Kościecha: Szczęście sprzyja lepszym

Robert Kościecha po 6 tygodniach przerwy powrócił na żużlowe tory w czasie rozegranego w niedzielę w Ostrowie 55. Łańcucha Herbowego.

Absencja zawodnika spowodowana była złamaniem reki, jakiego doznał na początku maja w Szwecji.

Reklama

Żużlowiec Unibaxu wznowił starty w prestiżowym i znakomicie obsadzonym turnieju. W ostrowskich zawodach uzbierał 6 punktów, co nie stanowi złego osiągnięcia, biorąc pod uwagę to, że Kościecha wciąż jeszcze odczuwa skutki urazu.

Pierwsze zawody po kontuzji i powrocie na tor były całkiem niezłe. Wydaje się, że wracasz do walki?

Na pewno nie było źle. Osobiście bardzo się cieszę z tego, że mogłem sobie w trakcie zawodów w Ostrowie spokojnie pojeździć. Traktowałem tę imprezę, jako bardzo dobry trening. Satysfakcjonuje mnie, iż miało to miejsce w tak doborowej obsadzie. Widać jeszcze, że brakuje mi objeżdżenia, ale siedzę na motocyklu od poniedziałku, a gdy się trenuje samemu, to nie to samo. Samemu jeździ się po prostu tam, gdzie się chce. Dziś pierwsze starty spod taśmy z czołówką światową i chyba nie było najgorzej. To nie jest co prawda jeszcze ten stan, którego oczekuję, ale jak na powrót po sześciu tygodniach, było dobrze.

Ręka już całkowicie się zagoiła czy też wciąż wymaga rehabilitacji?

Rehabilitacja cały czas będzie jeszcze przeprowadzana, ponieważ ręka nie jest wciąż w pełni zrośnięta. Po sześciu tygodniach nie da się wszystkiego zagoić. Fizycznie wymaga ona rehabilitowania i ćwiczeń. Zrobię wszystko, by było, jak najlepiej i liczę na to, że za parę dni tak będzie.

Zakończyło się kontuzją ręki, ale twój wypadek wyglądał bardzo dramatycznie i mogło być dużo gorzej...

Zgadza się, dlatego z jednej strony cieszę się, że to zdarzyło się właśnie w Szwecji. Miałem tam bardzo dobrze przeprowadzoną operację i to w dużej mierze dzięki temu po takim okresie czasu już mogłem wrócić na tor. Wiadomo jednak, że nastąpiła przerwa. Musiałem siedzieć na trybunach i obserwować, jak chłopacy jeżdżą, co, przyznam zresztą, było dla mnie niemiłą sytuacją. Cieszę się, że wróciłem i te wyścigi w Ostrowie dały mi radość jazdy. Nie oceniam tego pod względem sportowym, ale właśnie pod tym kątem, iż mogłem się wreszcie pościgać.

Wydaje się, że w związku z urazami Wiesława Jagusia i Adriana Miedzińskiego wkrótce możesz wrócić w szeregi "Aniołów"...

Przygotowuję się już na mecz ligowy do Rzeszowa i mam nadzieję, że zdołam przed tym spotkaniem jeszcze pojeździć. Mam ligę szwedzką i ćwierćfinał Indywidualnych Mistrzostw Polski. Liczę na to, że ręka z dnia na dzień będzie coraz silniejsza.

Unibax długo był na czele Esktarligi i dopiero po ostatniej kolejce wyprzedziła go Unia Leszno. Wrócicie szybko na pierwszą pozycję?

Wszystko tak naprawdę wyjaśnią playoffs. Leszno, choć może nie powinienem tego mówić, miało troszeczkę szczęścia. We Wrocławiu wygrali pod nieobecność Jasona Crumpa. Dzięki temu są na czele i legitymują się sporym dorobkiem. Szczęście jednak w końcu sprzyja lepszym. Mam nadzieję, że spotkamy się w finale.

Rozmawiał: Konrad Chudziński

Dowiedz się więcej na temat: szczęście

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL