Żużlowa GP Europy: Lepiej być nie mogło

Na początku było nudno. Kto wygrywał start, po czterech okrążeniach jako pierwszy mijał linię mety. Kto przegrywał, przyjeżdżał ostatni. Tak działo się aż do ósmego biegu, a Polacy w pierwszej serii zawodów nie startowali spod taśmy najlepiej...

Wyjątek stanowił Krzysztof Kasprzak, na którego najmniej liczono w Grand Prix Europy. Jeździec Unii Leszno był po dwóch seriach zawodów najlepszym z "biało-czerwonych", dwukrotnie kończąc wyścig na drugim miejscu.

Reklama

Nastroje poprawił nieznacznie Jarosław Hampel, który w 5. biegu pokonał właśnie Kasprzaka oraz Adamsa i Jonssona. Problemy miał Tomasz Gollob. Drugi po Bońku najbardziej znany Bygoszczanin z trudem w dwóch startach uściułał dwa punkty. Jeszcze słabiej prezentował się Piotr Protasiewicz. "Pepe" miał na swoim koncie tylko "oczko".

Smutne miny polskich kibiców koncentrowały się więc na zabawie jaką na głównej trybunie urządziła sobie wesoła grupa szwedzkich fanów speedwaya, często podrywająca do tańca urocze Polki.

Stadion ożył sportowymi emocjami dopiero w 9. wyścigu, w którym Leigh Adams, znakomitymi atakami po zewnętrznej części toru, wyprzedził brytyjski duet Richardson - Nicholls.

Dwa biegi później Hampel w bezpośrednim wyścigu był szybszy od Tomasza Golloba i nasz medalista mistrzostw świata był w tarapatach. Lider tarnowskich "Jaskółek" nie dał jednak plamy i w dwóch kolejnych biegach przywiózł 5 punktów, gwarantujące mu udział w półfinale.

Optymizmem napawał zwłaszcza 17. wyścig zawodów, w którym to Gollob zdecydowanie pokonał nieźle spisujących się tego dnia Adamsa, Zagara oraz Iversena. Miejsce w najlepszej "ósemce" zapewnił sobie także pupil wrocławskich kibiców - Jarosław Hampel. Popularny "Mały" z 9 "oczkami" był nawet czwarty w klasyfikacji turnieju głównego. Do czołowej trójki zawodów Polacy tracili jednak sporo. Nicki Pedersen, Jason Crump i Greg Hancock wygrywali bowiem z rywalami z budzącą respekt sporą przewagą. Ich maszyny idealnie wpasowały się w nawierzchnie toru na Stadionie Olimpijskim.

Szansę na udział w półfinale miał także niedoceniany Kasprzak, ale w 19. wyścigu musiał uznać wyższość Nicki Pedersena oraz Scotta Nichollsa. Anglik wykorzystał błąd młodego Polaka, który pozwolił się mu wyprzedzić atakiem przy krawężniku. O ile jednak do postawy Kasprzaka pretensji mieć nie można, tyleż dyspozycja Protasiewicza budzi obawy. "Pepe", podobnie jak w Krsku, zwyczajnie rozczarował i jeśli szybko nie wyciągnie z tego wniosków, w kolejnej edycji GP raczej go nie zobaczymy...

W pierwszym półfinale Hampel, dzięki świetnej akcji przy krawężniku, znów był lepszy od Golloba, który chyba niepotrzebnie skupił się na ostrej walce na łokcie z Nicki Pedersenem. Efekt tego był taki, że swojej szansy nie zmarnował Matej Zagar i Słoweniec nieoczekiwanie pokazał plecy wyżej notowanym rywalom.

W drugim półfinale fantastyczną walkę stoczyli ze sobą Hancock z Crumpem. Amerykanin po raz drugi w tym dniu pokonał Australijczyka, ale obaj nie dali szans pozostałej dwójce (Adams, Nicholls) i wicemistrz świata miał trzecią okazję, by zrewanżować się skutecznie ścigającemu się kowbojowi.

Uparty Crump dopiął wreszcie swego, w najważniejszym finałowym starciu. Australijczyk przegrał z Hanockiem start, ale efektownym atakiem po zewnętrznej na drugim okrążeniu potwierdził, że w tym sezonie interesuje go tylko kolejny złoty medal. I jego sportowa determinacja w tym celu musi budzić szacunek.

Hampel trochę "zaspał" na starcie i ostatecznie nie udało mu się doścignąć zawzięcie pilnującego trzeciej pozycji Mateja Zagara. Lekki niedosyt fanów osłodziła widowiskowa dekoracja najlepszej trójki i fantastyczny pokaz sztucznych ogni. Polaka na podium nie było, ale w tym dniu lepiej być nie mogło.

Rafał Dybiński, Wrocław

Zobacz GALERIĘ ZDJĘĆ z Grand Prix Europy

Dowiedz się więcej na temat: Działo się | 'Działo się' | start | GP europy

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama