Reklama

Reklama

Agnieszka Radwańska o ewentualnej zmianie sztabu szkoleniowego

- To mój ojciec, ale jak pani powiedziała także były trener, z którym nie mam od lat nic wspólnego, jeśli chodzi o tenis i karierę zawodową. Mój ojciec mówi dużo, a potem ja muszę to przyjmować na klatę, co czasami nie jest miłe - stwierdziła na środowej konferencji prasowej w Warszawie Agnieszka Radwańska. Polka odpowiadała na pytania dziennikarzy po powrocie z Singapuru, gdzie wygrała mistrzostwa WTA.

Krakowianka odniosła się do kwestii, że po tym zwycięstwie jej były trener Robert Radwański stwierdził m.in., iż "jedna jaskółka wiosny nie czyni". Ojciec tenisistki od dłuższego czasu krytycznie wypowiadał się na temat obecnego trenera tenisistki Tomasza Wiktorowskiego. - Sztabu szkoleniowego nie zmieniam, zostaje taki, jaki był - dodała Agnieszka.

Reklama

Radwańska 1 listopada wygrała mistrzostwa WTA, w finale pokonując Czeszkę Petrę Kvitovą.

- Ciężko opisać słowami, co wtedy się czuje, bo tego się nie spodziewałam. Przez parę godzin sama nie wierzyłam w to, co się stało - mówiła 26-letnia tenisistka na konferencji prasowej.

- Na początku roku nie myślałam o takim sukcesie. Początek roku był ciężki, pierwsze pół roku było słabe. Potem było już lepiej, szczególnie od turniejów na kortach trawiastych. Zwycięstwo w Singapurze to wynik na miarę Wielkiego Szlema. To trudny turniej, bo występuje tylko osiem zawodniczek, dlatego od początku trzeba grać swój najlepszy tenis - dodała.

Pierwsze miesiące tego roku nie były zbyt udane dla Radwańskiej. - Tenisowo nie odbiegałam wtedy tak strasznie od tego, co pokazałam w Azji, ale nie byłam w stanie przekuć postawy z treningów na mecze i dlatego wyniki były słabsze. Trzeba było konsekwencji i cierpliwości, a ludzie, którzy mi pomagali w trudnych chwilach, siedzą w pierwszym rzędzie (byli to jej trenerzy Wiktorowski i Dawid Celt - przyp. red.) - stwierdziła Agnieszka.

Turnieju w Singapurze Polka też nie rozpoczęła za dobrze. Przegrała dwa pierwsze mecze i dopiero zwycięstwo nad Rumunką Simoną Halep, pozwoliło jej (przy równoczesnym zwycięstwie Marii Szarapowej nad Flavią Pennettą) awansować do półfinału.

- Wydaje mi się, że tie-break z Halep był kluczowy, bo gdybym go nie wygrała, to nie byłoby innych meczów. Takie rzeczy nie zdarzają się często, szczególnie jeśli gra się przeciwko takim zawodniczkom jak Rumunka - powiedziała Radwańska, która przegrywała w tie-breaku pierwszego seta 1-5, by go wygrać 7-5.

W finale krakowianka pokonała Kvitovą. - Po meczu pojawiły się łzy, bo udało się wygrać z tak dobrymi zawodniczkami, wiele rzeczy się na to złożyło - mówiła polska tenisistka.

Co Isia będzie robić w najbliższym czasie? - Trzy tygodnie bez rakiety, a w grudniu gram ligę IPTL (w Indiach - przyp. red.), którą będzie można zobaczyć w telewizji, więc i mnie - mówiła.

A w przyszłym roku? - Priorytetem zawsze jest Wielki Szlem. Kalendarz startów będzie podobny, jak w tym roku, skończyłam sezon w pierwszej dziesiątce, więc dużej zmiany w turniejach nie mogę zrobić, bo wiele z nich jest obowiązkowych - powiedziała Radwańska.

W 2016 roku odbędą się też igrzyska olimpijskie w Rio de Janeiro, a nie można zapomnieć o meczach w Pucharze Federacji.

- Igrzyska to najważniejsza impreza w roku oprócz Wielkich Szlemów, natomiast jeśli chodzi o Puchar Federacji, to wszystko rozstrzygnie się w w grudniu, kiedy będziemy ustalać szczegóły startów, żeby wszystko pogodzić i grać na dobrym poziomie przez cały rok - stwierdziła krakowianka.

Dowiedz się więcej na temat: Agnieszka Radwańska | WTA Finals

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje