Matkowski: Na razie jest żal, później zobaczymy

Debel Mariusz Fyrstenberg i Marcin Matkowski uzyskał w tegorocznym US Open (z pulą nagród 22,063 mln dol.) najlepszy wynik w karierze, osiągając pierwszy finał w Wielkim Szlemie. Matkowski żałuje niewykorzystanej szansy, ale cieszy się z wysokiej formy.

"Na razie za wcześnie jest, żeby jednoznacznie docenić to, co się stało. Na razie jest przede wszystkim złość, że nie był to zbyt dobry mecz w naszym wykonaniu. Nie ma dwóch zdań, że rywale grali od nas dzisiaj o wiele lepiej. Z drugiej strony to był nasz pierwszy finał w Wielkim Szlemie, więc teoretycznie powinniśmy się cieszyć z tego. Zobaczymy, musi minąć trochę czasu" - powiedział Matkowski, który w niedzielę wrócił do kraju z Nowego Jorku.

Reklama

Tenisiści Siemens AGD Tennis Team Polska, rozstawieni w imprezie z numerem szóstym, przegrali w nocy z soboty na niedzielę z Austriakiem Juergenem Melzerem i Niemcem Philippem Petzschnerem 2:6, 2:6. Mecz trwał zaledwie 49 minut, a rozpoczął się niespełna pięć minut przed północą czasu lokalnego. To skutek opóźnień spowodowanych przez przedłużające się pojedynki singlowe na Arthur Ashe Stadium.

"Nie szukamy usprawiedliwień, po prostu nie był to nasz dzień, a szkoda, bo chcieliśmy zagrać kolejny dobry mecz w turnieju. Oni doskonale returnowali, więc nasze serwisy nie dawały żadnej praktycznie przewagi. Z perspektywy czasu myślę, że trochę zgubiliśmy koncentrację przez długie oczekiwanie na rozpoczęcie meczu. Z planu gier wynikało, że powinien ruszyć koło godziny 21, a my wyszliśmy na kort o północy, kiedy było dość zimno, a przede wszystkim jednak późno. Oni nie mieli z tym problemu i lepiej się zaaklimatyzowali od pierwszych piłek i rozpoczęli finał niesamowitą grą" - uważa Matkowski.

Polacy przegrali pierwsze cztery gemy, a od stanu 0:4 w pierwszym secie obie pary utrzymywały własne gemy, więc zakończył się on wynikiem 2:6, po 22 minutach. W drugiej partii Fyrstenberg pozwolił się przełamać na 1:2, ale od razu Polacy odrobili stratę. Jednak później, przy stanie 2:2 i 30-30, doszło do kuriozalnej sytuacji, bowiem po woleju Matkowskiego piłka odbiła się od kortu i łydki Petzschnera, po czym przeszła nad siatką na drugą połowę. Nie pomogła rozmowa z sędzią, który uważał, że odbicie nastąpiło rakietą.

Sam Niemiec również nie przyznał jak było naprawdę, a jego oszustwo obnażyły powtórki telewizyjne, kilkakrotnie emitowane przez realizatorów transmisji w Eurosporcie. Punkt otrzymali rywale, a polscy tenisiści wyraźnie zgubili rytm i przegrali cztery kolejne gemy i trwający 49 minut mecz.

"To był chyba najważniejszy moment meczu, bo od razu odrobiliśmy stratę "breaka" i nagle wygrana piłka po mocnym woleju, a okazuje się, że punkt dostają rywale. Do tego Petzschner zaprzeczył, że piłka odbiła się od jego nogi. Brakuje mi w sumie słów. W szatni mieliśmy koło siebie szafki, więc po meczu rozmawialiśmy z nim. On, jak gdyby nigdy nic, stwierdził, że nie ponosi odpowiedzialności za niedopatrzenie sędziego. Naprawdę trudno coś takiego komentować. Widać nie każdy wie, co to honor i tyle. Został duży niesmak" - powiedział Matkowski.

Finał US Open dał Polakom 1200 punktów do rankingu ATP "Doubles" i powinni się przesunąć z 12. miejsca w okolice ósmego. Osiem najlepszy par zakwalifikuje się do kończącego sezon ATP World Tour Finals w londyńskiej 02 Arena.

"Na pewno wracamy do wyścigu o mastersa, ale nie miejmy złudzeń. Pewne gry w Londynie są cztery pary, a o pozostałe cztery miejsca walka będzie zacięta. Na pewno będzie się toczyć do samego końca, czyli do turnieju w hali Bercy. W tym roku naszym głównym celem było poprawienie wyników w Wielkim Szlemie i osiągnęliśmy w nim wreszcie finał. Jeśli nam się uda zakwalifikować do ATP World Tour Finals, to będzie miło. Jednak teraz nie myślimy o tym, lecz skupiamy się na najbliższych tygodniach. Forma jest wysoka, więc przydałyby się dobre wyniki" - dodał Matkowski.

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: Mariusz Fyrstenberg i Marcin Matkowski

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje