Ten artykuł możesz przeczytać również w wersji mobilnej »

Unibax Toruń to pierwszy zespół, który będzie walczył o złoty medal drużynowych mistrzostw Polski w jeździe na żużlu. Awans do finału nie został jednak wywalczony przez zawodników na torze, a przy sędziowskim stoliku i w dodatku w atmosferze skandalu.

Zdjęcie

Sędzia Piotr Lis przyznał walkower Unibaksowi /Fot. Tytus Żmijewski /PAP
Sędzia Piotr Lis przyznał walkower Unibaksowi
/Fot. Tytus Żmijewski /PAP
Sędzia Piotr Lis tuż po godzinie 17.00, na którą zaplanowano rozpoczęcie spotkania, ogłosił walkower (40:0) dla żużlowców toruńskiego Unibaksu. Powodem takiej decyzji było sześciominutowe spóźnienie na spotkanie zawodnika Azotów Tauronu Tarnów Grega Hancocka. Żadne tłumaczenia i prośby z obu stron, nawet pełne trybuny na toruńskim stadionie, nie przekonały sędziego do rozpoczęcia meczu.

Zgodnie z obowiązującym regulaminem drużynowych mistrzostw Polski zawodnik musi stawić się w parkingu najpóźniej dokładnie o godzinie, na którą zaplanowano rozpoczęcie zawodów. W przypadku meczu w Toruniu żużlowiec gości Hancock spóźnił się o sześć minut. Przyczyną był odwołany lot, którym Amerykanin miał przylecieć do Gdańska.

Reklama

Gorączkowe poszukiwania innego lotu zakończyły się powodzeniem i tuż po godzinie 15. Amerykanin był już w Polsce. Niestety podróż zatłoczonymi drogami oraz korki przed toruńskim stadionem spowodowały, że Hancock na Motoarenę wbiegł sześć minut po 17.

Sędzia Piotr Lis z Lublina ogłosił walkower dla torunian, co oznaczało, że to Unibax pojedzie w finale tegorocznych rozgrywek. Mimo licznych protestów i próśb ze strony działaczy, trenerów i samych zawodników arbiter był nieugięty, twierdząc, że przepisy obligują go do podjęcia takiej a nie innej decyzji.

Po jej ogłoszeniu zawrzało nie tylko w parkingu, ale i na trybunach, które wypełniły się niemal po brzegi. Pierwszy półfinał tegorocznych rozgrywek żużlowej ekstraligi zakończył się sporym skandalem, tym bardziej, że obie strony awans do finału chciały wywalczyć na torze.

Najbardziej rozgoryczony był trener pechowców Marek Cieślak, który chyba po raz pierwszy ze złości popłakał się.

"Sędzia bał się podjąć inną decyzję, bo Toruń mógł przecież złożyć skargę i zapewne by wygrał. Greg spóźnił się nie tylko ze względu na odwołany lot, choć to było główną przyczyną. Nie udało mu się dotrzeć na czas także dlatego, że przed stadionem tu w Toruniu było mnóstwo samochodów i najzwyczajniej Greg nie mógł się przebić. W końcu wybiegł z auta i pieszo przybiegł na stadion. Sędzia jednak podjął już decyzję. Polski żużel wbił sobie dzisiaj nóż w plecy, pełny stadion, mnóstwo kibiców przed telewizorami, mnie chce się wyć" - powiedział załamany i ze łzami w oczach trener tarnowian.

Unibax Toruń w finale w atmosferze skandalu - galeria

liczba zdjęć: 8

Równie smutny i także wściekły był Hancock.

"To bardzo zły dzień dla speedwaya. My zrobiliśmy wszystko co mogliśmy, by dojechać do Torunia. Mieliśmy problem z samolotem, który nie przyleciał, potem załatwiliśmy inny, nasi kierowcy zrobili wszystko by dojechać, ale się nie udało o kilka minut. Chciałbym serdecznie przeprosić wszystkich fanów żużla, szczególnie tych, którzy przyjechali do Torunia taki kawał drogi z Tarnowa. Przedstawiciele ekstraligi stracili w naszych oczach szacunek. Włożyliśmy w ligę i półfinał całe swoje siły, całe serce, a tu taka decyzja" - powiedział Hancock.

Emocji w żużlowym parkingu ale i na trybunach nie brakowało przez długi czas. Wszyscy komentowali to co się stało i niemal wszyscy byli tego samego zdania, że spotkanie powinno zostać rozegrane, a sędzia trochę przesadził. Tym bardziej, że walkę o finał na torze rozstrzygnąć chcieli także gospodarze.

"Jestem naprawdę wciekły. To jest brak szacunku do zawodników, kibiców i telewizji. Nie musimy znać każdego punktu przepisów na pamięć. Trzeba pamiętać, że wielu z nas to zawodnicy, którzy dziś są tu, jutro kilka tysięcy kilometrów dalej. Czasami drobnostka może spowodować, że gdzieś się spóźnimy. To hańba dla polskiego żużla, tym bardziej, gdy na stadionie są pełne trybuny i obie drużyny chcą walczyć" - skomentował całą sytuację kapitan Unibaksu Ryan Sullivan.

Pierwszy mecz wygrały Azoty Tauron 48:42.