Reklama

Reklama

Agnieszka Radwańska dołączyła do Sereny Williams i Na Li

Dla Polki miał to być mecz bez historii, a tymczasem Agnieszka Radwańska przegrała z Chorwatką Ajlą Tomljanović 4:6, 4:6 w trzeciej rundzie wielkoszlemowego turnieju na kortach ziemnych im. Rolanda Garrosa. Rozstawiona z numerem trzecim krakowianka dołączyła w ten sposób do Amerykanki Sereny Williams (nr 1.) i Chinki Na Li (2.), które w Paryżu wcześniej odpadły.

Li pożegnała się turniejem już w pierwszej, a Williams w drugiej rundzie. Po odpadnięciu 25-letniej Polki najwyżej notowaną zawodniczką w drabince jest Rumunka Simona Halep (nr 4.). W sobotę w swoim trzecim meczu zagra przeciwko Hiszpance Marii-Teresie Torro-Flor.

Radwańska po raz pierwszy spotkała się z młodszą o cztery lata Chorwatką, która zaskoczyła ją w piątek zabójczo skutecznymi dropszotami. Świetnie się poruszała na korcie i dobrze wytrzymywała dłuższe wymiany. Podejmowała też duże ryzyko celując często w linie i narożniki.

W sumie Chorwatka popełniła 29 niewymuszonych błędów, o siedem więcej od przeciwniczki, a również bilans podwójnych błędów serwisowych był dla niej niekorzystny 6-1 (w asach był remis 3-3). Odnotowała za to 19 wygrywających uderzeń, przy 12 po stronie krakowianki.

Reklama

W pierwszym secie kluczowa okazała się chwilowa dekoncentracja Radwańskiej, która od stanu 1:0, przegrała pięć kolejnych gemów, w tym dwa swoje serwisy. Odzyskała co prawda jednego z dwóch "breaków", ale nie zdołała obronić pierwszego setbola, po 37 minutach gry.

Nieoczekiwanie Polka pozwoliła się znów przełamać na otwarcie drugiej partii. Potem, pod koniec trwającego godzinę i 21 minut spotkania, miała szanse na odrobienie straty. Jednak zmarnowała trzy "break pointy", mogące jej dać wyrównanie na 4:4. Przy stanie 4:5 i 30-40 wyrzuciła na aut piłkę z forhendu przy pierwszym meczbolu.

- Trudno było nie zauważyć, że to turniej niespodzianek i że już w szatni nie ma dwóch najwyżej rozstawionych zawodniczek. Ale wychodząc dziś na kort nie myślałam o rozstawieniu czy o tym, że to ona jest faworytką. Owszem w drabince są 32 nazwiska, przy których są liczby, ale jak widać to o niczym nie świadczy. Owszem czuję respekt do wyżej notowanych przeciwniczek, ale nie mogę się ich bać, bo wtedy wychodzenie przeciwko nim na kort nie miałoby sensu - powiedziała po meczu Tomljanović.

21-letnia Chorwatka po raz czwarty występuje w Wielkim Szlemie. W swoim debiucie, w ubiegłorocznym Wimbledonie, przegrała pierwszy pojedynek. Potem we wrześniu odpadła w drugiej rundzie US Open, podobnie w styczniu w Australian Open.

- Czy to historia jak z Kopciuszka? Cóż, możecie to tak nazywać, jeśli chcecie. Słyszałam to już wiele razy. Ciekawe czy tak samo powiecie, jeśli uda mi się dojść do ćwierćfinału, albo przynajmniej czwartej rundy. Dzisiaj byłam przygotowana na jeden z najcięższych meczów w karierze, ale tak nie było. Ona jest jedną z najlepszych tenisistek na świecie. Może to nie był jej dzień - powiedziała na konferencji prasowej Tomljanović, która od dawna trenuje w USA.

- Pochodzę z Chorwacji i tam mieszkałam przez pierwsze 13 lat życia. Ale wtedy wyjechałam na kilka tygodni do Stanów Zjednoczonych. Byłam krótko w Bradeton, ale i w akademii tenisowej Chris Evert. Poczułam się tam jak w domu i potem postanowiłam, że chcę zostać i tam trenować. Myślę, że to dla mnie wymarzone miejsce - dodała.

Los Radwańskiej podzieliła w piątek Słowaczka Dominika Cibulkova (nr 9.), która przegrała z Australijką Samanthą Stosur (19.) również 4:6, 4:6.

Po południu o awans do 1/8 finału będzie walczył jeszcze Jerzy Janowicz (nr 22.). W trzecim pojedynku na drugim co do wielkości korcie im. Suzanne Lenglen spotka się z Francuzem Jo-Wilfriedem Tsongą (13.). Mecz ten pokaże Eurosport.

Z Paryża Tomasz Dobiecki

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL