Hancock boi się challengu

Rozczarowania po turnieju w Vojens nie kryje były indywidualny mistrz świata Greg Hancock, który po trzech turniejach ma 19 punktów i aż 47 "oczek" straty do prowadzącego w klasyfikacji - Tony Rickardssona.

- To nie jest mój rok. Po prostu jestem słaby, staram się jak mogę i nic nie wychodzi. Spróbuję powalczyć w trzech ostatnich turniejach, zrobię wszystko aby nie jechać w turnieju ostatniej szansy w Krsko. Tam jeden wyścig może zniszczyć cały kolejny sezon. Muszę się przebić do pierwszej dziesiątki. Nie ma się co załamywać, tylko trzeba patrzeć do przodu. Chcę odzyskać swoją twarz w GP i polskiej lidze, gdzie też mi idzie słabiej - stwierdził Hancock w wywiadzie dla "Speedway Stara".

Reklama

Podobnych obaw nie kryje drugi z Amerykanów - Billy Hamill.

- Wyniki są bardzo słabe. Miałem walczyć o medal, a muszę bronić się przed odpadnięciem z GP. Koledzy mówią, że nie poznają mnie na torze, a ja na tym samym silniku na którym jechałem w Danii robię dzień później w Polsce komplet punktów. Sam nie wiem co myśleć? Może winna jest psychika? Jak widać w obozie Amerykanów rozczarowanie i ciekawe czy promyk nadzieii zaświeci im 18 sierpnia na stadionie Marketa w Pradze?

Dowiedz się więcej na temat: mistrz świata

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje