Podbudowany Protasiewicz

- Nie jestem w ogonie stawki. Najważniejsze, że jest finał. System GP nie daje zbyt wiele szans. Po dwóch wyścigach można przecież skończyć turniej - powiedział po GP Europy Piotr Protasiewicz.

Popularny "Pepe" na Stadionie Olimpijskim wywalczył awans do finału i choć w najważniejszym wyścigu przyjechał na końcu stawki (na ostatnich metrach wyprzedził go Rickardsson), był bardzo zadowolony z uzyskanego wyniku.

Reklama

- Podbudowałem własne ego. Jeśli uda mi się w kolejnych turniejach, w których pojadę z większym luzem, utrzymać formę, to może być z każdym razem tylko lepiej - stwierdził Protasiewicz, który wyjaśnił również powody swojego niepowodzenia w finale GP Europy.

- Zachowałem się zbyt łapczywie na starcie. Za bardzo podniosłem przednie koło i straciłem prędkość. Na dodatek na ostatnim okrążeniu popełniłem drobny błąd i Rickardsson perfekcyjnie to wykorzystał - tłumaczył się żużlowiec Apatora, dla którego nie było zaskoczeniem zwycięstwo Bjorne Petersena.

- W GP jeżdżą tylko najlepsi, stawka jest tak wyrównana, że sukcesu Bjarne nie można uznać za niespodziankę.

Zobacz galerię z GP Europy we Wrocławiu

Rafał Dybiński, Wrocław

Dowiedz się więcej na temat: stawki | GP europy

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje