Agnieszka Radwańska jedyną Polką w singlowej drabince

Agnieszka Radwańska, rozstawiona z numerem czwartym, pewnie awansowała do drugiej rundy wielkoszlemowego turnieju na trawiastych kortach w Wimbledonie. W jej ślady, również bez straty seta, poszedł Łukasz Kubot. Natomiast młodsza z krakowskich sióstr Urszula odpadła, podobnie jak Katarzyna Piter.

Czwarta obecnie tenisistka w rankingu WTA Tour swój pierwszy mecz w Londynie rozpoczęła już w poniedziałek wieczorem. Jednak deszcz i zmierzch przerwały grę, gdy objęła prowadzenie 4:2 w pierwszym secie z Rumunką Andreeą Mitu.

Reklama

- Wczoraj, jak wychodziłyśmy na kort przed godziną 20, już było bardzo ciemno. Nawet myślałam, że jest już dużo później. Warunki były takie, że jednak wolałam dzisiaj dokończyć ten mecz. Zresztą śmieszne było jak sędzia powiedział, że nie działa challenge (system umożliwiający sprawdzanie czy piłki trafiły w kort - przyp. Interia.pl), bo jest na to za ciemno i się zacina. Ale nie było zbyt ciemno, żebyśmy grały, ciekawe - powiedziała Radwańska.

- Na pewno wczoraj nie grałam najlepiej, bo jakoś nie mogłam złapać swojego rytmu w takich warunkach. Ale dzisiaj było już dużo lepiej, nawet bardzo dobrze chyba. No i dziś  w końcu straciłam tylko jednego gema, a wczoraj dwa, co też o czymś świadczy, prawda? - dodała ze śmiechem.

We wtorek krakowianka zdobyła pierwsze siedem gemów, a w sumie od stanu 2:2 kolejne dziewięć. Potem przy 5:1 wykorzystała pierwszego meczbola. Wznowienie i rozstrzygniecie w jej pojedynku nastąpiło, gdy na innych kortach rywalizowała jeszcze czwórka innych polskich tenisistów: Jerzy Janowicz (nr 15.), Łukasz Kubot, Michał Przysiężny i Katarzyna Piter.

- Szkoda, że taki był plan gier, bo nie wiadomo było właściwie komu kibicować i na który mecz iść. Ale na to nie mamy żadnego wpływu, tutaj rządzi telewizja i taki wyszedł rozkład meczów. W pierwszych rundach jest ich jednak za dużo i nie da się wszystkim dogodzić, niestety. Jak szłam na swój kort, to widziałam, że Łukasz wygrywa, bo przechodziłam obok. Wcześniej, kiedy jadłam obiad, z balkonu restauracji oglądałam mecz Michała z Lleytonem Hewittem, w sumie chyba z półtora seta nawet - powiedziała 25-letnai krakowianka.

W drugiej rundzie Polka spotka się już w środę o godzinie 14.00 w pierwszym meczu na korcie centralnym z Australijką Casey Dellacquą, 36. na świecie, z którą jeszcze nie miała okazji grać.

- Moja siostra Ula niedawno z nią walczyła, wiec ją trochę podpytam pewnie, ale ja jeszcze nie, choć znam ją bardzo dobrze. Na pewno jej lewa ręka będzie utrudnieniem jak zawsze, ale to szczególnie niewygodne jest na trawie. Ona potrafi na niej wykorzystywać inny kąt piłek przy serwisie. W tym roku trawa jest nieco szybsza, niż poprzednio, ale gorszej jakości, bo się szybciej zużywa. Niektóre korty już wyglądają tutaj jakby już był drugi tydzień Wimbledonu, a nie dopiero drugi dzień - powiedziała Radwańska.

- Każda zawodniczka chce wracać tu i grać mecze na korcie centralnym. To szczególne miejsce, dla mnie tym bardziej po finale sprzed dwóch lat. Paula Kania mogła na nim zagrać wczoraj, więc pewnie coś też może powiedzieć na ten temat, choć szkoda, że przeciwko Na Li. Jednak na pewno kort centralny zapamięta na długo - dodała.

Od poniedziałku Radwańska jest jedyną Polką w czołowej setce rankingu WTA Tour, z której wypadły w najnowszym notowaniu jej młodsza siostra Urszula i Piter, która kilka godzin wcześniej przegrała w pierwszej rundzie z Niemką Andreą Petkovic (20.) 1:6, 4:6.

Późnym południem swój udział w pierwszej rundzie zakończyła Urszula, po porażce z Niemką polskiego pochodzenia Angelique Kerber (nr 9.) 2:6, 4:6.

- Przykro mi, kolejna porażka w pierwszej rundzie Wielkiego Szlema, ale tak jest, kiedy się ciągle leczy kontuzje i brak jest ogrania. Po Rolandzie Garrosie właściwie przez dwa tygodnie nie trenowałam, nawet nie mogłam się prawie ruszać przez problemy z nogą, więc kondycyjnie nie byłam tu przygotowana na 100 procent. Do tego Andżelika jest jednak bardzo dobrą zawodniczką - powiedziała młodsza z sióstr Radwańskich.

- Teraz ze zdrowiem u mnie jest już dobrze, nic mi nie dolega, jestem coraz silniejsza, więc patrzę z optymizmem na przyszłość. Niestety spadek w rankingu utrudni mi nieco starty w cyklu WTA, ale być może zacznę od nowa drogę do czołówki grając w mniejszych turniejach ITF. Im więcej będę rozgrywać meczów, tym większe będzie ogranie i pewność siebie, więc powinnam wrócić do czołówki. Mam nadzieję, że dość szybko to nastąpi - dodała.

Z Londynu Tomasz Dobiecki 

Dowiedz się więcej na temat: Agnieszka Radwańska | urszula radwańska | Wimbledon

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje