Dobrucki: Czas na piankę

Rozmowa z Rafałem Dobruckim, zawodnikiem Marmy PF Rzeszów.

Była Wielkopolska, aż tu nagle Podkarpacie.

Reklama

- Myślę, że to dobrze.

Skąd optymizm?

- A co, może źle?

Nie wiem.

- Jestem zadowolony i ufam, że po sezonie nic się nie zmieni.

Decyzja Unii o zatrzymaniu Miśkowiaka nie zadecydowała o podjętym kroku?

- Unia postawiła na Miśkowiaka, ponieważ...

...wiedzieli, że odchodzisz?

- Wiem, że było to duże zaskoczenie. Widzę choćby po komentarzach w mediach, ale taki był mój wybór i kropka. Rozmowy w Rzeszowie toczyły się od dłuższego czasu. Może nie byliśmy na etapie zaawansowanym, ale jednak były. Unia nie śpieszyła się.

A to ciekawe, bo czytałem, że jesteś jedną nogą w Lesznie.

- No właśnie, ja też czytałem, a póki co, nikt ze mną nie rozmawiał.

Komentarze wyssane z palca?

- Trudno powiedzieć, być może działacze i dziennikarze w Lesznie byli pewni, że zostanę i tak odebrali całą sytuację.

Nie prowadziłeś rozmów w Lesznie?

- Praktycznie żadnych. Była, co prawda jedna, ale bardzo towarzyska i krótka, która wiele nie wnosiła do sprawy.

Natomiast w Rzeszowie Dobrucki krążył już od kilku lat. Bardzo głośno było podczas memoriału Nazimka.

- Wszystko za sprawą dobrej współpracy z panem Zygmuntem Płodzieniem. Nasza współpraca i znajomość trwa dosyć długo. Pan Zygmunt jest jakby mentorem mojej przeprowadzki. W okresie naszej współpracy bardzo mnie wspomagał i dopingował. Nieocenioną pomoc otrzymałem w momencie największego kryzysu. Pan Płodzień był ze mną na dobre i złe. Gdy doznałem poważnej kontuzji wierzył w mój powrót i utwierdzał mnie w tym przekonaniu.

Transfer rekompensatą?

- Można tak powiedzieć, naprawdę trudno było odmówić (śmiech).

Na rzeszowskim torze czujesz się świetnie.

- Tak, to prawda.

Dodatkowy komfort jazdy.

- Jeden słaby występ w Rzeszowie zanotowałem przez całą swoją karierę. Wierzę, że będzie podobnie również w przyszłym sezonie.

W Rzeszowie liderem jest Nicki Pedersen.

- Dotąd spotykaliśmy się rzadko. Obecność Pedersena, to dodatkowy bodziec dla mnie do jeszcze lepszej jazdy.

W szeregach Marmy dosłownie międzynarodowe towarzystwo. Jak tu się zgrać?

- Trudno mówić o prawdziwym kolektywie sportowym, jeśli widzimy się tylko w niedzielę podczas zawodów. Nie widzę przeszkód, aby zorganizować luźne spotkania; przed i po meczu. Wtedy będzie czas porozmawiać o rożnych ważnych kwestiach dla zespołu itd. Spokojne narady procentują w parkingu i na torze. Kontakt między zawodnikami jest bliższy i jeden drugiemu chętniej pomaga.

Podejmiesz się roli mentalnego przywódcy drużyny. Pasujesz idealnie: krajowy lider z zagranicznym stażem. Język bez barier. Ktoś musi poukładać te klocki. Zwłaszcza, że trenera na razie nie ma.

- Być może, ale uważam, iż każdy powinien wychodzić z inicjatywą, aby stworzyć zgrany kolektyw. Lider wtedy nie będzie potrzebny. Ja na pewno będę o tym pamiętał. Reszta w gestii klubu.

Zostajesz w Szwecji?

- Tak, w dalszym ciągu w barwach Kaparny Goeteborg. Jesteśmy beniaminkiem i sam jestem ciekaw jak się spiszemy. Ponadto planuję wystąpić w kilku meczach ligi rosyjskiej. To wystarczy. Muszę skupić się na polskiej lidze, gdy będzie wszystko szło dobrze, wtedy można pomyśleć o dalszych krokach.

Rozumiem, że będziesz do Rzeszowa przyjeżdżał w sobotę.

- O tak. Być może nawet wczesnej tzn. w piątek. Jeśli chodzi o spotkania wyjazdowe, to obiekt rzeszowski jest tak charakterystyczny, że trudno go porównać z jakimkolwiek innym, i nie ma potrzeby, aby przyjeżdżać na Podkarpacie. Poza tym dostałem obietnicę od prezesa Unii, że będę mógł potrenować na leszczyńskim stadionie. Myślę, że nie będzie problemu potrenować także w innych pobliskich miastach.

Przygotowanie sprzętu pozostaje w rodzinie?

- Też.

Też?

- Więcej nie będę się wypowiadał na ten temat. Ale to ten sam mechanik, z którym współpracowałem w ubiegłym roku. Rozumiemy się dobrze, to jest najważniejsze. Ufamy sobie. Wyniki poszły do góry, a więc nie ma sensu dokonywać zmian.

Indywidualne plany?

- Przede wszystkim zawalczyć w indywidualnych mistrzostwach Polski. Ostatnio byłem szósty.

W debiucie w pamiętanym finale we Wrocławiu (1995 rok) sięgnąłeś po brąz. Zapowiadało się na wielkie sukcesy. A tu cisza.

- Posypały się kontuzje: ręka, noga i obojczyk. Następnie inne dolegliwości w okolicach kręgosłupa. Niestety czas nie stoi w miejscu.

Zabrakło szczęścia w karierze?

- Zdecydowanie. Myślę, że to jest dobry moment, aby odwrócić feralną kartę. Czas na najlepsze - na przysłowiową piankę (śmiech).

Rafał Dobrucki (29 l.), wychowanek TS Polonia Piła. Licencję uzyskał w 1993 roku. Syn Zdzisława Dobruckiego, czołowego polskiego zawodnika lat 70-tych. Największy sukces ? wicemistrz świata juniorów (Mseno 1997). Uczestnik Grand Prix 2000 (21. miejsce). Zwycięzca Finału Kontynentalnego IMS (Wrocław 1999). Na koncie posiada 15 medali mistrzostw Polski. W tym cztery złote. Zdobywca Srebrnego (1995) i Brązowego (1995) Kasku. Reprezentant Polonii Piła (1993-2002) oraz Unii Leszno (2003-2005). Występował także w lidze duńskiej, niemieckiej, angielskiej i szwedzkiej. W tej ostatniej w barwach Kaparny Goeteborg zdobył złoty medal (2003). Leaureat Nagrody Fair Play (1996). Ksywa: Dobrus, Rafi

Rozmawiał Grzegorz Drozd

Dowiedz się więcej na temat: Podkarpacie | Leszno | Rzeszów

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje