Prezes ZKŻ: Sport łączy, nie dzieli

Starty w polskiej Ekstralidze z pozycji beniaminka nigdy nie należały do łatwych. Najwyższa klasa rozgrywkowa stawia bowiem znacznie większe wymagania niż I liga i w związku z tym drużyny, które awansują do grona ośmiu najlepszych ekip w Polsce, przynajmniej w pierwszym roku, przeżywają spore trudności.

Nie inaczej dzieje się z zespołem ZKŻ Zielona Góra.

Reklama

Zielonogórzanie długo nie mogli przełamać niemocy i sięgnąć po pierwsze ligowe punkty. Odrodzenie nastąpiło w trakcie potyczki z Atlasem Wrocław. Zwycięstwo dodało skrzydeł beniaminkowi, który zaczął coraz lepiej poczynać sobie na ekstraligowych torach.

O ocenę dotychczasowych meczów ZKŻ-u Zielona Góra poprosiliśmy Roberta Dowhana.

Drużynie z Zielonej Góry w pierwszych tegorocznych meczach nie udało się sięgnąć po punkty. Spotkanie z Wrocławiem stanowiło przełamanie i wydaje się, że jest coraz lepiej?

Żałuję tego pierwszego meczu z Bydgoszczą, kiedy przegraliśmy. Uciekły nam 2 punkty i możemy za to odpokutować. Patrząc jednak na rosnącą formę naszych zawodników, na to, że idzie coraz lepiej, myślę, że powinniśmy być bardziej optymistycznie nastawieni do tych rozgrywek.

Czy któryś z zawodników pana klubu zasłużył na szczególne wyróżnienie?

Ciężko wyróżnić zawodników, bo jadą na dość dobrym poziomie. Na pewno Piotr Protasiewicz, Grzegorz Walasek, który pojechał świetnie m.in. z mistrzami Polski oraz nasi jeźdźcy zagraniczni - Iversen i Lindgren to ta czwórka, do której gdyby dołożyć choć jednego zawodnika o podobnych predyspozycjach tworzyłaby dużą siłę.

Analizując ostatnie występy zielonogórzan można wnioskować, że wszystko idzie ku lepszemu i nawiążecie w dalszej fazie rozgrywek równorzędną walkę?

Chciałbym tego bardzo.

Utrzymuje pan dobre stosunki z klubem, który geograficznie położony jest blisko Zielonej Góry - Unią Leszno. Uczestniczył pan w prezentacji "Byków" przed sezonem, nie brakowało pana również w trakcie niedawnego spotkania w Lesznie między Unią i ZKŻ...

Mam w Lesznie dużo przyjaciół, znam bardzo dobrze prezesa klubu oraz lokalnych sponsorów. Nie ma mowy o żadnych antagonizmach. To co czasem dzieje się na trybunach przez nieliczne grupy kibiców z jednej i drugiej strony, to zjawisko, które czasem niestety musimy obserwować. Jeżeli jednak chodzi o nas, to chcemy stworzyć bardzo dobre warunki dla fanów, a na torze zapewnić prawdziwą walkę. Taki jest cel organizatorów. Pojawiamy się czasem wspólnie z prezesem Dworakowskim, by wymienić się doświadczeniami i pokazać, że trzeba współpracować, a sport łączy, a nie dzieli.

Nad klubem ciąży kara w zawieszeniu za zachowanie fanów podczas spotkania z Polonią Bydgoszcz. Czy nie boi się pan, że ekscesy mogą się powtórzyć i trzeba będzie za to odpowiedzieć?

Nie boję się tego. Nie może być tak, że za zachowanie paru osób odpowiadają wszyscy. Żyjemy w państwie prawa i funkcjonują odpowiednie przepisy, paragrafy, by walczyć z takimi zachowaniami. Oby kibice rywalizowali przez transparenty, robienie opraw w trakcie zawodów. Przeżyliśmy w czasie meczu z Bydgoszczą incydenty spowodowane przez parę osób i przez to kilka tygodni trwała gehenna, w trakcie której musieliśmy się tłumaczyć, robić wszystko, by nie zamknięto nam stadionu. Niech kibice rywalizują okrzykami i dopingiem, bo wtedy spektakl jest przepiękny.

Rozmawiał: Konrad Chudziński

Dowiedz się więcej na temat: Zielona Góra | sport

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje