Radwańska: To tata nie wytrzymuje ciśnienia

Agnieszka Radwańska przegrała 5:7, 3:6 z Jarosławą Szwedową z Kazachstanu w drugiej rundzie wielkoszlemowego Roland Garros (z pulą nagród 16,807 mln euro). Podczas meczu doszło do spięć między tenisistką i jej ojcem-trenerem Robertem Radwańskim.

- To były złośliwe docinki. Co ja mogę na to poradzić? Tata po prostu nie wytrzymuje ciśnienia podczas meczów. Jak tylko coś nie idzie po jego myśli, to jest jak jest. Nieraz mu mówiłam: po co przychodzisz na mecze, skoro się tak denerwujesz? Ale to niestety nie pomaga - powiedziała Radwańska.

Reklama

- On nie wytrzymuje. To nie jest na jego nerwy. No chyba, że mecz idzie 6:1, 6:0, to jeszcze wytrzyma na trybunach, bez docinków, komentarzy i tym podobnych rzeczy. On ma takie wrażenie, jakby sam był na korcie i grał, a trzeba odróżnić trenera od zawodniczki. To mnie w tacie denerwuje, że on mówi w liczbie mnogiej, że wygraliśmy, a te sprawy trzeba oddzielić, bo to ja jestem na korcie, a on na trybunach - dodała.

Radwańska, po przegranej pierwszej partii, była wyraźnie rozbita na początku drugiej i oddała niemal bez walki cztery kolejne gemy. Swoją złość i rosnącą frustrację wyładowywała głośno wypowiadanymi uwagami do siebie i w kierunku ojca.

Ten zaczął wyliczać jej liczbę źle zagranych dropszotów, potem dla odmiany zepsutych returnów, co spotkało się z natychmiastową ripostą: - Zamknij się. Idź stąd i zostaw swoją matematykę w domu. Przy kolejnych jego kąśliwych uwagach odpowiedziała: "Jeszcze liczysz?!" i dalej padły już niezbyt dyplomatyczne słowa.

Polka popełniła 12 niewymuszonych błędów, o osiem mniej od rywalki. Jednak odnotowała tylko 15 wygrywających uderzeń, przy 44 Szwedowej. W zdobytych punktach przewaga reprezentantki Kazachstanu wyniosła 76-60.

- Wiem, że w ostatnich tygodniach przegrałam kilka wygranych meczów, ale dzisiaj nie było czegoś takiego. Gdybym dostała hebla to mogłabym na to zwalić, ale to nie było tak, że nie wytrzymałam ciśnienia. To była trochę dekoncentracja, trochę szczęście u niej. To czasem jest tylko jedna piłka i mecz inaczej wygląda. Tak było w kilku ostatnich moich porażkach - powiedziała Radwańska.

Krakowianka w ostatnich dwóch sezonach docierała w Roland Garros do czwartej rundy.

- Niestety podczas gry na kortach ziemnych mam ostatnio, zresztą tak, jak przed rokiem, problemy z plecami. Praktycznie muszę mieć bardzo mocne taśmy uciskające, żebym mogła normalnie wykonać skręt. Na szczęście to nie ma nic wspólnego z kręgosłupem, jak u Uli. To są po prostu stany zapalne mięśni, które trwają kilka tygodni - powiedziała Radwańska.

U jej młodszej siostry Urszuli w styczniu lekarze stwierdzili pęknięcie jednego z kręgów o odcinku lędźwiowym kręgosłupa i nakazali dłuższą przerwę w treningach. W marcu przeszła w USA nowatorską operację "zalepienia" ubytku i teraz przechodzi kontrolne badania.

- Ula zrobiła skany kręgosłupa, ale tutejsi lekarze pierwszy raz coś takiego widzieli na oczy, ponieważ takich operacji na świecie było siedem. Ula była właśnie siódmą osobą, więc to był trochę eksperyment. Wyniki zostaną teraz wysłane do Los Angeles i tam się wszystko okaże. Jest to poważna kontuzja, a najgorsze jest to, że wciąż boli - powiedziała Agnieszka Radwańska.

Z Paryża Tomasz Dobiecki

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: radwanska | roland garros | Agnieszka Radwańska | Radwańska

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje