W Unibaksie nie ma gwiazd

Robert Kościecha to największy pechowiec tegorocznego sezonu. Zawodnik Unibaksu Toruń aż trzy razy doznawał kontuzji w ostatnich miesiącach. Urazy nie pozwalają mu wspierać kolegów w walce o tytuł drużynowych mistrzów Polski.

Finałowe potyczki Kościecha obserwuje z parku maszyn. Po meczu przegranym przez "Anioły" w Lesznie 41-49 poprosiliśmy go o podzielenie się swoimi spostrzeżeniami i podsumowanie zakończonego już dla niego sezonu.

Reklama

- Jak postępuje leczenie ostatnich urazów? Czy powoli wracasz już do zdrowia?

- Ten rok jest już dla mnie zamknięty od sześciu tygodni po ostatniej kontuzji. Nie jest na razie najlepiej, bo jakby tak było, to wystąpiłbym w finale. Za 2-3 tygodnie czekają mnie pierwsze operacje wyciągnięcia blach, które założono po pierwszej i drugiej kontuzji. Te, które pojawiły się po trzeciej, chyba zostaną do końca życia. Tak mi się przynajmniej wydaje, ale jak to dokładnie będzie, to zobaczymy.

- Obserwowałeś walkę kolegów z Unibaksu z parkingu. Jak oceniasz widowisko na leszczyńskim stadionie?

- Niestety oglądałem ten mecz z parkingu i to jest dla mnie bardzo przykre. Jednakże taki właśnie jest sport. Zdarzają się lata lepsze i gorsze. Należy cieszyć się z tego, że zdarzają się tak wspaniałe widowiska. Zawodnicy jechali fair play, a kibice zgotowali super doping. Oby tak samo było w Toruniu, a myślę, że tak właśnie będzie.

- Trybuny wypełnione po brzegi i fantastyczna oprawa. Takich spektakli, jak finał w Lesznie, chcielibyśmy mieć jak najwięcej, prawda?

- Cieszę się, że takie widowiska są. Dla tych tysięcy osób na trybunach przecież się właśnie jeździ. Spotkanie było cudowne. Jak ktoś nie był jeszcze na żużlu i teraz miał okazję coś takiego obejrzeć, to zakochał się w speedwayu.

- "Anioły" uległy ośmioma punktami. Uważasz, że na własnym obiekcie koledzy zdołają odrobić straty?

- To nie jest duży dystans. Na pewno koledzy zrobią wszystko, by sięgnąć po tytuł. W Toruniu zapowiada się równie fantastyczne widowisko.

- Jak sam powiedziałeś w najbliższym czasie czeka cię dość długa rehabilitacja. Czy w związku z tym przygotowania do kolejnego sezonu będą opóźnione?

- Do końca listopada będę przechodził ciężką rehabilitację, a od pierwszego grudnia przygotowania do nowych rozgrywek. Wtedy będę już myślał o ruszeniu w nowy sezon.

- Ten rok trudny jest do podsumowania. Z jednej strony zdarzyły ci się aż trzy kontuzje, ale z drugiej, gdy już mogłeś startować, to prezentowałeś się naprawdę dobrze.

- Gdybym cały ten sezon jeździł, to na pewno byłby to bardzo dobry rok dla mnie. Pokazywałem, ze zarówno przed kontuzjami, jak i po nich jeżdżę dobrze. Urazy przeszkodziły mi w tym, ale taki jest sport i nic tu nie zmienimy. Należy się cieszyć, że to tylko ręka i noga i będę mógł jeździć dalej. Dzięki sponsorom i klubowi spokojnie mogę przeprowadzać rehabilitację i nie myśleć o problemach tylko jak najszybszym powrocie do zdrowia.

- Unibax przed sezonem borykał się z problemami. W trakcie rozgrywek stał się jednak najskuteczniejszą ekipą, by wygrał rundę zasadniczą. W czy tkwi tajemnica twojego zespołu?

- Nie ma gwiazd w drużynie. Są zawodnicy z Torunia, wychowankowie. Kibice przychodzą oglądać swoich zawodników, których mogą spotkać w mieście na co dzień. To robi dobrą atmosferę, bo każdy jedzie dla swojego zespołu. Jeździłem w różnych klubach i nie powiem, by było mi tam źle. Czułem się w nich naprawdę bardzo dobrze i wyciągnąłem wiele wniosków. Wiadomo jednak, że dla swojego zespołu, swojego miasta, swojej drużyny inaczej się jeździ.

Rozmawiał: Konrad Chudziński

Dowiedz się więcej na temat: 'Gwiazdy' | urazy

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje