Duńska tenisistka polskiego pochodzenia Caroline Wozniacki, podejrzewana o ustawienie meczu w turnieju w Luksemburgu, powtórzyła we wtorek, że nie ma sobie nic do zarzucenia i nie obawia się śledztwa, które wszczęły władze kobiecego tenisa.

Wozniacki została już przesłuchana przez przedstawicieli WTA po tym, jak w ubiegłym tygodniu zrezygnowała z gry w pierwszej rundzie w Luksemburgu, przy prowadzeniu 7:5, 5:0 z reprezentantką gospodarzy Anne Kremer.

"Nie zrobiłam nic złego. Byłam kontuzjowana. Nie miałam żadnych szans by dokończyć mecz i dlatego skreczowałam. Nie mam nic wspólnego z zakładami bukmacherskimi, których jestem przeciwniczką" - podkreśliła Wozniacki w Dausze, gdzie w środę czeka ją pierwszy mecz w mistrzostwach WTA.

"Następnego dnia pojechałam do szpitala na prześwietlenie. Lekarz powiedział mi, że było to naciągnięcie mięśnia uda. Nie obawiam się śledztwa WTA. Nie było nic podejrzanego w tym meczu, nie było żadnego układu" - dodała.

Reklama

19-letnia Wozniacki w tym roku rozegrała już 87 meczów i dokonała w rankingu WTA ogromnego skoku. W ostatnim notowaniu jest czwarta, m.in. dzięki dojściu do finału w US Open.

Artykuł pochodzi z kategorii: Tenis

INTERIA.PL/PAP

Zobacz również

  • Zawodnik gospodarzy Fredrik Lindgren wygrał w Goeteborgu Grand Prix Szwecji, czwartą eliminację indywidualnych mistrzostw świata w jeździe na żużlu. Drugie miejsce zajął broniący tytułu... więcej