Radwańska: To jakaś klątwa ćwierćfinałów

Najlepsza polska tenisistka na antenie radia TokSport opowiedziała o zakończonym US Open, swojej kontuzji, nowym samochodzie i grze na komórkę, której sama jest bohaterką. Przed Agnieszką Radwańską jeszcze cztery turnieje. A potem wymarzony urlop.

Isia na początku września zaliczyła wpadkę podczas US Open. Na jej drodze do trzeciej rundy stanęła Maria Kirilenko na spółkę z kontuzją nadgarstka. Po porażce pierwsza rakieta Polski została w USA kilka dni, aby wyleczyć uraz. Teraz jest w Krakowie, ale za kilka dni znowu wyjeżdża - na turniej do Tokio.

Reklama

Po porażce w II rundzie US Open, ale jeszcze przed przylotem do Krakowa, miałaś trochę czasu dla siebie...

- Tak, ale sporą jego część poświęciłam zabiegom i rehabilitacja ręki. Mimo wszystko udało mi się odpocząć, to był taki dłuższy weekend. Zwiedziłam Times Squere i oczywiście zakupy też zrobiłam.

- Nowa sukienka przywieziona do Krakowa?

- Nawet niejedna. I torebka też.

- Już pod twoją nieobecność w Nowym Jorku działy się ciekawe rzeczy. Turniej pań wygrała powracająca do tenisa Kim Clijsters, a w finale mężczyzn nieoczekiwanie poległ Roger Federer. Miałaś czas, by się tym wszystkim emocjonować?

- Po moim przegranym meczu byłam jeszcze w Nowym Jorku prawie pięć dni, więc śledziłam to, co się tam działo. Zwycięstwo Clijsters to duża niespodzianka, chociaż było wiadomo, że jest w dobrej formie i jeszcze przecież przed US Open wygrywała z najlepszymi. Meczów finałowych niestety nie miałam niestety okazji obejrzeć, ponieważ po powrocie do Polski znajdowałam mniej czasu, a przecież spotkania były rozgrywane w nocy. Sprawdzałam wyniki jedynie na teletekście.

- Czy według ciebie Clijsters wróci na szczyt rankingu tenisistek?

- Jeśli będzie nadal tak grała... Nie ciąży na niej żadna presja, nie ma nic do stracenia, więc ma na to duże szanse. Może szybko znaleźć się w czołówce, ale czy będzie pierwsza? Czas pokaże.

- Clijsters w walce o tytuł pokonała twoją dobrą koleżankę. Co napisałaś do Caroline Wozniacki po jej wygranym półfinale?

- Wysłałam jej gratulacje, ale nie będę zdradzać, co dokładnie napisałam. Słyszałam, że po półfinale powiedziała parę słów po polsku. To fajne uczucie, bo przecież ona jest prawie Polką.

- W Polsce wiele mówiło się o twoim meczu deblowym z siostrą, po którym oznajmiłaś, że już więcej nie będziesz grała z nią w parze.

- Przede wszystkim byłam kontuzjowana, a po meczu singlowym było naprawdę źle. Z jednego zapalenia zrobiły się trzy. Zagrałam praktycznie w gipsie. W ogóle nie powinnam wychodzić na ten mecz, ale trafiłyśmy na przeciwniczki, z którymi można było wygrać. Postanowiłam spróbować, to w końcu Wielki Szlem. Jednak Ula nie potrafiła zagrać na więcej niż 50 procent. A powinna, bo ja nie byłam w stanie nawet mocno piłki uderzyć. Chyba jednak nie wytrzymała presji. Czasami nie dociera do niej to, co się mówi. Skutek? W najbliższym czasie na pewno ze sobą nie zagramy. Potrzebujemy przerwy.

- Czy ten zgrzyt z kortu przeniósł się na wasze codzienne relacje?

- Nie. Mówiąc o tym, że potrzebujemy od siebie odpocząć, mam na myśli tylko debla. Bo my mamy dwa różne życia - z jednej strony prywatne, z drugiej tenisowe. Nie łączymy ich. W domu czy w hotelu nigdy nie rozmawiamy o tenisie.

- Czy z twoim zdrowiem jest już wszystko w porządku? Nadgarstek nie boli?

- Został podleczony w Ameryce, ale sprawa jest poważna. Co jakiś czas ból powraca i czasami nie jestem nawet w stanie wziąć rakiety do ręki. Dwaj chirurdzy niestety powiedzieli to samo: to zapalenie ścięgien. Teraz jest coraz lepiej, ale ciągle przechodzę jakieś zabiegi, by ta ręka wytrzymała kolejny miesiąc. Sport to zdrowie, ale nie zawodowy.

- W tym sezonie dziewięciokrotnie odpadałaś z turnieju na etapie ćwierćfinału. Nie udało ci się awansować do najlepszej czwórki żadnej tegorocznej imprezy. To bariera psychologiczna czy przypadek?

- To jakaś klątwa ćwierćfinałów. To prawda, że wiele z tych meczów było do wygrania. Na przykład ten w Los Angeles z Soraną Cirsteą. Miałam 5:4 w trzecim secie i serwowałam. Z drugiej strony były jednak też ćwierćfinały, które wygrać byłoby mi ciężko. Chociażby z siostrami Williams. Mam nadzieję, że w przyszłym roku przełamię tę passę.

- Przez tę passę maleją twoje szanse na awans do kończących sezon mistrzostw WTA (kwalifikuje się do niego osiem najlepszych zawodniczek sezonu).

- Przede wszystkim jest szansa na to, że pojadę na tak zwany "mały masters", ale muszę wygrać turniej w Linzu. Tylko i aż pięć meczów. A czy jest szansa na ten "prawdziwy" Masters? Tak, ale jednak chyba troszkę mniejsza. Nawet nie wiem, jak prezentuje się punktacja, sama jej nie śledzę. Zagram po prostu swoje i po ostatnim turnieju wszystko się okaże.

- Prasa w tym sezonie nie szczędzi cierpkich słów pod twoim adresem...

- Nie mam na to zbyt dużego wpływu. Większość czasu spędzam za granicą i to, co piszą polskie gazety, zazwyczaj do mnie nie dociera. Czasami tylko znajomi do mnie piszą, abym kupiła jakąś gazetę, lub odwiedziła jakąś stronę internetową. Sama nawet nie śledzę tego w Internecie, bo nie mam zamiaru się denerwować. Mam wystarczająco własnego stresu. Poza tym nie chcę oceniać dziennikarzy. W Polsce jest tak, że kiedy wygrywasz, jest OK, a kiedy tylko powinie ci się noga, okazuje się, że wszystko jest do pupy.

- Media sugerują, że w obozie Radwańskich powinny nastąpić zmiany, że powinniście zatrudnić trenera lub konsultanta. Twój tata, odpowiadając na te sugestie, bywa bardzo ironiczny.

- Ja też zwykle odpowiadam na te pytania ironicznie. Ten, kto stoi z boku, jest zawsze mądry. Nowa osoba w naszym obozie niczego by nie zmieniła. Tata zajmuje się tenisem, mamy osobę od fitnessu, "ogólnorozwojówki" i wszystko jest na właściwym miejscu.

- Pojawiło się potwierdzenie, że turniej WTA w Warszawie znalazł się w kalendarzu na przyszły sezon. Ty zapowiadałaś, że w nim nie wystąpisz.

- I podtrzymuję swoją decyzję. Musiałby się zmienić dyrektor turnieju, a to się raczej nie stanie. Czyli raczej nie zagram.

- Zostawmy na chwilkę tenis. Podobno masz nowy samochód.

- To takie moje wymarzone auto - sportowy, czerwony mercedes. Jeździ się super.

- ...i nową grę na komórce, której sama jesteś bohaterką.

- Cieszę się z tej gry. Podróże są długie, więc wtedy mam czas, aby sięgnąć po telefon i posterować własną osobą.

- Masz już plany na wakacje?

- Tak, ale nie zdradzę, gdzie się wybieram. To prawda, że zwiedziłam już prawie cały świat, ale zapewniam, że są takie miejsca, gdzie nie byłam. Mogę tylko powiedzieć, że jedzie ze mną siostra Ula i Karolina Wozniacki. Będzie też kilka innych osób.

- Studia nie przeszkodzą ci w urlopie?

- O tym samym sobie pomyślałam, ale jednak po dziesięciu miesiącach gry potrzebuję odpoczynku. Od wszystkiego: między innymi od Krakowa i tego całego mętliku. Po prostu musimy z Ulą zrobić sobie te wakacje. Nawet kosztem szkoły.

Czytaj także:

Nieznaczny awans Agnieszki Radwańskiej

ASInfo/INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: nowy samochód | radwanska | awans | turniej | Radwańska | klątwa | us open

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje