Reklama

Reklama

Ból z powodu porażki Radwańskiej wykroczył poza skalę

Są takie przypadki w sporcie, gdy pokonany zdobywa nie mniejszy szacunek niż zwycięzca i jeszcze nieskończoną ilość współczucia. Takim przypadkiem był mecz Agnieszki Radwańskiej z Sabine Lisicki.

Trudno pojąć, co zdecydowało? To było jak porażka o czubek buta w biegu maratońskim. Zwroty akcji, genialne zagrania i proste błędy stworzyły scenariusz najbardziej dramatycznego starcia w tej edycji kobiecego Wimbledonu. Niestety dla Radwańskiej, na szczęście dla Lisicki skomplikowany ciąg wydarzeń doprowadził do łez szczęścia Niemki. Ból porażki wykroczył poza skalę.
 
Trudno twierdzić, że Lisicki na sukces nie zasłużyła. Na pewno Radwańska nie zasłużyła jednak na porażkę. Po 11 gemach zapowiadało się na trudne, ale pewne zwycięstwo siły nad techniką i sprytem. Polka zaczęła jednak seryjnie dokonywać tego, co jej się dotąd nie udało. Przełamywała potężny serwis Niemki wygrywając aż dziewięć z kolejnych dziesięciu gemów.
 
Nie wiem, jak Lisicki podniosła się, ze stanu 0-3 w trzecim secie? Zapewne Radwańska popełniła jakieś błędy. Może za mało ryzykowała, może za mocno uwierzyła, że wystarczy dać rywalce okazję do pomyłek? Można mnożyć teorie, nie zmienia to faktu, że ostateczne rozstrzygnięcie wykracza poza granice prostego kojarzenia faktów. W tym tenisowym biegu na długim dystansie silniejsza psychicznie Polka musi zaakceptować przegraną.
 
To był zapewne przedwczesny finał. Nie przypuszczam, by Marion Bartoli, dała radę Lisicki. Kobiecy Wimbledon rozstrzygnął się zapewne dziś na naszych oczach, tym bardziej to rozstrzygnięcie nas boli. Wynik przeciwny, czyli zwycięstwo Radwańskiej bolałoby w równie niezasłużony sposób drugą stronę.
 

Reklama

To był wielki mecz, starcie dwóch stylów, z których każdy został zmuszony sięgnąć po argumenty ostateczne. Wydaje się wręcz nieprawdopodobne, że przy tak lekkim serwisie, Polka dotrzymywała kroku Niemce wystrzeliwującej piłki jak z pistoletu. Bywają mecze w kobiecym tenisie, do których pasuje stereotyp chimeryczności i braku odporności, dziś Radwańska i Lisicki wielokrotnie temu zaprzeczyły. Gdyby ktoś się podczas tego meczu nudził, to by znaczyło, że nie żyje.
 
Agnieszka Radwańska pokazała jeszcze raz, że jest tenisistką znakomitą. Nie tylko odbijającą piłki jak ściana, ale posiadającą duży arsenał atutów w pełni uzasadniający jej pozycję w rankingu. Ma wady, ograniczenia, choćby te wynikające z drobnej postury. Przywołując z lekkim przymrużeniem oka cytat z Michała Wołodyjowskiego: "albo się ludzie będę ciebie bali, albo się będą z ciebie śmiali", wypada zauważyć, że pojedynki z Radwańską zwłaszcza na trawie, to droga przez mękę dla każdej rywalki. Dlatego dziś szansa na historyczny triumf Polki w Wimbledonie została tylko odłożona, a nie przepadła.

Autor: Dariusz Wołowski

Dyskutuj o artykule z Darkiem Wołowskim

Agnieszka Radwańska nie zagra w finale Wimbledonu. Dyskutuj


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL