Niespełnione nadzieje "Żurawi"

Szósta pozycja Stali Rzeszów w walce o DMP 2006 roku z pewnością nie jest satysfakcjonująca dla tegorocznego beniaminka Ekstraligi.

"Żurawie" co prawda bez większych problemów zdołały utrzymać się w najwyższej klasie rozgrywkowej, unikając nawet baraży, jednak ich aspiracje były znacznie większe. Po pozyskaniu w czasie zimy Nicki Pedersena, Rune Holty i Tomasza Chrzanowskiego ekipa z Rzeszowa liczyła na skuteczną walkę o pierwszą czwórkę. Nic jednak z tych zamierzeń nie wyszło.

Reklama

"Żurawie" ekstraligowy lot rozpoczęły niezwykle obiecująco, pokonując przed własną publicznością Włókniarza Częstochowa. Choć zwycięstwo było minimalne - 47:43 - to jednak wygrana już w pierwszym pojedynku dodawała wiary w siebie beniaminkowi. Po wyjazdowej porażce w Tarnowie przyszedł czas na kolejny sukces u siebie - triumf nad RKM Rybnik aż 59:31. Na tym jednakże dobra passa rzeszowian się zakończyła.

Pod nieobecność lidera drużyny - Nicki Pedersena - "Żurawie" poniosły druzgocące klęki w Toruniu 59:31 i Lesznie 57:33. Na domiar złego po powrocie Duńczyka, mimo jego wsparcia, dwa oczka z Rzeszowa wywiózł Atlas Wrocław, wygrywając dzięki imponującej końcówce 46:44. Po przegranej w kolejnej rundzie w Bydgoszczy sytuacja Stali była naprawdę zła.

Po czterech porażkach z rzędu "Żurawie" na rozpoczęcie rundy rewanżowej pokonały na własnym torze Polonię Bydgoszcz 47:42. Potem bardzo dobrze zaprezentowały się we Wrocławiu, gdzie długo stawiały silny opór Atlasowi, przegrywając ostatecznie zaledwie sześcioma punktami. Najtrudniejszym sprawdzianem dla zespołu z Rzeszowa stał się jednak mecz z Unią Leszno, która przyjechała na wyjazdowe spotkanie w pełni zmobilizowana. Po pasjonującym pojedynku lepsi okazali się gospodarze, odnosząc skromne zwycięstwo 46:44. Następnie przyszły jeszcze sukcesy w meczach z Apatorem, Rybnikiem i Tarnowem. Dużo kontrowersji wzbudziła właśnie konfrontacja z "Jaskółkami". Przyjezdni długo narzekali na stan nawierzchni przygotowanej przez rzeszowian. Mimo to pojedynek rozpoczął się i szybko stało się jasnym, kto wyjdzie z niego zwycięsko. Tomasz Gollob i Janusz Kołodziej wycofali się po dwóch startach, a Stal nie miała najmniejszych problemów z pokonaniem pozostałych tarnowian. W ten sposób beniaminek odniósł spektakularną wygraną 71:18.

Walkę o utrzymanie w Ekstralidze Stal rozpoczęła od wysokiego, bo aż 62:27, pokonania Apatora Toruń. W ten sposób podopieczni Janusza Stachyry już pierwszym pojedynkiem właściwie uratowali się od baraży. W dalszej części rzeszowianie odnieśli dwa zwycięstwa nad Rybnikiem oraz u siebie nad Unią Leszno. Przegrali zaś wyjazdy zarówno z "Bykami", jak i "Aniołami".

Niezawodny Pedersen

Zdecydowanym liderem Stali Rzeszów był Nicki Pedersen. Duńczyk stanowił najsilniejszy element drużyny i to on był jej siłą napędową. Był to dla niego jeden z najlepszych sezonów w polskiej lidze - uzyskał średnią 2,54 pkt w wyścigu i aż 13,5 punktów na mecz. Lepszy był tylko Jason Crump.

Startując w 16 meczach były mistrz świata tylko raz zdobył mniej niż 10 oczek - w potyczce z Polonią Bydgoszcz przed własną publicznością Duńczyk wywalczył 8 punktów. We wszystkich pozostałych spotkaniach jego dorobek był znacznie większy. Najbardziej imponującym osiągnięciem zawodnika było zdobycie trzy razy z rzędu kompletu oczek. W konfrontacjach kolejno z Apatorem Toruń, RKM Rybnik i Unią Tarnów żużlowiec z Danii zapisał na swoim koncie po 15 punktów.

