Regulamin na trzy lata

Rozmowa z Jackiem Ziółkowskim, kierownikiem Marmy Polski Folie-Rzeszów.

Odpowiada pan w klubie za sferę sportową, a więc jako fachowca w tej dziedzinie proszę o komentarz nt. nowych zmian w regulaminie. Zacznijmy od braku rezerwowego. W kontekście posiadania szerokiej ławki; dla Rzeszowa to złe rozwiązanie.

Reklama

- Pan uważa, że szeroka ławka jest dobra dla klubu? Tych wszystkich ludzi trzeba utrzymać.

Jeśli zawodnik nie nauczy się jeździć będąc młodzieżowcem, to niewielka szansa, że nastąpi poprawa w przyszłości.

To aspekt czysto finansowy, od sportowej wyraźny minus - ubywają miejsca dla zawodników, często polskich na tej pozycji. A przecież tyle mówi się o zabieraniu miejsc przez obcokrajowców, a tu jeszcze brak rezerwy.

- Niech jeżdżą lepsi. A jaki interes ma polski żużel z tego, że mamy 200 zawodników, a na dobrym poziome jeździ zaledwie kilku?

Czyli nie ilość, a jakość?

- Oczywiście. Od 10 lat w finałach mistrzostw świata juniorów wprowadzamy po kilku zawodników, a na arenie Grand Prix ciągle jeden Gollob. W końcu Hampel zaczął nieźle jechać. Proszę mi wymienić cztery polskie nazwiska, które liczą się na międzynarodowej arenie.

Gollob, Hampel...

- Powiedziałem czterech. Nie ma. Prawda jest okrutna. Jedynie Hampel próbuje z niezłym skutkiem. Nie pamiętam nazwisk, ale zagraniczni żużlowcy, którzy 5-6 lat temu plasowali się daleko za Polakami, teraz stoją wyżej w żużlowej hierarchii.

Żeby daleko nie szukać - Nicki Pedersen, to najlepszy przykład. W porównaniu z Dobruckim... w ogóle nie było porównania. Dobrucki był gwiazdą, Nicki plątał się w ogonie. Pracuje pan w klubie, zajmował kilka różnych stanowisk, obserwuje pan żużel z bliska. Dlaczego tak się dzieje?

- Obawiam się, że jest to kwestia naszej mentalności. Nie tylko w wymiarze sportowym, ale ogólnie narodowym. Kiedyś był taki piłkarz, Mirek Okoński z Lecha Poznań. Został wybrany najlepszym zawodnikiem rundy jesiennej w niemieckiej Bundeslidze, a na wiosnę siedział na ławie. Zapomniał jak się gra w piłkę? Nie. Osiągnął pewien pułap i było fajnie. Żużlowcy postępują podobnie. Niech pan spyta 90% naszych zawodników: co robią w zimie, gdzie pracują i z czego żyją.

No więc...

- Są żużlowcami. Niech pan spyta zagranicznych zawodników, czy żyją wyłącznie z żużla. Tak nie jest. Zwyczajnie po sezonie idą do pracy, bo trzeba z czegoś żyć.

Hartują ich trudne warunki?

- Dokładnie tak. W Danii czy Szwecji z szerokiego grona juniorów wybije się dwóch-trzech, którzy zostaną profesjonalistami. Reszta pracuje albo kończy zabawę w żużel. Ale tych kilku prezentuje wówczas najwyższy poziom i umiejętności. Lepiej żeby było kilku, ale dobrych, zamiast tabun przeciętniactwa.

To jest ciekawe, bo nasi żużlowcy żyją w lepszym dobrobycie niż przykładowo zawodnicy z Danii. A ogólnie stopa życiowa jest zupełnie odwrotna.

- Są rozleniwieni poprzez cieplarniane warunki. Kończy się wiek juniora i zaczyna się bieda. A trudne warunki by ich zahartowały. Wiele lat temu Stal Gorzów miała pewnego młodzieżowca. Kręcił świetne wyniki, a biegu juniorów wtedy nie było. Nazywał się Zenon Plech. A wie pan, jaką miał konkurencję w drużynie?

Jancarza, Dziatkowiaka, Pogorzelskeigo, Padewskiego, no i rówieśników: Nowaka, Rembasa czy Woźniaka.

