Kolejne problemy Dadosa

Nie poprawia się sytuacja Roberta Dadosa. Wręcz przeciwnie, młody żużlowiec popełnia wciąż nowe błędy.

W nocy ze środy na czwartek Dados zatankował do swojego motocykla 12 litrów paliwa po czym odjechał bez zapłacenia. Uciekając przed pogonią pracowników stacji i policji, nie opanował motocykla i wywrócił się, nie ponosząc jednak obrażeń. Działo się na trasie Świnoujście - Wrocław, którą Dados przemierzał wracając z meczu ligi szwedzkiej.

Reklama

Policjanci poszli żużlowcowi na rękę. Nie trafił do aresztu, nie został od razu przesłuchany - wypisano mu tylko wezwanie na niedzielę (!) bo wtedy Atlas miał mecz w Zielonej Górze, gdzie miał miejsce incydent.

- Osobiście mu o tym przypominałem po meczu z ZKŻ - powiedział "Sportowi" dyrektor Atlasu, Mirosław Busz.

Żużlowiec na policję jednak nie dotarł. Wyjechał za to do Szwecji, gdzie czekał go kolejny mecz i nie można się z nim skontaktować.

Policja wystosuje kolejne wezwanie, być może tym razem do Wrocławia. - Bez wizyty na komisariacie się nie obejdzie - podkreśla rzecznik zielonogórskiej policji, Piotr Puchała.

W sprawie Dadosa w piątek spotka się również zarząd Atlasu. Wsiadając na szosowy motocykl żużlowiec złamał bowiem wewnętrzne przepisy klubu. - Chcemy dać mu szansę wytłumaczenia, dlatego zaprosimy go na posiedzienie - mówi Busz.

Czy jednak młody człowiek ma cokolwiek na swoje usprawiedliwienie?

INTERIA.PL/Sport
Dowiedz się więcej na temat: żużlowiec | problemy

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama