Belgijka Kim Clijsters w wyniku problemów z prawym barkiem skreczowała w meczu1/8 finału turnieju WTA na twardych kortach w Indian Wells (z pulą nagród 4,5 mln dolarów). Wiceliderka rankingu tenisistek uspokaja, że uraz nie jest zbyt poważny.

Zdjęcie

Kim Clijsters /AFP
Kim Clijsters
/AFP
Przy stanie 1:2 w drugim secie 27-letnia Belgijka poprosiła o pomoc medyczną, a po rozegraniu kolejnego gema zeszła z kortu.

- To nie jest coś, o co naprawdę mocno bym się obawiała. To jest uraz, który nie uniemożliwiał mi gry, ale nie chciałam podejmować większego ryzyka. Czy mogłam wziąć środki przeciwbólowe i kontynuować grę? Tak, na pewno, ale uśmierzenie bólu utrudnia ocenę faktycznego stanu i mogłoby się skończyć pogłębieniem urazu, a tego bym nie chciała - powiedziała na pomeczowej konferencji dwukrotna triumfatorka turnieju w Indian Wells (2003 i 2005).

Kłopot z barkiem zaczęły się u Clijsters już w styczniu podczas wielkoszlemowego Australian Open, w którym triumfowała. Później rozegrała jeszcze dwa miejsce w rozgrywkach o Fed Cup przeciwko drużynie USA w Charleroi, a następnie poniosła w połowie lutego porażkę w finale turnieju WTA w Paryżu.

Reklama

Ponieważ wówczas miała problemy z karkiem, postanowiła pauzować i skupić się na przygotowaniach do startów w Indian Wells i Miami. W USA znów odezwało się naciągnięte ścięgno w okolicy barku.

- Mam wrażenie, że te dwa urazy są ze sobą powiązane. W tym roku często czułam dyskomfort w ramieniu, szczególnie przy wysokim forhendzie. Zobaczymy, jak to będzie dalej, ale na razie nic się w moich planach nie zmieniło, czyli jadę do Miami i jeśli mi drowie pozwoli, to zagram - dodała była liderka rankingu WTA Tour.

Artykuł pochodzi z kategorii: Tenis

INTERIA.PL/PAP

Zobacz również

  • Hammon ponownie zagra na igrzyskach w drużynie Rosji

    35-letnia amerykańska koszykarka Becky Hammon ponownie zagra w drużynie Rosji w olimpijskim turnieju - tym razem w Londynie. Poprzednio przyczyniła się do zdobycia przez reprezentację tego... więcej