Kasprzak: Mój faworyt to Polska!

Żużlowcy Polski zapewnili sobie awans do finału Drużynowego Pucharu Świata, zajmując w barażu na torze w Lesznie drugie miejsce. W polskiej drużynie dobrze zaprezentował się Krzysztof Kasprzak.

Zawodnik pochodzący z Leszna, gdzie w sobotę odbędzie się finał DPŚ, zdobył 10 punktów. Po słabszych dwóch pierwszych startach, młody żużlowiec dopasował się do nawierzchni i w dużym stopniu przyczynił się do sukcesu naszej reprezentacji.

Reklama

- To były ciężkie zawody. Na początku bardzo się męczyłem, ale zrobiliśmy korekty i później było już dobrze. Jesteśmy z tego występu zadowoleni.

- W pierwszej fazie zawodów nie prezentowałeś się najlepiej. Dlaczego?

- Na początku wygrywałem starty, ale potem w łuku popełniałem błędy. Problemem było też to, iż nie byłem zbyt szybki. Na szczęście udało nam się z tatą nad tym popracować i poprawić ten element.

- Chyba również nawierzchnia w pierwszych startach nie była taka, jakiej byś oczekiwał?

- Na początku tor był bardziej przyczepny. Przez to kto wygrał start, ten uciekał do przodu. W tej początkowej fazie nie mogłem dogonić nawet mniej doświadczonych zawodników. Potem tak, jak to zwykle bywa w Lesznie, odsypało się i mogłem wyprzedzać nawet bardziej doświadczonych zawodników.

- Od połowy zawodów staliście się inną drużyną. Jak przechodzi się taką metamorfozę w tak krótkim czasie?

- W połowie zawodów wszyscy powiedzieliśmy sobie, że trzeba zacząć jechać. Poza tym na początku byłem zdenerwowany, bo naprawdę chciałem, żeby wszystko się udało.

- W finale zmierzycie się z Danią, Anglią i Australią. Kto jest według ciebie faworytem?

- Mój faworyt w finale to Polska. Za naszą reprezentacją, moim zdaniem, będzie Dania i Australia.

- Dziś jeszcze macie trenować na leszczyńskim obiekcie, by przygotować się do sobotniego finału.

- To jeszcze nie jest pewne. Ustalenia mają dopiero zapaść, choć uważam, że trzeba się troszkę przejechać. W sobotę należy się trochę zrelaksować i do pracy!

- Masz już w swojej kolekcji złoto DPŚ z 2005r. Teraz marzeniem jest powtórzenie sukcesu?

- We Wrocławiu dostałem złoty medal, bo byłem w kadrze. W sumie znalazłem się w niej już piąty rok z rzędu. Teraz chciałbym stanąć na najwyższym stopniu podium u siebie, czyli tutaj w Lesznie.

Rozmawiał Konrad Chudziński

Dowiedz się więcej na temat: Leszno | Krzysztof Kasprzak | faworyt

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje