20-letni Kanadyjczyk Milos Raonic, pochodzący z Czarnogóry, jest chyba największym objawieniem pierwszych miesięcy sezonu ATP World Tour. Zabłysnął w Wielkim Szlemie, wygrał jeden turniej i wdarł się do czołowej czterdziestki tenisistów na świecie.

Zdjęcie

Milos Raonic /AFP
Milos Raonic
/AFP
Mierzący 196 cm tenisista ten rok zaczął jako numer 159. w rankingu ATP World Tour i wydawało się, że czeka go żmudny proces przebijania się do ścisłej czołówki. Na wejście do setki potrzebował miesiąc. Najpierw przebił się przez eliminacje do wielkoszlemowego Australian Open, a następnie na twardych kortach w Melbourne Park osiągnął 1/8 finału, gdzie zatrzymał go dopiero Hiszpan David Ferrer.

Udany był dla niego też luty, bowiem wówczas zdobył pierwszy tytuł w karierze, triumfując na twardych kortach w San Jose, po wygranej z Hiszpanem Fernando Verdasco. W USA dotarł też do finału na tej samej nawierzchni w Memphis, ale tutaj musiał uznać wyższość Amerykanina Andy'ego Roddicka.

Później zrobiło się o nim jakby ciszej, a i swoimi wynikami nie dawał zbytnich powodów do tego, by - jak w styczniu w Australii - rozpisywała się często o nim prasa. W marcu wystąpił w dwóch turniejach ATP Masters 1000, dochodząc do trzeciej rundy w Indian Wells i drugiej w Miami. Pozwoliło mu to osiągnąć 34. pozycję na świecie, najwyższą w karierze.

Reklama

Prawdopodobnie w poniedziałek nieznacznie awansuje, bowiem w tym tygodniu dotarł do trzeciej rundy imprezy tej samej rangi w Monte Carlo. W czwartek przegrał z Ferrerem 1:6, 3:6.

Rodzice urodzonego w Podgoricy Raonica wyemigrowali do Kanady, gdy miał zaledwie trzy lata i zamieszkali w Thornhill w prowincji Ontario. Właśnie tam spędził swoją młodość, zanim ruszył w świat zdobywać punkty do rankingu tenisistów.

Szło mu całkiem nieźle i wskoczył do drugiej setki. Jednak przed tym sezonem postanowił jeszcze bardziej się wzmocnić i poprawić swoją grę także na ziemnej nawierzchni. W tym celu w październiku udał się do Barcelony, do akademii tenisowej prowadzonej przez byłych hiszpańskich graczy Galo Blanco, Fernando Vicente i Jairo Velasco.

Jego głównym trenerem jest Blanco, triumfator poznańskiego challengera ATP - Polish Open z 1999 roku. Za przygotowanie fizyczne odpowiada zaś Toni Estalella, który pracował z Aleksem Corretją, gdy ten był sklasyfikowany w TOP10 rankingu.

"Ma niesamowity talent i zwinność, a przy tym potrafi ciężko pracować na treningach. Kiedy zaczynaliśmy współprace był 230. Na świecie, a jeszcze ponad trzy miesiące temu 159. Teraz jest w czołowej "50" i śmiem twierdzić, że to nie jest szczyt jego możliwości. Ma potencjał na to, by wygrać jakiś turniej rangi ATP Masters 1000, a w przyszłości być może triumfować w Wielkim Szlemie" - podkreśla Blanco w wywiadzie udzielonym dziennikowi "Marca".

Podstawowym zadaniem, jakie widzi przed sobą hiszpański trener, jest nauczenie Raonica cierpliwości i większej regularności w wymianach z głębi kortu.

"No i trzeba mu jeszcze rozplątać nogi na nawierzchni ziemnej. To największy problem graczy wychowanych na twardych kortach w Ameryce czy Kanadzie. Gdy buty zaczynają się ślizgać i trzeba więcej biegać za piłkami, to trochę się gubią, szczególnie, gdy grają przeciwko cierpliwym Hiszpanom. Trochę pracy musimy też włożyć w opanowanie jego temperamentu. Czasem jeszcze w ważnych momentach daje się ponieść emocjom, zamiast kalkulować na zimno" - dodał Blanco.

Najbliższe dwa miesiące to same turnieje rozgrywane w Europie na ceglanej mączce. Zwieńczeniem tej części sezonu będzie wielkoszlemowy Roland Garros, która rusza na paryskich kortach 22 maja.

"Jeszcze potrzebujemy czasu, by zaczął osiągać bardzo dobre wyniki na +ziemi+. Jeśli mu się uda coś większego osiągnąć w najbliższym czasie, to będzie sukces, ale nie nastawiamy się na ten okres. To raptem sześć tygodni i znów wrócimy na szybsze nawierzchnie, najpierw trawę, a w lecie na twarde korty w USA. Tam Milos powinien znów błysnąć formą i wynikami" - uważa Blanco.

Artykuł pochodzi z kategorii: Tenis

INTERIA.PL/PAP

Zobacz również

  • Wach wśród sześciu kandydatów do walki z Kliczką

    Bernd Boente, menedżer mistrza świata federacji WBC Witalija Kliczki (44-2, 40 KO) i jego brata Władimira, zdradził nazwiska sześciu potencjalnych przeciwników starszego z ukraińskich... więcej