- Zgadza się, nie było łatwo, ale dał radę. Okazało się, że był całkiem dobrym zawodnikiem.

Podobnie jak wspomniany Hampel. Gdy był jeszcze juniorem odgrywał rolę lidera.

- Prowadzimy za rączkę średniaków, a później się dziwimy, że stoją w miejscu. Gdyby jeden się nie rozwinął, można powiedzieć - indywidualny błąd, ale w tym przypadku mamy do czynienia z pomyłką w systemie.

A w sferze ambicji, nie brakuje naszym sportowej motywacji?

- Zbyszek Boniek mógł dominować na naszych boiskach przez wiele długich lat. Wybrał jednak ciężki kawałek chleba we Włoszech, gdzie nie był już wybijającą się gwiazdą tylko jedną z wielu. Zadecydował tak, ponieważ jemu było mało, chciał czegoś więcej. Wracając do żużla; często nasi juniorzy narzekają na brak sprzętu itd., ale gdyby zaopatrzyć ich w te wszystkie środki, którymi dysponują najlepsi, ale obarczyć ich również tą samą odpowiedzialnością i wyrzeczeniami, odmówiliby i woleliby zostać w swoim szeregu, czyli mecz co niedziela, kilka punktów na koncie i ok.

Z kolejnych zmian - co prawda w dalszym ciągu mamy dwóch juniorów, ale jeden z nich musi legitymować się licencją PZM.

- Z tym się zgadzam.

Kibice czują podstęp, że klub desygnuje na egzamin obcokrajowca. Posiadanie licencji nie jest tożsame z posiadaniem obywatelstwa.

- Staram się myśleć pozytywnie i wykluczam takie kombinacje.

A obcokrajowcy; dalej jest ich nieograniczona ilość.

- A Szwecji bądź Anglii jest inaczej?

W Szwecji jest baza i zaplecze dla młodzieży. Tego w Polsce nie mamy. Gdzie ich mamy wychowywać?

- W Polsce też są rozgrywki młodzieżowe.

Czyli nie ma powodów do obaw?

- Nie.

A przynajmniej spadły koszta utrzymania i obcokrajowcy są tańsi?

- Czołówka jest droga, ale tańsi są średniacy.

W ogólnym podsumowaniu: taniej zmontować skład krajowy czy zagraniczny?

- Drugi wariant. Poza tym łatwiej się dogadać, mniej z nimi problemów.

Wprowadzono limit wydatków - wiem, że myśli pan pozytywnie - ale nie lepiej wprowadzić ograniczenia za pomocą KSM? Limit wydatków można łatwo obejść dając pieniądze "na lewo" pod stołem.

- KSM jest bardziej rozsądniejszy. Sprawa byłaby klarowna. Ogólnie życzyłbym sobie mniej zmian w martwym sezonie. Co roku rewolucja, to nie jest dobre zjawisko. Trudno zbudować nową drużynę, gdy nie wiadomo, co będzie w przyszłym roku. Niech powstanie regulamin i postanowienie, że będzie obowiązywał - przykładowo - przez trzy kolejne lata.

Żużlowa prasa wiele miejsca poświęca na krytykę gremium sędziowskiego. Pan jako były sędzia zauważa kryzys w poziomie sędziowania?

- Błędów nie popełnia ten, kto nic nie robi. Każdy się myli. Dla mnie najistotniejsze jest, aby w moim przekonaniu błąd wyniknął z perspektywy oceny tego, co widział arbiter, a nie ze złej woli. To samo zdarzenie widzimy w zupełnie inny sposób. Podam przykład. Mecz w Grudziądzu 2004 r. W decydującym biegu o losach meczu upadł Darek Śledź. Akurat stałem w idealnym miejscu do oceny sytuacji (na przeciwległej prostej doszło do kontaktu Śledzia z Knappem. Upadł rzeszowianin. Sędzia wykluczył go za przerwanie wyścigu ? dop. autor.) Wedle mojej oceny sędzia się pomylił, ale nie miałem do niego żadnych pretensji, bo z jego perspektywy i tego, co widział, podjął słuszną decyzję.

Rozmawiał Grzegorz Drozd

Dowiedz się więcej na temat: żużel | sędzia | regulamin

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje