Reklama

Reklama

Australian Open. Agnieszka Radwańska: Cieszę się, że gram swoje

​- Grałam dzisiaj dobrze, od samego początku do samego końca trzymałam ten sam poziom. To zaważyło na tym, że wróciłam w pierwszym secie, wygrywając go 6:4, i utrzymywałam w większości własny serwis. W najważniejszych momentach przytrzymywałam też lepiej piłkę, ale łatwo na pewno nie było - powiedziała Agnieszka Radwańska na konferencji prasowej po awansie do trzeciej rundy Australian Open.

Rozstawiona z numerem czwartym Polka pokonała w środę w pierwszym meczu sesji wieczornej na Rod Laver Arena Eugenie Bouchard 6:4, 6:2.

Reklama

W pierwszym secie nasza tenisistka przegrywała 2:4, od tego momentu wygrała jednak sześć gemów z rzędu, do końca spotkania pozwalając rywalce na zwycięstwo tylko w dwóch gemach.

Radwańska na konferencji prasowej odniosła się też do wyników podczas tegorocznego turnieju, gdzie doszło do kilku niespodzianek, odpadły m.in Rumunka Simona Halep (2.) czy Hiszpan Rafael Nadal (5.).

- Na każdym Wielkim Szlemie są niespodzianki, nawet duże niespodzianki, jak to widzieliśmy wczoraj, ale to jest sport, tutaj zawsze coś się będzie działo i nigdy wyniki nie będą takie, jak zawsze można się spodziewać. Ja się cieszę, że w dwóch pierwszych meczach zagrałam swoje i utrzymałam taki poziom, jaki powinnam, i oby tak dalej - stwierdziła Polka.

Jej rywalka nie załamała się porażką w drugiej rundzie, mimo że to przecież półfinalistka Australian Open z 2014 roku, ale zeszły rok miała zdecydowanie słabszy, a podczas US Open poślizgnęła się w łazience, uderzyła w głowę i doznała nawet wstrząśnienia mózgu.

- To był najważniejszy mecz, jaki rozegrałam ostatnio i najtrudniejsza przeciwniczką, z jaką grałam od czasu kontuzji. To był mój najcięższy sprawdzian. Myślę, że spisałam się dobrze - mówiła Bouchard.

- Fizycznie to było dla mnie duże wyzwanie. Długie wymiany, w których ona potrafiła wiele piłek przebić na drugą stronę. Duża wilgotność, przez którą się mocno pociłam, czynniki, których nie da się sprawdzić na treningach jak presja, emocje. Trzeba przystosowywać się do tych małych rzeczy, do których byłam przyzwyczajona w ostatnich latach, ale nie w ostatnich miesiącach - powiedziała Kanadyjka, która opisała też moment, gdy prowadziła 4:2 w pierwszym secie.

- Poczułam się trochę niepewnie, wypuściłam okazję. Grając przeciwko tak wielkiej rywalce jak ona, nie można przestać jej naciskać, dać jej odetchnąć, ponieważ ona to wykorzysta i wróci do meczu - dodała.

Dowiedz się więcej na temat: Agnieszka Radwańska | Eugenie Bouchard | australian open

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje