Po niezbyt udanym sezonie dla najlepszego polskiego debla Mariusza Fyrstenberga i Marcina Matkowskiego, tenisiści zdecydowali się podjąć na stałe współpracę z trenerem. Najchętniej u swojego boku widzieliby Nicka Browna, ale jest to możliwe dopiero od przyszłego roku.

Zdjęcie

Mariusz Fyrstenberg i Marcin Matkowski /AFP
Mariusz Fyrstenberg i Marcin Matkowski
/AFP
- Obecnie Nick Brown nie jest jeszcze z nami związany, ale mamy nadzieję, że od przyszłego sezonu uda nam się z nim dogadać. Jesteśmy po wstępnych rozmowach z prezesem Polskiego Związku Tenisowego Jackiem Kseniem i możemy liczyć na pomoc finansową. Myślę, że tego nam brakuje, by przeskoczyć granicę ósmego, czy dziesiątego miejsca w światowym rankingu - ocenił Fyrstenberg.

Brown sporadycznie pomagał już polskiemu deblowi. Chociażby przed turniejem w Eastbourne, który zakończył się zwycięstwem biało-czerwonych.

- Do końca roku będzie z nami Radosław Szymanik. Po nieudanym starcie w US Open przejrzeliśmy na oczy i dotarło do nas, że trener na stałe byłby znaczną pomocą. Jego brak to chyba główny powód wahania naszej formy - dodał Matkowski.

Reklama

Z wielkoszlemowym turniejem US Open debliści wiązali duże nadzieje. - Tego występu najbardziej żałuję. Jechaliśmy do Stanów dobrze przygotowani, turniej rozgrywany był na nawierzchni, która najbardziej nam pasuje. Porażka z Amerykanami Ryanem Harrisonem i Kaesem Van't Hofem, którzy wystąpili z dziką kartą, przyszła niespodziewanie i dla nas była dużym szokiem. Zapomnieliśmy już jednak o tym i staramy się patrzeć w przyszłość. Skrzydeł dodała nam wygrana w Pucharze Davisa - przyznał Matkowski.

Fyrstenberg ma nadzieję, że właśnie to zwycięstwo podbuduje ich psychicznie. - Da nam kopa do lepszej gry. Jeśli będziemy się tak prezentować jak w Livepoolu, to kwestia kilku występów będzie, by zakwalifikować się do finału Mastersa w Londynie. Strata do ósmego zespołu jest kosmetyczna, ale biją się o nie cztery drużyny. Z drugiej strony mamy w tym doświadczenie. W 2008 roku załapaliśmy się w ostatnim momencie i w tych najbardziej nerwowych i stresujących sytuacjach jakoś sobie radziliśmy. Mam nadzieję, że i tym razem tak będzie.

Polskim deblistom pozostało do rozegrania sześć turniejów. W czwartek wylatują do Azji. Najpierw wystąpią w Kuala Lumpur, potem w Pekinie i Szanghaju, w którym turniej zaliczany jest do serii Masters.

- Zawody w Malezji natomiast są niższej rangi, nisko punktowane za wygraną. Traktujemy je jako przygotowania do następnych turniejów. Po pobycie w Azji wystąpimy w trzech turniejach w Europie, w tym w Paryżu, gdzie w ubiegłym roku rzutem na taśmę wywalczyliśmy finał Masters - powiedział Matkowski.

Do czołowej ósemki, która ma prawo wystąpić w finale Masters w Londynie brakuje im niewiele. W tej chwili zajmują jedenaste miejsce.

- Mamy realne szanse na to, by się dostać. Jeśli się tam nie znajdziemy to na pewno uznamy sezon za bardzo słaby. Naszym ostatnim celem jest właśnie udział w londyńskiej imprezie - dodał Matkowski.

We wtorek na rynku pojawiła się limitowana seria szwajcarskich zegarków marki Maurice'a Lacroix'a, których "twarzami" są Fyrstenberg i Matkowski. Do sprzedaży trafi 50 z nich.

- Jesteśmy drugim deblem na świecie, który może pochwalić się własną linią zegarków. Tylko amerykańscy bracia Mike i Bob Bryanowi maję podobną. To bardzo nas cieszy i jesteśmy z tego dumni - powiedział Matkowski.

Artykuł pochodzi z kategorii: Tenis

INTERIA.PL/PAP

Zobacz również

  • Arka nie odpuści Pogoni

    Petr Nemec zapewnia, że walczący o awans do T-Mobile Ekstraklasy piłkarze Pogoni Szczecin nie mogą w ostatnim meczu w Gdyni liczyć na taryfę ulgową ze strony jego drużyny. - Nie odpuścimy... więcej