"Nicki w tym roku naprawdę dobrze jeździł w Polsce. Zazwyczaj potrzebował jednego, a najwyżej dwóch wyścigów, by się dopasować. Potem był już nie do przejścia. Było tak przede wszystkim dlatego, że Duńczyk niezwykle szybko wyciągał wnioski" - podsumował występy Pedersena Janusz Stachyra.

O jego wkładzie w dorobek zespołu rzeszowianie przekonali się, gdy Pedersena zabrakło na skutek kontuzji w Toruniu i Lesznie. Bez lidera "Żurawie" właściwie nie istniały i nie potrafiły nawiązać walki z przeciwnikami. Oba pojedynki przegrały niezwykle wysoko, pozbawiając się szans na bonusy.

Konfliktowy Holta

Znacznie gorzej wypada ocena drugiego z obcokrajowców (takiego sformułowania powinno się mimo wszystko w tym przypadku używać) Stali - Rune Holty. Norweg delikatnie mówiąc nie błyszczał w pierwszych występach, przeplatając dobre mecze słabymi. W Tarnowie i Toruniu uzbierał zaledwie 5 punktów, a w Lesznie 8. Potem było już lepiej i regularnie punktował na poziomie 10-12 oczek. Jednak w decydujących momentach - gdy zabrakło Pedersena - nie potrafił wziąć na siebie ciężaru walki i prowadzić ekipy do zwycięstw.

Dodatkowo doszło do konfliktu między Norwegiem a zarządem Stali. Zawodnik nie chciał zgodzić się na obniżenie zarobków, które było naturalną konsekwencją braku awansu do pierwszej czwórki rozgrywek. Holta nie umiał się z tym pogodzić i w efekcie nie pojawił się już w składzie zespołu. Nie wywołało to jednak rozpaczy trenera, który podsumował występy Norwega:

"Holta nie prezentował się w meczach za dobrze. Wystawiałem go zwykle tak, że w wyścigu stawał przeciwko obcokrajowcowi z przeciwnej drużyny i młodzieżowcowi. Zdobywał wówczas 2 oczka, przyjeżdżając na linię mety za stranieri. Zwycięstwo nad juniorem to za mało, jak na takiego zawodnika. Dlatego sądzę, że nie jest to aż tak duża strata" - mówił Janusz Stachyra.

Brak krajowego lidera

Głównym mankamentem "Żurawi" wydaje się brak krajowego zawodnika, który wsparłby Nicki Pedersena. Tę role próbował brać na siebie Tomasz Chrzanowski, ale nie potrafił jej sprostać. Co prawda w kilku meczach jego dorobek sięgał 10-12 oczek, ale znacznie częściej wahał się pomiędzy 7 a 9, a to za mało, by prowadzić zespół do wygranej.

Tomasz Rempała także nie błyszczał, choć stanowił dobry punkt drugiej linii drużyny. Bardzo korzystnie pokazał się w meczu przed własna publicznością z Polonią Bydgoszcz, zdobywając 10 punktów, czy z tarnowskimi "Jaskółkami" również inkasując pokaźna zdobycz. Nie uniknął jednak wpadek - bez zdobyczy zakończył konfrontację z RKM Rybnik na torze Stali w drugiej fazie rozgrywek.

Oczekiwań kibiców i zarządu na pewno nie spełnił Maciej Kuciapa, który zanotował wyjątkowo słaby sezon. Jego występy na poziomie 1-2 oczek sprawiły, że nie miał pewnego miejsca w składzie. Dopiero w końcówce sezonu zanotował drobną zwyżkę formy, która zaowocowała 10 punktami zdobytymi w meczach z Apatorem w Rzeszowie i w obu potyczkach z Rybnikiem.

Nadzieja w młodzieży

Tegoroczne rozgrywki wykazały, że duże nadzieje Stal Rzeszów może pokładać w swoich juniorach. Paweł Miesiąc i Dawid Stachyra prezentowali się dobrze w ekstraligowych zmaganiach i co najważniejsze byli skuteczni. Wystarczy zauważyć, że młodzi żużlowcy dostarczali "Żurawiom" niemal w każdej potyczce od 5 do 9 punktów. Tylko nieliczne ekipy mogą się poszczycić tak dobrze punktującymi młodzieżowcami.

Konrad Chudziński

Dowiedz się więcej na temat: Toruń | Rybnik | Leszno | Rzeszów | żurawie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama