Reklama

Reklama

Agnieszka Radwańska była już blisko szczytu

Agnieszka Radwańska zakończyła sezon na czwartym miejscu w rankingu WTA. To jej najlepsza pozycja na koniec roku w karierze. Przez ostatnie dwa lata polska tenisistka stała się zawodniczką ścisłej czołówki. Co Isia musi zrobić, aby się w niej utrzymać?

Robert Radwański, który od dziecka prowadził swoją córkę, już kilka lat temu mówił, że celem jego podopiecznej jest pozycja numeru jeden. Wtedy przyjmowano te słowa, jako trochę na wyrost, ale w tym roku niewiele brakowało, aby stało się to faktem. Wystarczyło wygrać tylko jeden mecz więcej. Cóż z tego, że z Sereną Williams i w finale Wimbledonu...

Reklama

2012 to na pewno najlepszy rok w karierze Agnieszki Radwańskiej. Szczególnie udana była jego pierwsza połowa, kiedy krakowianka wygrała trzy turnieje, w tym w Miami (impreza, która rangą ustępuje tylko Wielkim Szlemom), gdzie w decydującym spotkaniu pokonała Rosjankę Marię Szarapową.

Spełnione marzenie

Kulminacją jej dobrych występów był finał Wimbledonu. 23-letnia Polka po raz pierwszy zagrała w takiej fazie wielkoszlemowego turnieju, wcześniej dochodziła zaledwie do ćwierćfinału. W finale Agnieszka miała nie mieć szans w starciu z Sereną Williams, ale postraszyła Amerykankę, której "urwała" jednego seta.

W tym momencie była drugą rakietą świata, ale to na razie musi jej wystarczyć. Potem przyszedł słaby występ na igrzyskach olimpijskich zakończony "aferą" (jeśli użyć określenia często używanego przez media), kiedy zawodniczka miała powiedzieć, że nic wielkiego się nie stało. Tłumaczyła się, że jej wypowiedzi wyrwano z kontekstu, ale kibice i sportowcy innych dyscyplin byli oburzeni, szczególnie że krakowianka była przecież chorążą reprezentacji Polski w Londynie. - Agnieszka zrobiła wielki wynik, doszła do finału Wielkiego Szlema, zrealizowała jedno z marzeń, ale następnego dnia trzeba było zejść na ziemię. Trochę tego nie udźwignęła  - powiedział w jednym z wywiadów Tomasz Wiktorowski, który z Radwańską współpracuje od zeszłego roku, a od września stał się jej oficjalnym trenerem. W rodzinnym Krakowie Isia wciąż jednak ćwiczy z tatą Robertem.

W końcówce roku Radwańska, która broniła tytułów w Tokio i Pekinie, dotarła jeszcze do finału w stolicy Japonii, gdzie przegrała z Nadieżdą Pietrową, a w sobotę znowu musiała uznać wyższość Sereny Williams, tym razem w półfinale mistrzostw WTA rozgrywanych w Stambule.

Polka już po raz czwarty wystąpiła w tej imprezie, gdzie grają najlepsze tenisistki sezonu, a po raz drugi była jej pełnoprawną uczestniczką. Zrealizowała też plan minimum, gdyż wyszła z grupy.

Ponieważ krakowianka była już blisko szczytu, to przyszły rok zapowiada się bardzo interesująco. Co trzeba zrobić, aby wykonać ten jeden krok do przodu?

Pójść w górę

Wydaje się, że Radwańska rozwija swoją karierę harmonijnie. Nie jest w stanie przekroczyć fizycznych ograniczeń (jest przecież mniejsza i lżejsza od większości konkurentek), ale potrafi na korcie wykorzystać swoje atuty: technikę, spryt, zmianę tempa rozgrywania akcji. Do tego doszło lepsze przygotowanie fizyczne, co w dużej mierze jest zasługą Wacława Mirka, trenera przygotowania fizycznego krakowskiej AWF, z którym siostry, bo i Urszula, współpracują od kilku lat. W mistrzostwach WTA Agnieszka wygrywając z Sarą Errani po 3 godzinach i 29 minutach, ustanowiła rekord w długości gry tej imprezy.

Następnego dnia był już półfinał z Sereną, w którym nasza zawodniczka wywalczyła zaledwie trzy gemy. - Moje serce bardzo chciało walczyć, ale niestety nogi nie bardzo mnie słuchały - mówiła potem Isia. - Muszę przyznać, że tak źle jak dzisiaj to się jeszcze nie czułam na korcie, tak solidnie dostałam w kość w dwóch poprzednich meczach - dodała.


I dlatego kondycję 23-letnia krakowianka musi dalej rozwijać, bo innej drogi po prostu nie ma. Radwańska musi regularnością, małą liczbą błędów własnych, niwelować przewagę mocno uderzających z głębi kortu rywalek. To przynosi już efekty, ale wciąż pozostają tenisistki, które są poza zasięgiem. To przede wszystkim Serena Williams (bilans 0-4), Białorusinka Wiktoria Azarenka (3-11) czy Maria Szarapowa (2-8), ale ostatnie mecze z Rosjanką dowodzą, że można z nią powalczyć.

Agnieszka poprawiła już pierwsze podanie i jak ono "siedzi" to potrafi nawet zdobywać punkty serwisem. Największe problemy pojawiają się, gdy trzeba użyć drugiego podania. Tutaj jeszcze tkwią rezerwy, bo inaczej krakowianka będzie się tylko przyglądać, jak piłki ją mijają po returnach rywalek.

Polka zmuszona do grania z przeciwniczkami prezentującymi siłowy tenis z głębi kortu, przystosowała się do ich stylu i potrafi już wykorzystywać ich mocne zagrania, by zdobywać punkty. Kłopoty sprawiają jej za to rywalki prezentujące zbliżony styl. Najlepszym przykładem jest Petra Cetkovska, Czeszka która najwyżej w karierze była na 25. miejscu w rankingu WTA, ale z czterech meczów z Radwańską wygrała wszystkie.

- To był długi i wyczerpujący sezon, w którym zagrałam dużo meczów i dużo turniejów, o wiele więcej, niż we wcześniejszych latach (78 spotkań, najwięcej z czołówki - przyp. red). Jednak nie mogę narzekać, bo jeszcze nigdy nie zakończyłam roku na czwartej pozycji w rankingu, a w lecie byłam przecież numerem dwa na świecie - stwierdziła Radwańska.

78 meczów (59 zwycięstw - 19 porażek)

trzy wygrane turnieje (Dubaj, Miami, Bruksela)

dwa razy w finale (Wimbledon, Tokio)

półfinał mistrzostw WTA

czwarte miejsce na koniec sezonu w rankingu WTA

zarobki: 3 851 542 dolary

Dowiedz się więcej na temat: WTA | Agnieszka Radwańska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama