezpieczne i kosztem zdrowia zawodników. Ktoś się mniej boi, ryzykuje, stawia wszystko na jedną szalę, a ktoś inny nie i potem są takie niespodzianki.

Agnieszka próbowała nawet pod koniec wtorkowego meczu rozmawiać z sędzią Marianą Alves, ale ta, po konsultacji z supervisorem, nakazała grać dalej.

- Zwrócę jeszcze uwagę na naciągi, których używa Agnieszka. One są jelitowe, mocno nasiąkają wilgocią i tym bardziej nie da się grać. Naciąg jelitowy zmienia parametry pod wpływem wilgoci. Ją zmuszono do gry w takich warunkach i tak się stało jak się stało. Mówi się trudno.

Teraz Agnieszka mówi, że na szczęście czas na jej ulubione korty trawiaste.

- Na nich nich od razu przerywają mecz w czasie deszczu albo gra się pod dachem. Moim zdaniem Francuzi zawalili sprawę ładnych parę lat temu, kiedy trzeba było zbudować zadaszenie na przynajmniej jednym korcie i nie byłoby takich problemów, afer, niespodzianek i różnych pretensji.

Rozmawiał: Paweł Pieprzyca

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje