W drugim secie było bardzo blisko. Kilka punktów więcej i doszłoby do trzeciej partii - oceniła Agnieszka Radwańska swój ćwierćfinałowy pojedynek z Kim Clijsters w Australia Open.

Zdjęcie

Agnieszka Radwańska /AFP
Agnieszka Radwańska
/AFP
21-letnia krakowianka, która w Melbourne wystąpiła po raz pierwszy po trzymiesięcznej przerwie spowodowanej kontuzją i operacją palca u stopy, przegrała z byłą liderką rankingu WTA 3:6, 6:7 (4-7).

- Miałam swoje szanse, kilka "breaków", ale kiedy nie wykorzystujesz okazji grając przeciwko czołowej zawodniczce, to ciężko jest odnieść zwycięstwo - powiedziała Polka, która prowadząc 5:4 miała nawet setbola, ale jej smecz wylądował na aucie.

- Szkoda, bo nie wiadomo, jak mecz potoczyłby się w trzeciej partii. Mimo wszystko biorąc pod uwagę fakt, że wracam do tenisa po kontuzji, uważam ćwierćfinał za dobry wynik - dodała Isia.

Reklama

Belgijka nie była do końca zadowolona ze swojej postawy w tym pojedynku, w którym popełniła aż 37 niewymuszonych błędów, przy tylko 13 Polki. Miała za to ogromną przewagę w wygrywających uderzeniach: 41-14.

- Wszystko musi być lepsze w spotkaniu z Wierą Zwonariewą. Chodzi mi serwis, return, niewymuszone błędy. Awansowałam do półfinału, chociaż czuję, że nie grałam jeszcze mojego najlepszego tenisa, ale to dobrze. Musiałam walczyć, żeby zdobywać punkty. Czasami to jednak lepsze niz łatwe wygrywanie swoich meczów - powiedział Clijsters.

- W środę czułam się lekko zmęczona, nogi nie niosły mnie tak, jak powinny. Teraz muszę się zregenerować, żeby być bardziej świeżą fizycznie i mentalnie w moim kolejnym pojedynku - dodała Belgijka.

Artykuł pochodzi z kategorii: Tenis

INTERIA.PL/AFP

Zobacz również

  • Polski konsul w Mińsku Tomasz Janik przyznał, że jak dotąd wydanych zostało siedem wiz dla białoruskich kibiców na podstawie zakupionych biletów na mecze mistrzostw Europy w piłce nożnej. więcej