Trener deblistów: Polacy mogą wygrać

Trener Mariusza Fyrstenberga i Marcina Matkowskiego Radosław Szymanik uważa, że polscy tenisiści mogą nawet wygrać kończącym sezon turniej ATP World Tour Finals w Londynie. W pierwszym meczu niespodziewanie pokonali debel rozstawiony z numerem jeden - Kanadyjczyka Daniela Nestora i Serba Nenada Zimonjicia 6:4, 6:4.

- Założeń nie było żadnych. Przyjechaliśmy jako ósma para, kwalifikując się w ostatniej chwili, w ostatnim turnieju, więc wszystko, co ugramy tutaj, będzie na plus. Jeśli Mariusz i Marcin zagrają jeszcze cztery mecze, takie jak w niedzielę, to myślę, że są w stanie wygrać turniej - powiedział trener deblistów Radosław Szymanik.

Reklama

- Kluczem do tego zwycięstwa był return. Powodował, że Nestor i Zimonjić cały czas musieli serwować ponadprzeciętnie, a nie udawało im się to. A drugą rzeczą, którą Mariusz i Marcin wykorzystywali w stu procentach, był serwis. Dzięki niemu tamci byli pod presją. Stąd się brały częste błędy przy returnie i łatwe punkty dla nas - podkreślił Szymanik.

Od wrześniowego spotkania w Pucharze Davisa, wygranego w Liverpoolu z Anglią 3:2, kapitan reprezentacji narodowej towarzyszy deblistom jako trener. Ma pomóc im w ustabilizowaniu formy i prawdopodobnie ta współpraca zostanie przedłużona na przyszły sezon.

- Gdy ma się 27-28 lat nie da się wielu rzeczy zmienić. Można zmieniać tylko detale i nad nimi właśnie teraz pracujemy. Przede wszystkim nad pewnością siebie. Nad tym, że to przeciwnicy mają się bać i wychodzić na kort nie z pozycji siły. Następna rzecz, to cały czas rozwijamy grę przy siatce - powiedział Szymanik.

- Brakuje takich rzeczy, które są przełomowe: ciężko wybronione woleje i po nich wygrane akcje. To buduje pewność siebie. To jest drugi element, nad którym będziemy pracowali. Trzecia rzecz, która jeszcze zostaje nam do poprawienia, to są returny. One muszą bardzo dobrze funkcjonować w każdym meczu, wtedy możemy liczyć na pierwszą trójkę w rankingu - dodał.

Polscy tenisiści przed kończącym się sezonem zapowiadali, że celują w pierwszą trójkę rankingu deblowego, ale przez pierwszą połowę roku nie wiodło im się najlepiej. Dopiero udana końcówka rywalizacji pozwoliła im awansować do turnieju masters.

- Ostatnie mecze grane były w hali, a to ich ulubione miejsce. Największe sukcesy właśnie odnoszą w hali. Czują się tam swobodnie. Po drugie i w Liverpoolu i tutaj jest identyczna nawierzchnia. Ta sama firma przygotowała kort, ta sama szybkość i właśnie taką nawierzchnię będziemy chcieli mieć na najbliższy Puchar Davisa przeciwko Finlandii - podkreślił Szymanik.

Polacy po raz trzeci występują w gronie ośmiu najlepszych par sezonu i po raz trzeci zakwalifikowali się w ostatniej chwili. W 2006 roku odpadli po trzech porażkach w fazie grupowej, a w ubiegłym roku po dwóch zwycięstwach przeszli dalej, ale przegrali w półfinale.

- Za każdym razem pokazali, że potrafią grać pod presją. To samo było w Liverpoolu, gdzie przeciwko nam był Andy Murray i hala z pięcioma tysiącami miejsc. Tu w Londynie było jeszcze więcej ludzi, bo hala była zapełniona chyba w 90 procentach i to o godzinie 12.30, co się nie zdarza w innych turniejach debla. Mariusz i Marcin lubią grać dla publiczności. Kiedy jest show, kiedy coś się dzieje, to potrafią rozwinąć skrzydła - zakończył Szymanik.

Czytaj także:

Sensacyjny początek Fyrstenberga i Matkowskiego

Wygrane Federera i Murraya w Londynie

Kubot i Marach debiutują w finale sezonu

Matkowski: Anglia jest kolebką debla

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: wygraj | turniej | wygrane

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje