Petra Kvitova zagra z Marią Szarapową w finale gry pojedynczej wielkoszlemowego Wimbledonu.

Zdjęcie

Petra Kvitova /AFP
Petra Kvitova
/AFP
Czeska tenisistka w półfinale pokonała Białorusinkę Wiktorię Azarenkę 6:1, 3:6, 6:2. Natomiast Rosjanka Szarapowa, która triumfowała tutaj w 2004 roku, wygrała z grającą z "dziką kartą" reprezentantką Niemiec Sabine Lisicki 6:4, 6:3.

Dla Czeszki awans do finału Wimbledonu to największy sukces w karierze. Ostatni raz reprezentantka tego kraju doszła to tej fazy w 1988 roku, a uczyniła to Jana Novotna.

Kvitova jest także pierwszą leworęczną tenisistką w finale tego turnieju od 21 lat, gdy zagrała w nim jej idolka Martina Navratilova, która z królewskiej loży przyglądała się wydarzeniom na korcie centralnym.

Reklama

- Widziałam Martinę w szatni i życzyła mi powodzenia. Jestem bardzo szczęśliwa, ale nie wierzę, że znalazłam się w finale - mówiła po meczu wzruszona 21-letnia Czeszka.

Kvitova w całym spotkaniu zanotowała aż 40 kończących piłek, przy tylko dziewięciu Azarenki, co okazało się główną podstawą jej sukcesu.

Czeszka bardzo dobrze rozpoczęła czwartkowy półfinał. Po 27 minutach wygrała pierwszego seta tracąc w nim tylko jednego gema. 13 kończących i sześć asów serwisowych mówi samo za siebie.

Azarenka nie zamierzała się jednak poddać. W drugiej partii objęła prowadzenie 3:0 z jednym przełamaniem i udało jej się dowieźć przewagę do końca seta.

Kvitova, która do zeszłorocznego Wimbledonu, gdzie doszła do półfinału, nie wygrała meczu na trawie, w decydującej partii szybko (w drugim gemie), przełamała podanie rywalki i potem nie zmarnowała przewagi. Azarenka, która przed rokiem przegrała z Czeszką w trzeciej rundzie, zakończyła mecz w najgorszy z możliwy sposób, czyli podwójnym błędem serwisowym.

Szarapowa była faworytką spotkania z Lisicki, ale lepiej ten półfinał rozpoczęła reprezentantka Niemiec, który objęła prowadzenie 3:0. Rosjanka znana jest jednak z uporu na korcie i z tego, że nigdy się nie poddaje. Tak było i tym razem. Zdołała wyrównać, a w dziewiątym gemie jeszcze raz przełamała podanie Lisicki, potwierdzając swoją wyższość w następnym.

Drugi set rozpoczął się odwrotnie niż pierwszy. To Szarapowa prowadziła 3:0 i to z dwoma przełamaniami. Reprezentantka Niemiec w czwartym gemie niespodziewanie odebrała serwis Rosjance, ale za chwilę sama nie umiała utrzymać swojego. Decydujący był chyba szósty gem, w który Szarapowała broniła break pointów, jednak wyszła na 5-1. Lisicki w końcu wygrała własne podanie, ale potem to samo zrobiła Rosjanka kończąc mecz.

- To niesamowite być znowu w finale Wimbledonu. Minęło już trochę czasu - przyznała 24-letnia Szarapowa, która jedyny raz wystąpiła tutaj w finale przed siedmiu laty.

- Jestem bardzo szczęśliwa, chociaż nie grałam w czwartek najlepiej - dodała zawodniczka, która popełniła aż 13 podwójnych błędów serwisowych.

- Być w finale to dla mnie wielkie osiągnięcie, ale czuję, że wciąż mam coś do zrobienia - stwierdziła Rosjanka.

Finał pomiędzy Kvitovą i Szarapową zostanie rozegrany w sobotę.

Półfinały gry pojedynczej kobiet:

Petra Kvitova (Czechy, 8.) - Wiktoria Azarenka (Białoruś, 4.) 6:1, 3:6, 6:2

Maria Szarapowa (Rosja, 5.) - Sabine Lisicki (Niemcy) 6:4, 6:3

Półfinał gry podwójnej mężczyzn

Robert Lindstedt, Horia Tecau (Szwecja, Rumunia, 8) - Christopher Kas, Alexander Peya (Niemcy, Austria) 6:3, 7:6 (7-3), 6:2

Artykuł pochodzi z kategorii: Tenis

INTERIA.PL/AFP

Zobacz również

  • W czołówce żużlowej Grand Prix panuje tłok

    Duży tłok panuje w czołówce klasyfikacji generalnej żużlowych mistrzostw świata przed sobotnią Grand Prix Szwecji w Goeteborgu. Prowadzącego Australijczyka Jasona Crumpa i czwartego... więcej