Reklama

Reklama

Piotr Radwański: Agnieszka zmierzy się z polsko-niemieckim "czołgiem"

- Moją córkę czeka ciężki bój w półfinale. Sabina Lisicki ma bodaj najszybszy serwis na świecie. Jeszcze rok temu serwowała piłkę z prędkością 208 km/h, to w ogóle jedna z najsolidniej uderzających dziewczyn. Lisicki to polsko- niemiecki "czołg". Porównałbym ją do "Leopardów" - czołgów, które nasza armia otrzymała od Bundeswehry. Są niemieckie, a zarazem polskie - powiedział w rozmowie z INTERIA.PL ojciec i zarazem pierwszy trener Agnieszki Radwańskiej - Piotr Robert.

Kibice z całej Polski składają gratulacje wspaniałego występu Agnieszce Radwańskiej. W komentarzu pod tym tekstem "Obiektywny" pisze: "I to jest piękna i prawdziwa kariera! Szacunek! Bez pleców, bogatych rodziców, sponsorów, poprawności politycznej, wszystko własną pracą i na oczach całego świata!"

Reklama

INTERIA.PL: Gratulacje z okazji awansu córki do półfinału Wimbledonu! M.in. dzięki Agnieszce polski tenis przeżywa wspaniałe chwile na Wimbledonie!

Piotr Robert Radwański, ojciec i pierwszy trener Agnieszki: - Zachwycam się tym, że w Londynie obejrzymy dwa polskie półfinały. Widać jasno, że polski tenis potęgą jest i basta!

Sporo w tym pańskiej zasługi.

- Każdy, kto uważnie śledzi tenis, musi pomyśleć, kto jest autorem i pomagał w tej długiej drodze po szczeblach kariery. Najlepiej w tej kwestii wypowiedziałby się ojciec Jurka Janowicza. Kibice muszą drążyć sami, kto jest akuszerem tych wspaniałych wyników. Bardzo mnie interesuje męski półfinał Kubot - Janowicz, gdzie będziemy mieli konfrontację doświadczenia z dziką młodością.

Nie drżało panu serce, gdy w meczu z Na Li obolała Agnieszka poprosiła o przerwę medyczną?

- Nie bałem się o to, że córka nie dokończy meczu. Takie przerwy się zdarzają. Czasem trzeba coś zrobić, żeby się dostosować do sytuacji na korcie, dać sobie oddech, uporządkować myśli. Prosząc o przerwę, wykorzystuje się szansę, którą dają przepisy, wielu tenisistów tak robi. To prawda, że Agnieszka grała cała w plastrach, ale ta przerwa to bardziej, może nie trick, ale metoda na odpoczynek, złapanie oddechu.

Panuje obiegowa opinia, że teraz "Isia" powinna spacerkiem wygrać Wimbledon, gdyż nie ma na drodze ubiegłorocznej triumfatorki Sereny Williams ani Wiktorii Azarenki.

- Absolutnie się z tym nie zgadzam. Pamiętajmy, że Sabina Lisicki ma bodaj najszybszy serwis na świecie. Jeszcze rok temu uderzała piłkę z prędkością 208 km/h, to w ogóle jedna z najsolidniej uderzających dziewczyn. Lisicki to polsko-niemiecki czołg. Porównałbym ją do "Leopardów" - czołgów, które nasza armia otrzymała od Bundeswehry. Są niemieckie, a zarazem polskie.

Agnieszka zagrała z Li Na rewelacyjnie, zwłaszcza w obronie. Co powinna poprawić przed półfinałem?

- Zawodowy tenis polega na tym, że powinno się robić ciągłe postępy, iść do przodu, poprawiać wszystkie uderzenia, nie tylko forhend, zapominając o reszcie. Tym bardziej, że konkurencja nie śpi, cały czas się udoskonala.

- Pamiętajmy o tym, że nawet po ukończeniu 20. roku życia można iść do przodu, uzyskać z 25 procent lepszego grania.

Uważa pan, że nie będzie powtórki z meczu Agnieszki z Lisicki z lutego 2012 roku, w ramach ćwierćfinału turnieju w Dubaju, w którym "Isia" oddała rywalce gema w drugim secie dopiero wtedy, gdy przy stanie 5:0 Sabina się rozpłakała, mówiąc po śląsku do pełniącej roli trenerki mamy: "Mama, jo nie chca przegrać do zera, to boli"?

- Nie spodziewam się takiego spacerku. Przypomnę tylko, że Sabina już drugi raz z rzędu jest w półfinale w Wimbledonie. Ona jest dobra na trawiastej nawierzchni. W półfinale będziemy oglądali mocne uderzenia z obu stron. To będzie ciężki mecz. Jeżeli Sabina rzadko będzie psuła piłki, możemy mieć problem. Lisicki jest tenisistką, która dużo "strzela", gra agresywnie, czasem aż za bardzo, ale na trawie się opłaca "strzelić" - to szybka nawierzchnia.

- Być może będzie to krótszy mecz od tego z Li Na, nie będzie tak wielu długich wymian. Chinka operowała często z tyłu kortu, Lisiciki postawi na atak cały czas.

Mocną stroną Agnieszki w meczu z Li było mijanie atakującej przy siatce rywalki.

- Zgadza się, Chinka nie sięgała piłki, bądź posyłała woleje w aut. Agnieszka poprawiła tak zwaną "mijankę" górą czy obok rywalki. To przejaw niczego innego, jak pewności siebie i sprytu. Te cechy akurat Agnieszka ma od zawsze we krwi, z tym się urodziła, nie może być lepiej.

O ile dobrego wyniku Janowicza, gdy tylko zniknął mu z drabinki Roger Federer, można się było spodziewać, o tyle Łukasz Kubot w ćwierćfinale jest sensacją! Wielu skazywało go już na pożarcie, sądząc że bliżej mu do końca kariery niż do wielkich wzlotów. Jak pan ocenia szanse naszych chłopaków przed bojem o półfinał?

- Przypominam, że Kubot jest starszy od Janowicza, dzieli ich niemal cała tenisowa epoka. Ich konfrontacja zapowiada się bardzo ciekawie, gratulacje dla obu za awans do ćwierćfinału.

- Dla Łukasza jest to świetne ukoronowanie kariery. W deblu może pograć jeszcze ładnych parę lat, a i w singlu powinien coś jeszcze "dziubnąć". Za Janowiczem stoi młodość, siła, ale trawa nie wymaga niebotycznej kondycji. Starsi zawodnicy lepiej radzą sobie na niej niż na innych nawierzchniach.

- "Janówka" będzie grał o najwyższe cele - on ma ewidentne "papiery" na klasowego tenisistę - zawsze to mówiłem. Dobrze by było, żeby się lepiej zachowywał. Trzeba trzymać fason, zwłaszcza na Wimbledonie. Jak on sobie puści swoją konferencję na YouTube, to zobaczy jak się zachowywał i pewne sprawy przemyśli.

Rozmawiał: Michał Białoński

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje